Ta strona używa cookie. Informacje o tym w jakich celach pliki cookie są używane znajdziesz w Polityce Prywatności. W przeglądarce internetowej możesz określić warunki przechowywania i dostępu do cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. zamknij

Nowa MARINA MILOV

Marina Milov, fot. Tom Chadziński, stylizacja: Maffashion/Damian...

Młoda, dynamiczna i niezwykle elektryzująca. Uczestniczka X FACTORA i fabryki gwiazd wręcz emanuje muzyką i pozytywną energią. Jej najnowsza płyta już niebawem ujrzy światło dzienne, a w jej najnowszym klipie zobaczymy MAFFASHION.

Jak zaczęła się Twoja kariera muzyczna?

Hmmm... nie wiem czy można póki co nazwać to karierą, jednak śpiewam odkąd pamiętam. Już od 5 roku życia fascynowała mnie muzyka. Inne dzieci chodziły do sklepów z zabawkami, a ja jak przechodziłam obok sklepu gdzie grała muzyka, nie można było mnie stamtąd zabrać. Trzeba było mnie siłą z takich sklepów wynosić. Najbardziej kibicowała mi w tym moja babcia. To ona jako pierwsza zaprowadziła mnie na lekcje gry na fortepianie. Z babcią też jeździłam po rożnych konkursach, no i chodziłam z nią także do klubu seniorów, w którym śpiewałam. Muzyka towarzyszy mi więc od najmłodszych lat.

Co się zmieniło po Twojej przeprowadzce z Izraela?

Po przyjeździe do Polski zaczęłam poważniej podchodzić do muzyki. Kiedy zaczęłam brać udział w rożnych programach muzycznych pojawiły się pierwsze propozycje występów. Jednak dopiero teraz, po kilku dobrych latach, udało mi się nagrać moją wymarzoną i planowaną od lat płytę. Do tego co robię teraz dojrzewałam wiele lat. Wszystkie rzeczy muzyczne, które mnie spotkały po drodze, udane i te mniej udane, pozwoliły mi ewoluować jako artystce i doprowadziły do tego, co robię dziś. I teraz tak naprawdę uważam, że zaczynam karierę muzyczną, ponieważ teraz mogę w piosenkach, które sama napisałam, opowiedzieć swoje emocje i przekazać to odbiorcom.

Wystąpiłaś w wielu programach promujących przyszłe gwiazdy. Byłaś uczestniczką X Factora i Fabryki Gwiazd. Uważasz, że tego typu programy pomagają w karierze czy wręcz odwrotnie?

Nie wiem czy pomagają czy nie. Każdy artysta ma dla siebie jakąś drogę i każdy kto w takim programie uczestniczył ma swoją opinię na ten temat. Są artyści, którym program w 100% pomógł. Są artyści, którzy genialnie śpiewali, a jednak słuch o nich zaginął. Nie każdemu udaje się wykorzystać swoje 5 minut. Owszem, programy dają możliwość pokazania siebie.

Czy uczestnictwo w programach muzycznych zmieniło Twoje życie?

Uważam, że ciągle byłam w tych programach w nieodpowiednim czasie. Nie byłam na nie totalnie gotowa. Będąc w programach do końca nie wiedziałam, jaką muzykę chcę robić. Łapałam wszystkie propozycje, jakie się pojawiały. Dzięki temu też doszłam do tego miejsca, gdzie obecnie jestem. Poznałam wielu ludzi. Dzięki programowi poznałam też bliską mi osobę Nicka Sincklera, który od lat muzycznie mi pomaga i można go usłyszeć w chórkach na całej mojej płycie. Nie żałuję więc występów w programach. Dla mnie to była fajna przygoda i wielka nauka.

Jaka muzyka jest Ci najbliższa i kto jest Twoim autorytetem muzycznym?

Najbliższa na pewno jest mi muzyka klubowa, electro, electro house. Lubię też słuchać spokojniejszych brzmień. Nawet blusowe kawałki się przewiną. Jeśli chodzi o wokal, inspirująca jest dla mnie np. Andrea Paci, bo lubię ciemne barwy głosu. Nie mam do końca autorytetu muzycznego. Tak na prawdę, podziwiam wielu artystów, często za bardzo różne rzeczy. Nigdy nie dążyłam by być jak ktoś, kto już jest i robić to samo. Do artystów, których podziwiam za całokształt mogę zaliczyć Madonnę, którą zafascynowałam się po obejrzeniu kilku koncertów. Nie znam żadnego artysty, który robi coś takiego na scenie. W kwestiach brzmień na pewno mogę wymienić zespół Gus Gus.

