Ta strona używa cookie. Informacje o tym w jakich celach pliki cookie są używane znajdziesz w Polityce Prywatności. W przeglądarce internetowej możesz określić warunki przechowywania i dostępu do cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. zamknij

Plac Bernardyński – Sokoła - miejsce cudami sławne

„...Roku Pańskiego 1513 dnia 15 sierpnia (...). Na tem miejscu, na którem jest kościół OO. Bernardynów mieszkał niejaki Jakób Ado (nie Ado a Dado tak twierdzi Pęckowski) z urodzenia ubogi kmiotek, z cnoty znamienity człowiek. Ten, gdy się po sadzie swoim wieczór przechodzi w dzień Wniebowzięcia Matki Boskiej, z nagła obaczy światłość otaczającą gruszkowe drzewo, i uważa szum z liścia drzewa owego, bojaźnią zdjęty, przystąpi bliżej i głos słyszy: Nie bój się, chcę ja na tym miejscu chwałę Syna mojego widzieć i pociechy dodać utrapionym. A że blisko drzewa było jego mieszkania, słyszeli ten głos i inni, lecz gdy Jakób powiedział, co się dzieje, wybiegli wszyscy i obaczyli na gruszce obraz, to jest statuę z drzewa rżniętą Najświętszej Maryi piastującej Syna na lewej ręce a w prawej berło królewskie trzymającej...”
(„Historia zjawienia się statuy...” Rzeszów 1765)

W wieku XVI i dawniej w miejscu dzisiejszej ulicy Sokoła i Placu Bernardyńskiego teren był podmokły, z licznymi stawami przy mieszczańskich ogrodach. Jednym z owych mieszczan był Jakub Ado, który w miejscu cudownego objawienia w roku 1513 kapliczkę postawił. Ale pojawia się problem, jako że w czasach owych żaden Ado w Rzeszowie nie mieszkał, za to rzeszowskim mieszczaninem był Jakub Dado i być może o niego tu chodzi, a litera „d” w jego nazwisku zanika bo inkaust wyblakł, czy też skryba, jak każdy człowiek omylnym będąc błąd popełnił.

Potem obok kapliczki pobudowano drewniany kościółek, a na miejscu owego kościółka Mikołaj Spytek Ligęza na chwałę Matki Bożej, a także dla chwały rodu swego kościół murowany, jako mauzoleum Ligęzów pobudował, a w nim klęczące postacie antenatów i swoją także umieścił. Wielki ołtarz alabastrowo-marmurowo-drewniany autorstwa Jana Pfistera ufundował i całość Ojcom Bernardynom aktem donacyjnym z 25 marca 1629 roku przekazał. A że Jaśnie Oświecony Pan Mikołaj człekiem ostrożnym i gospodarnym był, przeto kościół i klasztor bastionem obronnym uczynił, czego dowodem są liczne strzelnice tuż poniżej dachu umieszczone. Także i rzekę Mikośkę w obronnej robocie zatrudnił zmieniając jej koryto i tuż obok OO. Bernardynów staw wielki wody tej rzeki gromadzący uczynił, który, aż po wiek XX Jeziorem Bernardyńskim był nazywany.

A co z kapliczką, o której było na wstępie? Przyjrzyjmy się planowi Kapitana Henryka Wiedemanna z 1762 roku, a dla wiedzy rzeszowian i turystów na ścianie na początku ulicy Sokoła w roku ubiegłym uczyniony został. Jest wszystko! Kościół i klasztor, plac i ulica przed kościołem, staw z pływającymi kaczkami, dwie ścieżki, które w późniejszych czasach na ulice Sokoła ku farze idącą i Sobieskiego zamieniono, a u ich zbiegu kapliczka z utrudzonym wędrowcem w jej cieniu wypoczywającym.
Dlaczego aż tyle o kapliczce, czyżby była ona aż tak ważna?

