Ta strona używa cookie. Informacje o tym w jakich celach pliki cookie są używane znajdziesz w Polityce Prywatności. W przeglądarce internetowej możesz określić warunki przechowywania i dostępu do cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. zamknij

Od Straussa do wędrownego teatru

Z dziewiętnastowiecznym Rzeszowem związana była osoba Edwarda Webersfelda aktora, społecznika i autora sztuk teatralnych, którego rodzina miała więzy z osobą kardynała krakowskiego Franciszka Macharskiego.

Austriaccy Weberowie uzyskali szlachectwo w XVIII wieku. Od tego czasu mieli prawo używać nazwiska Weber von Webersfeld. Osiedlili się w Galicji. Aleksander Webersfeld, ojciec Edwarda był nauczycielem w rzeszowskiej K.K. Kreishauptschule w latach 1861 - 1863 (obecnie Szkoła Podstawowa nr 1). Matka była Francuzką o nazwisku Ludwika de Darree. Stryj Edwarda, a brat dyrektora rzeszowskiego gimnazjum (nauczyciela geografii w latach 1861 - 1868), Edward Weber von Webersfeld był bliskim przyjacielem Johana Straussa, który napisał po jego śmierci „Kadryla Wilhelminy". Był nauczycielem tańca związanym z wiedeńskim Hoftheater. Był także w zespole Johanna Straussa (syna), gdzie grał i prowadził bale m.in. w słynnym wiedeńskim Casino Dommayer.

W 1843 roku Webersfeldom urodziła się córka Kamilla, późniejsza hrabina von Wimppfen, która została żoną wiedeńskiego konsula w Algierii. W 1848 roku kolejna córka, Aleksandra, wydana została za mąż za naczelnika Urzędu Hipotecznego w Krakowie Piotra Łomżyńskiego, pradziadka kardynała Franciszka Macharskiego. Edward miał jeszcze dwóch braci: Ludwika i Mariana.

Ksiądz Dymnicki i nauczyciel niemieckiego
W młodzieńczych czasach Edwarda, które opisywał w swoich Wspomnieniach („Teatr prowincjonalny w Galicji. Z dawnych wspomnień. 2013"), na czele gimnazjum rzeszowskiego stał w latach 1858 - 1861 Andrzej Oskard. Był człowiekiem dobrym, ale służbistą wobec władz austriackich. We Wspomnieniach naszego bohatera przewija się także postać ks. Feliksa Dymnickiego, którego nazywał prawdziwym przyjacielem młodzieży, patriotą, który „wyższością umysłu i szlachetnym sposobem myślenia pozyskał wpływ na dyrektora". Sympatią rzeszowskiej młodzieży cieszył się pewien nauczyciel niemieckiego, który poślubiwszy Polkę... usilnie uczył się języka polskiego. Webersfeld wspomina jak po lekcjach koledzy spotykali się aby czytać „Pana Tadeusza". Co wieczór chodzili na Przybyszówkę aby tam śpiewać polskie pieśni, a w niedzielę po kościele w starej cegielni na Wisłoczysku, u podnóża zamku rzeszowskiego, z wypiekami na twarzy czytywali mickiewiczowskiego „Konrada Wallenroda". Dowiadujemy się, że w domach rzeszowskich mieszczan, w których w czasie trwania zaboru austriackiego było za wesoło, studenci rzeszowskiego gimnazjum przypominali... wybijaniem szyb, że „nie wolno wyłamywać się z żałoby narodowej".

Edward Webersfeld opisuje również nabożeństwa majowe w rzeszowskim kościele farnym w maju 1862 roku, kiedy to młodzież intonowała „Boże coś Polskę" a organista zagłuszał śpiew modlitwą „Salve Regina", gdyż nie podobało się to miejscowemu proboszczowi księdzu Gruszce:
- Śpiewy wasze to sprzeciwianie się prawowitej władzy nadanej od Boga, to herezja i bunt a jako proboszcz tej świątyni powiadam wam, że takie modły bez mojej woli nie przedostaną się do Stwórcy. Wypraszam was z tą pieśnią z mego kościoła.

