Ta strona używa cookie. Informacje o tym w jakich celach pliki cookie są używane znajdziesz w Polityce Prywatności. W przeglądarce internetowej możesz określić warunki przechowywania i dostępu do cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. zamknij

Aeroklub Rzeszowski - ponad 70 lat tradycji

Budynek Aeroklubu
Bogusław Marszałek szef spadochroniarzy

W miejscu gdzie dzisiaj stoją aeroklubowe budynki w Jasionce, latem 1944 roku stały wypalone kikuty dawnego, lotniskowego hangaru, pas startowy podziurawiony był lejami od wybuchów bomb i granatów Kilkanaście miesięcy później, początkiem 1946 roku, garstka pasjonatów lotnictwa tworzyła na tym terenie, od podstaw, Aeroklub Rzeszowski - przez wiele późniejszych lat jeden z najprężniejszych w kraju.

- Pamiętamy o naszych początkach, dbamy o historię, kultywujemy ponad 70-letnią tradycję, a jednocześnie dostosujemy się do wymogów XXI wieku. Nasze stowarzyszenie zawsze było kuźnią lotniczych kadr, przez którą przeszły tysiące lotników. Wciąż „zarażamy” lataniem kolejne pokolenia - mówi obecny prezes Aeroklubu Rzeszowskiego Grzegorz Ludera.

Legenda Gustawa Pokrzywki

Początki Aeroklubu Rzeszowskiego nie były łatwe. Zniszczony sześcioletnią wojną i okupacją kraj trzeba było odbudowywać od podstaw. Niemal w każdej dziedzinie życia odczuwano skutki wojennej pożogi. Wśród ogromu rzeczy z którymi trzeba było się zmierzyć, lotnictwo nie było priorytetem. Do przezwyciężania codziennych, często prozaicznych problemów potrzebni byli zapaleńcy, gotowi poświęcać swą energię i czas. W Rzeszowie na szczęście tacy się znaleźli.

Ówczesny Rzeszów nie mógł (jeszcze) poszczycić się lotniczymi tradycjami, ale marzenia o wznoszeniu się w przestworza tkwiły w wielu jego, zwłaszcza młodych, mieszkańcach. Niekwestionowanym bożyszczem młodzieńców z międzywojennych rzeszowskich podwórek był pochodzący z Bud - dzielnicy drewnianych domków - Gustaw Pokrzywka. Ten mechanik samolotowy latał z legendarnym pilotem Jerzym Bajanem, triumfując w 1934 roku w słynnych międzynarodowych zawodach Challenge (w których we wcześniejszej edycji wygrała inna sławna para: Stanisław Wigura i Franciszek Żwirko). Wśród starszych rzeszowian krążyła historia jakoby czasami widziano nad domem Pokrzywków krążący samolot z którego wyrzucano jakieś pakunki. Mówiono, że to mechanik podrzuca mamie bieliznę do prania. Po zwycięstwie w Challenge idol przedwojennej, rzeszowskiej młodzieży dostąpił zaszczytu audiencji u samego marszałka Józefa Piłsudskiego.

Pierwsze „kukuruźniki"

Pierwszy aeroklubowy barak stał mniej w miejscu, gdzie później funkcjonowała „stara” hala odlotów. Pierwszy hangar, w zasadzie „hangarek” zbudowano obok z części przywiezionych z okrytego tragiczną sławą hitlerowskiego obozu w Pustkowie pod Dębicą. Pierwszymi samolotami, które zaczęły latać w barwach rzeszowskiego stowarzyszenia, były przejęte z demobilu od wojska dwie maszyny Po-2, czyli popularne „kukuruźniki”, sprowadzone do Rzeszowa z odległego Inowrocławia.

W pierwszym okresie „Polski Ludowej" środowiska lotnicze zostały przymusowo włączone do organizacji o nazwie Liga Lotnicza, pod którą podlegały także aerokluby (oficjalna nazwa rzeszowskiej organizacji brzmiała „Aeroklub Ligi Lotniczej w Rzeszowie”). Miało to i swoje dobre strony, gdyż ten masowy ruch przyciągał rzesze pasjonatów, umożliwiając im realizację ikarowskich marzeń. Aż trudno uwierzyć, ale w pewnym okresie czasu Liga Lotnicza liczyła, tylko w ówczesnym województwie rzeszowskim (z grubsza terytorialnie odpowiadającym obecnemu Podkarpaciu), ok. 50 tysięcy członków! Z jej funduszy sfinansowano m.in. zakup pierwszego w regionie samolotu sanitarnego czy też nieistniejące już wieże spadochronowe w Rzeszowie i Stalowej Woli.

Z punktu widzenia interesów raczkującego Aeroklubu ważne było, że w inicjatywę włączyli się przedstawiciele ówczesnych władz i liczących się przedsiębiorstw oraz instytucji. Pierwszym prezesem okręgowym Ligi Lotniczej w Rzeszowie był wojewoda Jan Mirek, po nim Włodzimierz Wilanowski, dyrektor Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego, która przez długi czas wspierała później Aeroklub. W późniejszym okresie nawiązano owocną współpracą m.in. z Wyższą Szkołą Inżynierską (dzisiejszą Politechniką Rzeszowską).