W polskiej tradycji objawień tak zwanych nadrzewnych, w miejscu, gdzie drzewo owo stało, kapliczkę budowano. Tak jest w około pięćdziesięciu przypadkach np.: Jarosławiu, Chłopicach, Starej Wsi, Świętej Lipce, Licheniu, Leżajsku, Gietrzwałdzie i innych. Podobnie było i w Rzeszowie. A potem kapliczka rozpadła się ze starości , a jej miejsce zajęła figura Jana z Dukli, błogosławionego bernardyna, obrońca Lwowaa, którego kult rzeszowscy ojcowie po beatyfikacji tegoż szerzyli, a którego Ojciec Święty Jan Paweł II w Krośnie w roku 1997 świętym ogłosił. W roku 1898 kiedy rekoronowano Rzeszowską Madonnę, (poprzednie korony zostały skradzione), w tym miejscu postawiono figurę Matki Bożej, z napisem na cokole „Królowo Polski zbaw lud Twój”. A św. Jana przeniesiono obok kaplicy z cudowną figurą Matki Boskiej Rzeszowskiej, którą osłaniał w czasie II wojny światowej przed bombardowaniem, tracąc ramię.

Okupant figurę i napis oszczędził, dopiero w latach 60-tych „z powodu socjalizmu”, bo nie z przyczyn komunikacyjnych – jak tłumaczyli niektórzy - została przeniesiona wraz ze św. Janem Duklanem pod klasztorny mur, gdzie za kioskiem, w krzakach małowidoczna stała. Grupka Rzeszowian między innymi: Jerzy Granowski, Jerzy Rudolf, Marek Strączek i piszący te słowa, czynili starania o jej powrót na dawne miejsce!

Figura wróciła przed „Zaliczkówkę”, czyli budynek Towarzystwa Zaliczkowego i Kredytowego. Towarzystwo to zostało powołane przy wydziale Rady Powiatowej 15 grudnia 1870 roku. Przyczyn powołania tej kasy było kilka. Rzeszów stał się powiatem, przez miasto przechodziły dwie nitki kolei żelaznej i zaczęło być opłacalne inwestowanie w mieście. Na 25 lecie Towarzystwa uchwalono budowę własnej siedziby. Od Józefy Magierowej zakupiono realność, czyli działkę, wybudowano gmach o trzech frontach i w 1899 roku Towarzystwo wprowadziło się do niego. W czasie II wojny światowej był tu Bank Spółdzielczy, a po wojnie prokuratura. Nie remontowany budynek uległ znacznej dewastacji. Autorem koncepcji remontu i przystosowania go do funkcji nowoczesnego banku jest architekt Czesław Wajdowicz. Obecnie budynek wygląda imponująco, w miejsce wytartych stopni z piaskowca - marmur, przeszklony strop nad dawnym dziedzińcem, odnowiono i zakonserwowano grafitta na elewacji i polichromowany strop jednej z sal.

Tuż obok „Zaliczkówki”, po drugiej stronie ulicy (Sokoła 5) stoi willa Holzerów, zwana w Rzeszowie holzerówką, która przyczyniła się do popularności tego rzeszowskiego rodu budowniczych. Najstarszy z Holzerów, Baumeister Jakób absolwent Instytutu Politechnicznego w Wiedniu na budowlańców wykształcił we Lwowie swego syna Ludwika i wnuka Karola. W ich klasycystycznym domu obecnie mieści się dyrekcja Teatru im. Wandy Siemaszkowej.

Przechodząc w kierunku teatru napotykamy rzeźbę rzeszowskiego artysty Krzysztofa Brzuzana, którą niezbyt fortunnie nazwano „Siemaszkami”.

Budynek teatru to dawna „Sokolnia”, czyli gmach Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” zbudowany według projektu Albina Zagórskiego w latach 1890-1900 na terenie zwanym Relówką. Elewację projektował Franciszek Skowron, ale w trakcie przebudowy w latach 60-tych zniszczono dawny wystrój kładąc na dachu dwie „śpiące królewny”, a nad drzwiami umieszczając człekokształtne trofeum łowieckie tyle że bez rogów. Obecnie dzięki kolejnemu remobtowi przeprowadzonemu przez dyrektora teatru Zbigniewa Rybkę i projektowi Wrzesława Żurawskiego budynkowi przywrócono pierwotny wystrój.

