Ta strona używa cookie. Informacje o tym w jakich celach pliki cookie są używane znajdziesz w Polityce Prywatności. W przeglądarce internetowej możesz określić warunki przechowywania i dostępu do cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. zamknij

Brytyjski podróżnik o Rzeszowie

Źródło: www.theredquest.com/about-me/

Na portalu www.travelblog.org ukazał się artykuł na temat Rzeszowa. Jego autorem jest Brytyjczyk Jason Smart. 41-letni nauczyciel, z zamiłowania podróżnik i bloger, autor ebook’a The Red Quest – historii szalonej misji, aby odwiedzić każdy kraj byłej Republiki Związku Radzieckiego.
Celem jego pierwszej podróży w 2013 roku był Rzeszów.

Tak napisał o naszym mieście na portalu travelblog.org:

Dobra, ręce w górę, kto słyszał o Rzeszowie.

Myślę, że nikt. Cóż, ja też nie. Tak było do czasu, gdy na stronie internetowej wszystkie loty w Nowy Rok z lotniska w Manchesterze były przebrane. Padło na Ryanair do Rzeszowa.

Ale gdzie, do diabła jest Rzeszów?

Gdy nieco poszperałem w Internecie, dowiedziałem się że Rzeszów leży w południowo-wschodniej Polsce, bardzo blisko granicy z Ukrainą. To dość duże miasto, liczące nieco poniżej 200.000 mieszkańców, a sądząc po zdjęciach wywnioskowałem, że ma ładne stare miasto z przyjemnym rynkiem. Była tylko jedna rzecz, której musiałem się dowiedzieć, jak wymawia się tę nazwę. Czy to Res-zow? A może Zez-ow? A może był to Res-oh? Nie, w rzeczywistości Rzeszów to połączenie Shess-off i Jess-off. Więc teraz już wiesz.

Pomimo, że to pierwszy dzień 2013 roku, pokład Ryanair był pełny po brzegi. Z tego, co Angela i ja się zorientowaliśmy, byliśmy jedynymi turystami na pokładzie, którzy nie mówili po polsku. Po małym zamieszaniu z miejscami, usiedliśmy z powrotem, podekscytowani naszą pierwszą podróżą w Nowym Roku. Dwie i pół godziny później, nocą wylądowaliśmy w Rzeszowie. Lotnisko było nowoczesne, pełne witających krewnych oczekujących poza barierą. "Myślę, że Ci się tu spodoba” powiedziałem do Angeli, gdy wsiedliśmy do taksówki. "Nawet jeśli nikt nigdy nie słyszał o tym mieście."

Następnego dnia poranek był bardzo zimny, ale po rozgrzewającej kawie wyszliśmy na miasto, aby zobaczyć ukształtowanie terenu. Podobnie jak w wyszukiwarce internetowej, tak i w rzeczywistości starówka Rzeszowa była piękna, pełna ciepłych kawiarni i budynków w średniowiecznym stylu. Wszystkie z nich wyglądały na dobrze utrzymane i czyste. W rzeczywistości całe miasto wyglądało na czyste i ładne. Przy jednej z ulic handlowych stał mosiężny posąg człowieka trzymającego gitarę, był to sławny blues man miasta. Dwie minuty później dotarliśmy na średniowieczny rynek. To było wspaniałe.

"Spójrz na to". powiedziała Angela, "Tu jest tak pięknie".

Muszę zwrócić honor. Rzeszów był ładny jak kartka świąteczna. Cały plac otoczony był średniowiecznymi kamienicami w których dziś znajdują się bary, kawiarnie, a nawet kasyno. Zdecydowanie najpiękniejszym budynkiem był Ratusz w pastelowo – śmietanowym kolorze, ozdobiony spiczastymi elementami na dachu. Ale najbardziej efektowną częścią placu były dekoracje świąteczne, szczególnie drzewa. Wieczorem były gustownie oświetlone, ich korony przystrojone były dekoracjami, które oświetlały ośnieżoną ziemię. Pod Rynkiem znajdował się szereg tuneli i korytarzy, które kiedyś używane były jako spichlerze i schrony. W czasach wojny, mieszkańcy tłoczyli się w podziemnym świecie, ale w dzisiejszych czasach, podziemna trasa jest jedną z głównych atrakcji turystycznych miasta. Niestety, gdy chcieliśmy ją zwiedzić powiedziano nam, że będzie to możliwe dopiero następnego dnia. Zamiast tego zrobiliśmy sobie spacer po wspaniałym Rynku, a następnie znaleźliśmy się w muzeum.

Muzea, jak wiedzą ci, którzy czytają mojego bloga od dłuższego czasu, to nie moja bajka. To nie było inne - pełne garnków, fragmentów naczyń, elementów włóczni. Ale to muzeum miało wybitnie głośną podłogę. Każdemu naszemu krokowi towarzyszyły piski i skrzypy, co oznacza, że kradzież artefaktów byłaby niemożliwa.
"To jest nudne", powiedziała Angela, wyrażając dobitnie swoje myśli. Szliśmy wokoło pokoju pełnego obrazów z tabliczkami w języku polskim. Musieliśmy wyglądać na wyraźnie nie zainteresowanych bo kustosz nas śledził. Na szczęście doszliśmy do sekcji poświęconej polskim żołnierzom i bojownikom. Tam było bardziej interesująco. Rzeszów był głównym źródłem irytacji dla Niemców, ze względu na ogromną ilość bojowników działających w całym regionie; oglądaliśmy mundury, medale i broń, podłoga skrzypiała przy każdym naszym kroku. Na początku Drugiej Wojny Światowej, Żydów mieszkających w Rzeszowie było 14.000, ponad jedna trzecia ludności. Z czasem zostało ich tylko 100.

Rzeszów miał ogromny zamek otoczony wysokimi murami. Przypominał mi Zamek na Wawelu w Krakowie. W latach 1821 - 1981, służył on jako więzienie, teraz znajduje się tam sąd. A w niedalekiej odległości od niego znajdowało się kilka przepięknych kamienic, zatrzymaliśmy się z Angelą, aby je podziwiać. "Wiesz co?" Powiedziałem, gdy wpatrywaliśmy się w domy inspirowane gotyckim stylem. "Gdyby nie było tutaj tak zimno, myślę, że mógłbym mieszkać w Rzeszowie."

Po kilku godzinach w Millennium Hall, eleganckim i bardzo nowoczesnym centrum handlowym, Angela i ja byliśmy z powrotem w centrum, na Rynku. Zaczął prószyć lekki śnieg i wkrótce cienka warstwa puchy przysypała płytę Rynku, nadając mu jeszcze ładniejszy wygląd niż wcześniej. Gdy zapadła ciemność i rozbłysnęły się migoczące ozdoby choinkowe, oboje zgodziliśmy się, że wyjazd do Rzeszowa to był świetny pomysł.

Mocne strony Rzeszowa:
- Tanie loty i hotele;
- Tanie jedzenie i picie;
- Przyjaźni mieszkańcy;
- Bardzo ładna starówka;
- Nie ma masy turystów.

Słabe strony:
- Zimne zimy;
- Poza starym miastem, nie ma wiele do zobaczenia.


Link do artykułu.