Pierwsi zapaleńcy

Ówczesny Rzeszów miał to szczęście, że w wyniku wojennej i powojennej „wędrówki ludów” trafiło tu wielu ludzi związanych z lotnictwem. W pierwszej grupie zapaleńców tworzących aeroklub byli m.in. Eugeniusz Biłyk, Jan Szot, Stanisław Tauter, Eugeniusz Mączyński czy Tadeusz Ferenc (zbieżność imienia i nazwiska z obecnym prezydentem Rzeszowa).

Pierwszym instruktorem samolotowym Aeroklubu był Teofil Kępka, postać niezwykle barwna, jeszcze przedwojenny pilot, zatrudniony w 1939 roku w rzeszowskich PZL. Do legendy przeszły niektóre przygody lotnika. W czasie pogrzebu jednego z dyrektorów WSK, zrzucając wieniec na świeżą mogiłę, omal nie rozbił maszyny o cmentarne drzewa. Innym razem powrócił na Jasionkę samolotem zbryzganym niemiłosiernie wapnem. Okazało się, że lecąc nisko nad budującymi się blokami zirytował tym murarzy, którzy postanowili przegonić go tym co mieli pod ręką. Z kolei lecąc kiedyś z Wrocławia do Jasionki nowym nabytkiem - Piperem - stracił orientację nad Górnym Śląskiem. Musiał awaryjnie lądować, by... przypadkowo napotkanych ludzi pytać o drogę do Rzeszowa.

Inną legendą Aeroklubu stał się Antoni Schabowski, ściągnięty do Rzeszowa z Warszawy na stanowisko szefa wyszkolenia, później klubowego kierownika. To za jego czasów do Jasionki zawitały pierwsze sukcesy. Sam Schabowski był świetnym akrobatą samolotowym i szybownikiem. Do historii przeszedł jego pierwszy oficjalny, zdobyty w 1957 roku, tytuł Mistrza Polski w Akrobacji Lotniczej. Rzeszowscy lotnicy zdobywali wówczas sławę jako niezrównywani mistrzowie niezwykle widowiskowej akrobacji zespołowej. Takie nazwiska jak Schabowski, Roman Przepiorą, Stanisław Wiśniewski, Michał Rajzer czy Marian Złamaniec zapisały się złotymi zgłoskami w historii polskiego lotnictwa sportowego. Słynna „różyczka bieszczadzka” w ich wykonaniu wywoływała euforię widzów w całej Polsce.

W krajowej czołówce

Aeroklub Rzeszowski zaliczany był i jest do najlepszych w Polsce. Tu powstawały ciekawe inicjatywy, kopiowane często później w innych częściach kraju: zloty samolotowych zespołów akrobacyjnych, rzeszowskie Rajdy Samolotowe czy rajdy dziennikarzy. Trumfy święcili piloci, akrobaci, szybownicy, spadochroniarze. Na Jasionce dochodziło wręcz do niezwykłego „wysypu” talentów. Dochodziło do paradoksalnych sytuacji, gdy niektórzy świetni lotnicy, zdolni do konkurowania z najlepszymi w kraju i za granicą nie mieścili się w... klubowych kadrach swoich dyscyplin i szukali szczęścia w innych. Tak było chociażby z Krzysztofem Wyskielem - kilkukrotnym mistrzem Polski rajdowo-nawigacyjnym, który przerzucił się na akrobację szybowcową.

Niezwykłą kartę w historii organizacji zapisali (i wciąż zapisują) spadochroniarze. Sekcja spadochronowa Aeroklubu powstała w 1950 roku. Z nią wiążą się takie nazwiska jak chociażby Bolesław Gargała (skoczek, instruktor, trener reprezentacji Polski), Stanisław Orzech, Jacek Chałoń, Wiesław Targoński, Lesław Panaś i wielu innych. Janusz Mac, Wacław Czyż i Henryk Rozwadowski przebojem weszli do czołówki światowego spadochroniarstwa. Sekcja od lat przeżywa renesans, tym razem pod wodzą wybitnego skoczka i instruktora Bogusława Marszałka.

Aeroklubowe legendy

Kolejnym złotym okresem Aeroklubu stały się lata 70. i 80. XX wieku. Nie było niemal zawodów krajowych czy międzynarodowych, z których rzeszowianie nie wracali by z pękiem medali. Pojawiają się kolejne nazwiska, o których z podziwem mówić będzie całą lotnicza Polska. Oto objawia się postać Witolda Świadka, który w swych pierwszych zawodach okręgowych w 1970 roku zajmuje 11 miejsce i cieszy się z tego wyniku. Wkrótce deklasuje jednak starszych kolegów. W latach 1975-77 trzykrotnie, pod rząd, zdobywa złoty medal krajowych mistrzostw rajdowo-nawigacyjnych, w 1977 roku pojawia się pierwszy sukces międzynarodowy: drużynowe srebro w Samolotowych Mistrzostwach Świata w Austrii. Dwa lat później podwójne złoto: indywidualnie i drużynowo. Kolejne medale różnego kruszcu miały dojść w następnych latach.

