Ta strona używa cookie. Informacje o tym w jakich celach pliki cookie są używane znajdziesz w Polityce Prywatności. W przeglądarce internetowej możesz określić warunki przechowywania i dostępu do cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. zamknij

Muzykanty weselne

Bywało, że tam, gdzie „grały Wójciki”, ludzie jakby szału dostawali w tańcu. A w skład kapeli Wójcików wchodziły tylko skrzypce, sekund, basy i klarnet. Nie gibali się, jak dzisiejsze zespoły, grali siedząc, ale jak zagrali – szał! Minęli jak śnieg na wiosnę.
Franciszek Kotula „Tamten Rzeszów„ wyd III str 272.

Wesela pozostają w pamięci państwa młodych gospodarzy, drużbów, a te huczne, bogate, kilkudniowe pamiętało całe miasto i długo były komentowane i analizowane najczęściej w sklepikach, na podwórkach i przy „dwóch pompach” – rozsadniku miejskich plotek skąd wraz z wodą wędrowały do rzeszowskich kuchni i salonów. Obok sukni panny młodej i serwowanych potraw znaczącym i ważącym elementem uroczystości była kapela, grająca do tańca i akompaniująca obrzędom weselnym.

„... Przyjęło się, że w piątki, a czasem i we wtorki koło (pomnika) Kościuszki stawali muzykanci wiejscy „do wynajęcia”. I znowu, kto miał urządzać wesele i potrzebował muzykantów, szedł w piątek pod Kościuszkę i przebierał w grajkach „jak dziad w ulęgałkach”. Mógł zgodzić tanich, ale i drogich, znanych czy początkujących, duży zespół, a także koniecznych dwóch – skrzypka i basistę. Naturalnie nie obyło się przy tym bez targu”. Pisał Franciszek Kotula w przywoływanej już książce „Tamten Rzeszów”.

Na początku XX wieku było w okolicach Rzeszowa wielu muzykantów tworzących stałe zespoły lub dobierających się ad hoc w zależności od potrzeb i zamówienia. Pod koniec XIX wieku za jedną z najlepszych uważana była kapela pochodzącego z Malawy Józefa Kapusty, który posiadł umiejętności gry na wielu instrumentach, a jako skrzypek uchodził za wirtuoza. Mówiono, że w weselnikach i słuchaczach wywoływał emocje, potrafił ich doprowadzić do rozrzewnienia, rozczulenia i wesołości. Stale grali z nim bracia mieszkający w Krasnem Jan – skrzypek i Ignacy – klarnecista. Swoje kapele mieli: Tadeusz Bałchan, rodzina Jaroszów Kasper, Ludwik, Jan i Franciszek, Walenty i Wojciech Koczajowie, Antoni Wiech z Józefem Sroką, Bracia Antoni i Edward Rajzerowie, rodzina Koszelów Władysław, Stanisław, Bronisław i i Antoni. Wymieniłem tylko kapele, których kapelmistrze związani są z podmiejską Malawą, a takich kapel i grajków było wielu w Rzeszowie i każdej okolicznej wsi. Na przykład w Krasnem swoją kapelę miał Franciszek Tomaka, rodzony brat ks. Marcina Tomaki, kuzyn ks. biskupa Wojciecha. Grywał po weselach w całej okolicy. Charakterystycznym dla jego zespołu było to, że jednym z muzyków w jego zespole był rzeszowski Żyd. Obsługiwali wesela zarówno miejskie jak i wiejskie, od Rzeszowa po Łańcut. Zmarł w 1921 roku.

W dwudziestoleciu międzywojennym za najlepszych rzeszowskich muzykantów uchodzili dorożkarze, bracia Franciszek i Józef Wójcjkowie. Najczęściej grywali z Adamem Rupą, Mieczysławem Ziębą, Józefem Rączką, Piotrem Łotockim, Stanisławem Kurcabą, a także Sadłowskim, Relą i Iwińskim. Najczęściej grywali na Drabiniance w Zwięczycy, Racławówce, na Wygnańcu i Rudkach. Nie odmawiali także propozycjom z Rzeszowa i innych dalszych lub bliższych okolic. Zamówienia „na granie” przyjmowali na postoju dorożek i w domu. Jako znany i renomowany zespół nie bywali „na giełdzie pod Kościuszkiem”. Niektórzy z zamawiających twierdzili, że Wójciki „zdzierali skórę”, ponieważ była moda na ten zespół, więc korzystali ze sprzyjającej koniunktury. Pod tym względem do dzisiaj nic się nie zmieniło: dobra i znana kapela, znaczy droga. Ponieważ zespół ten grywał z nut, więc oprócz popularnych melodii ludowych, zwłaszcza polek, w tym polki „przez nogę” Wójciki grywali najnowsze przeboje, które ukazywały się drukiem w specjalnych zeszytach, jeszcze do niedawna znajdowane w wielu mieszczańskich domach. Także przeboje popularyzowały filmy dźwiękowe płyty patefonowe i Polskie Radio.

W czasie okupacji zespoły kontynuowały działalność muzyczną, wszak ludzie pobierali się i w trudnych wojennych czasach potrzebowali relaksu i wytchnienia. Po wojnie zmieniły się zespoły, muzycy i styl muzykowania. W innym też składzie grał zespół Wójcików do 1955 roku.

Okres po II wojnie światowej, to czas innych zespołów, innych mód muzycznych i tanecznych. Ale to temat na inną rzeszowską weselno – dancingową opowieść.

M. Czarnota