Ta strona używa cookie. Informacje o tym w jakich celach pliki cookie są używane znajdziesz w Polityce Prywatności. W przeglądarce internetowej możesz określić warunki przechowywania i dostępu do cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. zamknij

Trzeba dalej ostro pracować

Trzeba dalej ostro pracować - mówi Satora, rzeszowski DJ, producent muzyki elektronicznej, który od kilku lat konsekwentnie buduje swoją pozycję na scenie kolejnymi produkcjami i aktywnością klubową.

Co, patrząc z perspektywy czasu dała Ci współpraca z Junkie Punks? Jak do niej doszło? Co z niej wyniosłeś?

Moja przygoda w Junkie Punks zaczęła się po Noborder Festiwal 2011. Chłopaki zaproponowali, żeby do nich dołączyć. Lepszego startu nie mogłem sobie wymarzyć. Jestem i będę im za to wdzięczny do końca życia. To były dwa lata dobrych imprez. Poznałem przez ten czas ogromną ilość ludzi i złapałem mnóstwo doświadczenia.

W jaki sposób trafiłeś do line up'u festiwalu Sunrise? Jak wspominasz ten występ?

Zostaliśmy zaproszeni do zagrania na Sunrise jeszcze jako trójka - Junkie Punks, jednak podczas oczekiwania na występ, ja postanowiłem odejść. Wybrałem drogę solową głównie ze względu na to, że zmieniła się moja wizja siebie, jako artysty. Dzięki wyrozumiałej reakcji organizatorów, mogłem zagrać tam już jako Satora spoza Junkie Punks. Dnia występu nigdy nie zapomnę. To było jak przeżywanie dnia, o którym marzyło się całe życie. Emocje nie do opisania, mam nadzieję, że jeszcze tam wrócę!

Grałeś też poza granicami naszego kraju. Gdzie i w jakich okolicznościach?

Miałem szansę zagrać w Niemczech, Francji, Chorwacji i Szwajcarii. W Niemczech były to jedne z najlepszych imprez, jakie mogłem zagrać w klubie. W pozostałych krajach grałem raczej jako muzyczny support wyjazdów wypoczynkowych, ale nawet w taki sposób poznaje się kulturę muzyczną europejczyków. W coraz bardziej realnych planach jest Japonia i USA, ale nie chcę mówić hop...

Opowiedz coś o swoich ostatnich produkcjach. Co jakiś czas na światło dzienne wychodzą pojedyncze kawałki, ale pojawiła się też epka. Co zawiera, w jakiej stylistyce jest utrzymana?

Ogromnie cieszę się z postępów, jakie zrobiłem w produkcji. Dały mi one możliwość pokazania, co tak naprawdę czuję w muzyce. Epka „Crossroads" wydana w Tile Records, to kamień milowy mojego życia. „Crossroads" i „I Can't Stop" to utwory, które perfekcyjnie opisują mój styl produkcji. Nie są to typowe klubowe brzmienia, które można usłyszeć na co dzień. To raczej eksperymentowanie z pomysłami, zapominając o jakichkolwiek podziałach na gatunki.

Dlaczego według Ciebie w Rzeszowie nie może na dłużej utrzymać się żaden, choćby najmniejszy klub serwujący regularnie ambitną muzykę elektroniczną?

To bardzo ciężkie pytanie. Na bank wielu pamięta Mientę, tęsknie za tym klubem do dziś. Mienta to miejsce, które pokazało, że da się chwilę utrzymać na rynku pomimo tego, że wciąż jest za mało ludzi doceniających muzykę undergroundową. Klub, w którym wiesz, że usłyszysz coś innego niż wszędzie. Usłyszysz tam ciekawe numery, poznasz lepiej na nowo odświeżone lub mniej popularne gatunki. No ale jest problem. Za mało ludzi chętnych do eksperymentowania z muzyką. Większość woli iść tam, gdzie gra się do znudzenia to, co jest na topie. Kolejna kwestia to wiek. Dużo osób, które odnajdują to „coś więcej" w muzyce ma już rodziny i życie, w którym ciężko znaleźć czas na imprezowanie. Oni nie przyjdą do klubu trzy razy w tygodniu, tylko raz lub dwa razy na miesiąc. Młodszemu pokoleniu nie ma kto pokazać, co mogliby zyskać przekonując się do takich miejsc. No i oczywiście klub, żeby żyć musi zarabiać, a z tym jest coraz ciężej.

Czy zauważasz w klubach, wśród dj-ów tendencję wracania do grania z winyli?

Niespecjalnie. Ale to zawsze fajnie wygląda, kiedy widzisz dj'a grającego na klasycznych „plackach" a nie laptopach. To we mnie zawsze budzi szacunek. Duża, ciężka skrzynia winyli zbierana pewnie ponad pół życia i warta więcej niż niejeden samochód. To też pasja. Nie ma „synców", to wymaga dużych umiejętności i to mnie też cieszy. Im więcej będzie takich ludzi, tym szerzej będę się uśmiechał widząc ich.

Nad czym obecnie pracujesz i jak wyglądają Twoje muzyczne plany?

Przez ostatni miesiąc, pomimo problemów ze zdrowiem, zrobiłem trzy nowe numery. Cieszy mnie to, że mają duże szanse na wydanie w dobrych wytwórniach, mam na dzieję, że się uda! Pracuję też nad nową epką i kilkoma nieskończonymi projektami. Bardzo chcę wrócić do częstszego grania, a szczególnie w swoim kochanym Rzeszowie. Zaryzykowałem, zacząłem eksperymentować też ze swoimi setami i dlatego ciężko znaleźć tutaj miejsce do grania, ale jestem cierpliwy. Mam też parę fajnych pomysłów związanych z niedocenionymi producentami w Rzeszowie i może niedługo pojawi się fajny projekt związany właśnie z nimi. Czas pokaże, trzeba dalej ostro pracować.

Rozmawiał BARTŁOMIEJ SKUBISZ

Day&Night, lipiec 2015