Twoje zdjęcia, które prezentują się w naszym magazynie są stylizowane przez Maffashion. Czy poza współpracą przy sesjach zdjęciowych znasz Julię prywatnie?

Udało mi się poznać Julię prywatnie. Jest to niesamowicie pracowita dziewczyna, bardzo pozytywna i gdyby mogła tylko się sklonować, pomogłaby wszystkim na świecie. Julka bardzo mnie wspiera i motywuje ciągle do dalszych działań. Pomaga mi trochę w promocji, także pomogła przy stylizacji do sesji jak i obróbce zdjęć. Planujemy również nakręcić teledysk i Julki również w tym nie zabraknie, ale na razie nie mogę zdradzać więcej szczegółów, sami zobaczycie niebawem.

Zawsze podkreślasz, że Rzeszów jest bliski Twojemu sercu. Często tu powracasz? Planujesz może koncerty w naszym mieście?

Rzeszów był pierwszym miastem, w którym zamieszkałam po przyjeździe z Izraela. Spędziłam w nim lata szkoły i studiów, więc oczywiste jest, że jest mi bliski. To moje rodzinne miasto. Tu mieszkają moi rodzice i tutaj stawiałam swoje pierwsze muzyczne kroki. Niestety z powodu braku czasu rzadko bywam w Rzeszowie.

Zbliżają się pierwsze urodziny klubu LUKR. Z tej okazji zaśpiewasz specjalnie na tej imprezie. Czy planujesz jakieś szczególne niespodzianki?

Jest mi niezmiernie miło, że po tylu latach pojawię się w Rzeszowie. Tęskniłam za miastem, za domem i za ludźmi, z którymi mam kontakt tylko na facebooku. Bardzo mi miło, że będę miała okazję wystąpić na urodzinach LUKR ze swoim znajomym, Dj Arturem Archi. Zaprezentuję kilka kawałków z mojej płyty, która ukaże się bliżej jesieni.

Śpiewałaś wcześniej jako Marishaa, teraz Milov. Dlaczego?

Ta płyta to nowa ja. Jest to zbiór utworów pisanych latami, które nie raz zmieniałam, zarówno w warstwie tekstowej jak i aranżacyjnej. Ta płyta jest inna od tego wszystkiego, co dotychczas robiłam, stąd postanowiłam wrócić do swojego nazwiska. Bardziej nazwać to jako projekt, niż osobę. Nie chciałam też, by ta płyta kojarzyła się z tym, co dotychczas robiłam. Marishaa to był okres młodzieńczych fascynacji muzyką etniczną. Milov to projekt dużo dojrzalszy i na pewno inny muzycznie od poprzednich moich skromnych dokonań.

Jak byś opisała swoją płytę i jaki ma charakter?

Płyta jest według mnie różnorodna. Nie ma dwóch podobnych do siebie piosenek. Każdy utwór opowiada jakąś historię. Pomimo iż płytę mogę w 80% zaliczyć do klubowej muzyki, to można znaleźć na niej również wolne kawałki. Płyta opowiada historię pewnej relacji od jej początku do jej końca. Choć teksty i muzykę pisałam sama, płyta ta powstała także dzięki pomocy wielu osób: Emilia, która wspierała i wspiera w każdym poczynaniu muzycznym. Ona często mi dawała w kość i wiele rzeczy krytykowała, ale dzięki temu podążyłam tą właściwą ścieżką. Nick Sinckler i Adam Joseph nie tylko pomogli mi skorygować wszystkie teksty, ale też pomagali z chórkami w studiu nagraniowym i czuwali nad każdym dźwiękiem, Mateusz Krautwurst, który zebrał to w całość i nadał charakter tej płycie od strony produkcyjnej i Seb Skalski, który dopasował brzmienia by były bardziej klubowe.

Rozmawiała MAŁGORZATA LEŚNIAK

Day&Night, lipiec 2015