Kiedyś, w Sokole nad sceną umieszczone było hasło Towarzystwa: ”Ramię krzep, Ojczyźnie służ”. Dobrze rzeszowscy sokoli służyli Ojczyźnie propagując kulturę, sport i idee niepodległościowe. Obok sokolni urządzono boiska, korty tenisowe i kręgielnię. Rzeszowscy sokoli uprawiali gimnastykę, piłkę nożną, i kolarstwo. Początkowo jeżdżono na bicyklach, by później zamienić je na rowery. W zimie staw w ogrodzie Sokoła i korty tenisowe zamieniały się w lodowiska. Po wojnie także na tym miejscu było lodowisko, a na nim – między innymi i mnie - nauki holendrowania uczył znany w Rzeszowie sportowiec wszechdyscyplin Ignacy Skobla. Pamiętam, jak na tym lodowisku z głośników płynęła muzyka , a w szatni za 20 groszy można było otrzymać szklankę gorącej herbaty. W sokolni w karnawale urządzano bale, zabawy, reuniony, tombole i maskarady. Tutaj także odbył się w 1895 roku zjazd założycielski Polskiego Stronnictwa Ludowego i zebranie organizacyjne rzeszowskiego skautingu zwołane w 1911 roku, upamiętnione tablicami pamiątkowymi na frontonie budynku. Mieści się tu także autorska galeria prof. Józefa Szajny – rzeszowianina z urodzenia i ratowane przed zniszczeniem pamiątki po Tadeuszu Kantorze, przywiezione z Wielopola Skrzyńskieg. Po wojnie decyzją administracyjną rozwiązano Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”. Jego ostatni prezes Władysław Waller próbował interweniować, ratować mienie, dorobek i zbierać rozproszonych działaczy, ale w UB wytłumaczyli mu bezsensowność i bezcelowość takich działań. Sprzęt sportowy przekazano głównie Resovii, a także innym klubom miejskim.

Spod teatru południową pierzeją ulicy, mijając kilka nieciekawych i banalnych budynków, dochodzimy do Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej (Sokoła 13). Jej gmach został wybudowany jako siedziba Rady Powiatowej.
Po powołaniu w Rzeszowie urzędu starosty, nowa władza nie miała gdzie urzędować, początkowo starostwo mieściło się w budynku klasztory popijarskiego, a pod koniec wieku XIX marszałek Powiatu Stanisław Jędrzejowicz zakupił odpowiedni plac i podarował go powiatowi rzeszowskiemu. Projekt budynku zlecono znakomitemu krakowskiemu architektowi Tadeuszowi Stryjeńskiemu. Ożeniony on był z pochodzącą ze Staromieścia Marią Bobrownicką. Na naszym terenie projektował on wiele dworów i miał tu licznych przyjaciół. Budowę gmachu ukończono w 1902 roku.. Do dzisiaj zwraca on uwagę swą urodą i elegancją. W czasie wojny hitlerowcy zorganizowali w nim Arbeitsamt, czyli urząd pracy, który między innymi wysyłał młodzież na roboty do Rzeszy. Od roku 1955 znalaza w nim siedzibę Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna. Ponieważ opisywany gmach kubaturę ma stałą, a zbiory biblioteczne rosną w szybkim tempie, więc panuje tam ciasnota taka, że studiująca młodzież musi czekać w kolejce na miejsce w czytelni, a o ciasnocie w magazynach strach wspominać. Jedynym rozwiązaniem tego problemu jest dobudówka, zlokalizowana: oczywiście na terenie dawnego „Ogrodu Sokoła”. Dodam tylko, że znajdują się w tejże bibliotece wspaniałe zbiory resovianów i galicjanów, których pełny spis podaje co roku „Bibliografia Województwa Rzeszowskiego”, przez tąż bibliotekę wydawana.

Budynek ten, kiedyś wolnostojący, z pięknym frontem, był ostatnią budowlą miasta od strony zachodniej.

Marek Czarnota