Końcem lat 70 objawił się kolejny talent: Wacław Nycz, pod względem ilości zdobytych medali prawdziwy rekordzista. W duetach z Andrzejem Marszałkiem, Krzysztofem Wyskielem, Janem Baranem, Marianem Wieczorkiem i innymi lub samodzielnie, stawał na podium (często najwyższym) mistrzostw krajowych Europy i świata.

Sport lotniczy to nie tylko wielka pasja, ale niestety i ryzyko weń wpisane. Lista pilotów Aeroklubu Rzeszowskiego, którzy przedwcześnie odeszli ginąć śmiercią lotników jest dość długa, za długa. Wspomnijmy tylko niektórych: Henryk Pękacz (zginął we Francji), Leszek Kuciński, Zdzisław Piekarz i Stanisław Miazga (zginęli w głośnej katastrofie nad Rzeszowem w 1966 roku), Jan Baran (rozbił się w Dublinie), Krzysztof Wyskiel (poniósł śmierć w czasie Mistrzostw Świata w Niemczech w 1989 roku), Witold Świadek (zginął w Zjednoczonych Emiratach Arabskich). Bohaterską śmiercią zginął pod koniec lat 90. XX wieku Marek Panaś, usiłując ratować uwięzionego w płonącym samolocie ucznia.

Ich już nie ma, ale w ich ślady idą kolejni. Wzajemnie uzupełniają się kolejne pokolenia. Z karierą lotniczą nie zerwał wybitny pilot Aeroklubu Marek Kachaniak, zaś sukcesami wykazuje się choćby pilot młodego pokolenia Łukasz Czepiela, Waldemar Miszkurka z kolei w 1997 roku wpisał się do historii światowego lotnictwa okrążając ziemię na poczciwym An-2 - „Antku”. Stowarzyszeniu udało się przeżyć ciężkie lata przemian gospodarczych, gdy nad wieloma tego typu jednostkami zawisła niemal groźba upadku.

Dorobek i wizja przyszłości

W ciągu 70 lat przez Aeroklub Rzeszowski przewinęły się tysiące miłośników lotnictwa. Na Jasionce wyszkoliło się około tysiąca pilotów. Wielu z nich zasiadło później za sterami maszyn wojskowych, ratowniczych czy policyjnych. Wychowanków stowarzyszenia można znaleźć w największych cywilnych liniach lotniczych: PLL LOT, Rainair, Wizz-Air, American Airlines, Delta, Air France, KLM, liniach bliskowschodnich. Przez ARz przewinęło się około 3300 skoczków spadochronowych, z których niektórzy znaleźli później miejsce w siłach zbrojnych czy jednostkach specjalnych.

Przez siedem dziesięcioleci zmieniali się ludzie, zmieniały się warunki pracy, sprzęt, ale nie zmieniała się misja Aeroklubu i jego podstawowe zadanie: popularyzacja na szeroką skalę lotnictwa. Obecny prezes ARz Grzegorz Ludera podkreśla, że władze stowarzyszenia robią wszystko, by przyciągnąć do siebie jak najwięcej amatorów wznoszenia się w przestworza. Popularyzacji służą organizowane na Jasionce imprezy, pikniki lotnicze. Organizowane są szkolenia kolejnych pokoleń pilotów, szybowników i skoczków.

Planów na przyszłość jest dużo. Na terenie Aeroklubu powstaną nowe budynki o powierzchni 1,9 tys. metrów kwadratowych i nowoczesny hangar na 20 samolotów. Władze Aeroklubu inwestują w sprzęt. Na Jasionkę ma trafić nowa maszyna dla skoczków, trzy samoloty szkolno-treningowe, motoszybowiec, a w przyszłości śmigłowiec i symulatory. Rozszerzana jest oferta dla ludzi biznesu, pragnących rozrywki na wysokim poziomie. Aeroklub nastawia się - co oczywiste, biorąc pod uwagę dotychczasową działalność - na popularyzację sportów lotniczych wśród młodzieży. Temu służy m.in. powrót do modelarstwa. Powstanie przedszkole modelarskie w Rzeszowie i modelarnia dla młodzieży na Jasionce. Organizowane będą też lotnicze obozy i półkolonie. Wszak jak podkreśla pół żartem, pół serio prezes Ludera: - Karierę lotniczą zaczyna się najczęściej od puszczania papierowych samolocików, stopniowo pokonując kolejne etapy wtajemniczenia. A z tych dzieciaków wyrastają później pokolenia lotniczych mistrzów.

Aeroklub Rzeszowski, www.aeroklub.rzeszow.pl, 36-002 Jasionka, mail: biuro@aeroklub-rzeszowski.pl, tel. 17 85 362 16. W tekście wykorzystano m.in. materiały zawarte w książkach Juliana Woźniaka „Ludzie i samoloty. Jasionka” oraz Romana Przepióry „Drzazgi w skrzydłach”.

Aeroklub Rzeszowski - ponad 70 lat tradycji 
Szymon Jakubowski

Podkarpacka Historia
nr 7-8 lipiec/sierpień 2017 r.