Ta strona używa cookie. Informacje o tym w jakich celach pliki cookie są używane znajdziesz w Polityce Prywatności. W przeglądarce internetowej możesz określić warunki przechowywania i dostępu do cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. zamknij

Mikoszka alias Mikośka

Różnie nazywano w mowie i piśmie tą rzeszowską rzekę, różnie też wywodzono źródłosłów jej nazwy. Jedni jak pani Wanda Daszykowska – Ruszel nazwę jej upatruje w zdrobniałej formie imienia Mikołaj – Mik, Mikuś, Mikoś, lub też w nazwie modnego w XVII wieku tańca o nazwie mikuś – cytując: „z ochotą mikusia podrygiwał”. Inni jak Kazimierz Korski autor nie wydanego do dzisiaj „Opisu rozwoju miasta Rzeszowa” wywodzi ją od nazwiska właścicieli realności na Zwięczycy którzy nosili nazwisko Mikosz. I właśnie nazwy Mikoszka używa zarówno Korski jak i Kotula. Od dzieciństwa pamiętam że była to Mikośka i tak ją określają Rzeszowianie, z którymi rozmawiałem. To nie jest jedyny problem z tą że rzeką związany. Bo okazuje się że były i są dwie Mikośki które kiedyś miały źródła tuż obok siebie i które łączą się w jedną Rzekę już w centrum miasta.

Pierwszy właściciel miasta Jan Pakosławic ze Stróżysk założył miasto w widłach Wisłoka i Mikośki ze względu na znakomite warunki obronne. Dolinę, w której zlokalizowano gród od zachodu i północy zajmowało wielkie, nie do przebycia bagno, przez które płynęła nasza rzeka. W wieku XVI wiódł przez nie długi most i dwa mniejsze na Mikośce. Od wschodu miasta bronił Wisłok i Wisłoczysko. Ważnym elementem obronnym jest płynąca także rzeczka Przybysz, czyli Przyrwa, a od południa i południowego zachodu stawy i bagna, także bagna otaczały ówczesne miasto od strony północnej, od Ruskiej Wsi ku kościołowi bernardynów. Ponieważ Rzeszów leżał na równinie, wykorzystano naturalne walory obronne stworzone przez wodę, ale ponieważ udało się Tatarom je pokonać, więc Mikołaj Spytek Ligęza pan na Rzeszowie i jeden z największych magnatów ówczesnej Rzeczpospolitej postanowił naturę poprawić wzmacniając tym samym obronność miasta. Nurt Mikośki przegrodzono tamą z dębowych pali i rozlano szeroko. W swe dawne koryto powróciła ona w okolicach dzisiejszej ulicy Sokoła. Ligęza najpierw kazał wzdłuż zachodniego stoku miejskiego wzgórka koryto podebrać i usypać wielką groblę. Bernardyni na tej grobli zbudowali młyn, a woda wypływająca spod młyńskiego koła dała początek nowej rzeczce Młynówce.

Lubomirscy, następcy Ligęzy, po wybudowaniu dzielnicy żydowskiej, czyli Nowego Miasta także przedłużyli kanałami Mikośkę, żeby opływała i broniła tą nową dzielnicę. Ślady tych umocnień przetrwały do końca XIX wieku.

Prace ziemne, usypane wały stoki, groble i skarpy musiały być zabezpieczone przed rozmywaniem przez wodę. Dla tego też obsadzano je wierzbami, których pnie obcinano w połowie i wyplatano wokół nich coś w rodzaju płotków.

Dopiero w XVIII wieku od strony Kłapkówki (miejsce dzisiejszego Urzędu Wojewódzkiego i CH Europa II) te umocnienia ocembrowano murem. Jeszcze tylko ogromna powódź w 1730 roku, osłabiła umocnienia i powoli przeszkody wodne w związku z rozwojem techniki wojskowej, szczególnie artylerii tracą swoje ogromne znaczenie. Jeszcze Lubomirscy na nabożeństwa do kościoła OO Bernardynów płynęli łodzią, jeszcze na planie kapitana Widemana widać stawy i kanały przez Mikoszkę zasilane, ale są to już ostatnie chwile jej świetności. Powoli staje się śmierdzącym ściekiem zatruwającym swą wonią otoczenie. Od czasu do czasu, zwłaszcza na wiosnę i po dużych, kilkudniowych opadach wylewała i to często w śródmieściu zalewając to ulicę Zygmuntowską, to Kopernika i Grunwaldzką, to Żeromskiego, albo Fosiewiczówkę, czyli ulicę św. Mikołaja.