Po tych słowach rzeszowskiego proboszcza gimnazjaliści wybili wieczorem wszystkie szyby w tzw. Holzerówce, gdzie ów proboszcz mieszkał.

Helena Modrzejewska w Rzeszowie
W listopadzie 1861 roku zawitała do Rzeszowa Helena Modrzejewska. Zespół występował w hotelu „Luftmaszyna", a Modrzejewska pisała w swoich pamiętnikach: - „(...) w Rzeszowie staliśmy trzy miesiące, grając przy dobrej frekwencji przez cały czas...". Artystka szczególnie zaskarbiła sobie uznanie rzeszowskich... gimnazjalistów. Wśród młodych gimnazjalistów c.k. Wyższego Gimnazjum był Edward Webersfeld. Kiedy wybuchło w 1863 roku Powstanie Styczniowe powstał w Rzeszowie komitet werbunkowy, a w dniu 2 lutego na Matki Bożej Gromnicznej, po wysłuchaniu cichej mszy w kościele bernardynów rzeszowskich Webersfeld wyruszył do Krakowa. Wpływ teatru a zwłaszcza osobowości Heleny Modrzejewskiej musiał poruszyć młodego studenta, który zamarzył sam zostać aktorem.

Moja córka włóczy się z aktorem...
Edward Webersfeld zadebiutował w teatrze prowincjonalnym w Tarnowie w roku 1865; później grał w Jaśle i w 1867 w Jarosławiu (grał wraz z Heleną Modrzejewską). W 1871-1872 grywał w Rzeszowie. Zawód aktora uważano w ówczesnych czasach za „podejrzany" i niezbyt wartościowy. Świadczy chociażby o tym wypadek, jaki Webersfeld opisuje w swoich wspomnieniach, a który zdarzył się w Jaśle.

Kiedy przybyła tam na występy trupa teatralna, Edward spotkał na jasielskim rynku Henię, koleżankę swojej siostry z pensji w Rzeszowie. Towarzyszył dziewczynie na spacerze wspominając dawne, rzeszowskie czasy. Nazajutrz od ojca dziewczyny dostał następujący list: „ wybaczy Pan, że może Mu wyrządzą przykrość mym pismem, ale jako ojciec dbały o dobrą reputacją mej córki, muszą prosić byś Pan zechciał omijać ją i nie zaszczycać swym towarzystwem. (...) w całym mieście podają sobie ze zgorszeniem wiadomość że moja córka włóczy sią z aktorem...Nawet ksiądz proboszcz zwrócił dziś mojej żonie uwagą na ten wypadek ".

A w takich warunkach żyli aktorzy: ,,Żywiono sią w obskurnych garkuchniach. Po trzech lub czterech kolegów mieściło sią w brudnej, wilgotnej norze. Sami sią obszywali i łatali. Z ubożuchnym inwentarzem scenicznym wzajemnie sią posiłkowano." Webersfeld grał na deskach wielu teatrów także pod pseudonimem Tkaczopolski. Był autorem kilku sztuk teatralnych w tym opisującej Powstanie Styczniowe „Carscy bohaterowie - dramat w 1 akcie". W dojrzałych latach (pod koniec XIX stulecia) zaczął jednak myśleć o przynajmniej skromnej stabilizacji, jakiej z pewnością nie dawał zawód aktora. Dlatego podjął pracę w lwowskim ratuszu jako urzędnik. Działał także jako społecznik, wydawał pamiętniki a nawet monografie galicyjskich miasteczek np. Jaworowa.

Zmarł w 1918 roku we Lwowie.

Fot. domena publiczna

Arkadiusz Bednarczyk

Podkarpacka Historia Nr 3/4 marzec/kwiecień 2017 r.