Korski pisze o dorożkarzu rzeszowskim, który zabrał swojego małego syna i jego kolegów na przejażdżkę brzegiem rzeki, brzeg się osunął, a fiakier z koniem i pasażerami wylądował w błocie ma dnie Mikośki. Na szczęście nikomu nic się nie stało, natomiast dzieciarnię trzeba było dokładnie domyć ze szlamu i nieprzyjemnej woni. Inna historyjka dotyczy ulicy Przecznicy Zielonej (dzisiaj ul. Żeromskiego). Rosło tam osiem ogromnych topól nadwiślańskich, w których było po około pół setki gniazd wron, gawronów, kruków i innego wrzaskliwego ptactwa, które mocno dawało się we znaki okolicznym mieszkańcom. Drzewa postanowiono wyciąć, a że średnica ich wynosiła około półtora metra, więc w owych czasach wymagało to nie lada wysiłku. Pracę utrudniały ptaki, które atakowały drwali w obronie swych siedzib.

Przyjrzyjmy się nurtowi Mikośki płynącej przez miasto. Jako się rzekło wypływa ona na Zwięczycy, potem płynie równolegle do ulicy Potokowej, Piekarskiej i Staroniwskiej, by minąwszy Złotą zanurkować do kanału pod ulicą Witosa. Ponownie pojawia się na powierzchni wijąc się pomiędzy kamienicami wzdłuż ulicy Langiewicza, którą przecina i płynie wzdłuż muru kolejowego i w okolicy dworca Staroniwa i już w kanale przechodzi na dawne ogrody plebańskie, czyli teren dzisiejszego Rzeszowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji i parku miejskiego. Kiedyś było tu rozlewisko rzeki, w której dzieciarnia łapała kijanki i drobne rybki, stała stara stodoła i cały ten obszar nazywany był „Małpim Gajem”.

Niedługo po pierwszej wojnie wpuszczono potok w okrągłe rury betonowe metrowej średnicy, ale Mikośka się nie dawała ujarzmić. W czasie ogromnych opadów deszczu w 1934 i 1937 roku betony te nie mieściły wody i rzeka zalewała teren od ulicy Wyspiańskiego po Zygmuntowską. Okrągłe betony zastąpiono parabolicznymi o znacznie większym przekroju.

Równocześnie z budową wodociągów musiano przystąpić dobudowy sieci kanalizacyjnej. Jako kanału głównego użyto koryta Mikośki którą przesklepiono na odcinku około 1600 metrów. Zbudowano jeszcze kanał sanitarny długości 11200 metrów i burzowy około 8000 metrów. Są to dane z końca 1946 roku.

Ostatni odcinek w Małpim Gaju zasklepiono dopiero w latach 1963-64. Od tego czasu ostatecznie Mikośkę w śródmieściu wpuszczono w kanał. Dalej płynie ona na południe od dawnej Sokolni, obecnie teatru i przecinając ulicę Sokoła wpływa na Kopernika.

Zatrzymajmy się w tym miejscu na chwilę. Stojąc obok starej wierzby pomiędzy nią i kamienicą zobaczymy miejsce po dawnej rzece, a na skraju chodnika dostrzeżemy wycięte żelazne kształtki - teowniki. Jest to zachowana resztka mostu na Mikośce. A dalej płynie sobie ona ulicą Kopernika, wzdłuż ulicy Bożniczej przecina ulice Sobieskiego i Piłsudskiego, by na Bardowskiego skręcić w kierunku północno-wschodnim i wypłynąwszy na powierzchnię na ulicy Fredry, której jezdnię podzieliła na dwie części wpływa do Wisłoka. Tuż u samego wylotu nad Mikośką w okresie międzywojennym były dwa młyny. W młynie Reicha mielono zboże, a w młynie Kleina kości, gdyż mączkę kostną uważano za znakomity dodatek do pasz dla zwierząt.

A co stało się z drugą rzeczką o tej samej nazwie, o której wspomniałem na wstępie. Okazuje się, że jest. Część nurtu na przestrzeni stuleci zaniknęła, pozostał tylko ciek biorący swój początek pomiędzy budynkami zawodowej Straży Pożarnej, a hotelem Forum wpływający do nurtu głównego rzeki, czytaj kanału w okolicy Teatru jako „Mikośka II”.

Po dużych opadach, kiedy woda w Wisłoku dochodzi do poziomu znacznie powyżej stanów alarmowych Mikoszka przypomina sobie o swej bujnej i burzliwej przeszłości usiłując wymknąć się z krępującego ją gorsetu kanałów. Do dzisiaj pamiętają o tej rzece tylko rzeszowscy smakosze, przyjeżdżający do źródła, którego woda zasila źródło Mikośki tuż u jej początku, twierdzący że jest to najsmaczniejsza woda w okolicy, znacznie poprawiająca walory smakowe herbaty i kawy.

Dawna obrończyni miasta, której brzegi były świadkami walk z najeźdźcą i dziecięcych zabaw w indian, która dostarczała materiału poglądowego na lekcje biologii płynie spokojnie jak wczoraj, jak przed wiekami jak zawsze.

Marek Czarnota