Ta strona używa cookie. Informacje o tym w jakich celach pliki cookie są używane znajdziesz w Polityce Prywatności. W przeglądarce internetowej możesz określić warunki przechowywania i dostępu do cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. zamknij

Leopold Lis - Kula

Gdy ruszał na wojenkę miał siedemnaście lat,
Miał serce gorejące, a lica miał jak kwiat!
Chłopięcą jeszcze duszę i wątłe ramię miał,
Gdy w krwawej zawierusze szedł szukać mąk i chwał!
(...)
Świsnęła mała kulka i grób wyryła Mu,
Bohaterowi łoże – posłanie wieczne lwu!
Rycerski pędził żywot, rycerski znalazł zgon;
Armaty mu dzwoniły, a nie żałobny dzwon!

Tak o naszym bohaterze opowiada ballada Adama Kowalskiego i Józefa Życzkowskiego, którą śpiewała młodzież w dwudziestoleciu międzywojennym. Leopold Kula dowódca skautowego patrolu Lisów harcerski pseudonim zachował na okres bojów legionowych o niepodległość Ojczyzny. Urodzony w Kosinie, wychowany w Rzeszowie uczeń II Gimnazjum im. Sobińskiego uznał, że jego powołaniem jest wojsko Polski Niepodległej i już w czasach szkolnych przygotowywał się do służby początkowo w harcerstwie, później w Strzelcu i POW. Gdy Legiony Józefa Piłsudskiego wyruszały w pole nie zabrakło w nich Rzeszowiaków, a jednym z pierwszych był Leopold Lis – Kula. Uważany za jednego z najzdolniejszych młodych oficerów brał udział w licznych bitwach i potyczkach, szybko awansował stając się ulubieńcem Komendanta Piłsudskiego.

„Nie trwożył się moskiewskich bagnetów, lanc i dział,
Docierał zawsze z wiarą tam dokąd dotrzeć chciał.
Gdy szedł już w bój ostatni, miał lat dwadzieścia dwa,
Miał sławę bohatera, a moc i dumę lwa.”

W czasie bitwy pod Torczynem 6 marca 1919 roku młody major zostaje ciężko ranny, następnego dnia umiera. Po śmierci awansowany do stopnia podpułkownika. Ciało Bohatera przewieziono z Torczyna przez Włodzimierz Wołyński, Lublin do Warszawy. Centralne uroczystości pogrzebowe odbyły się w Katedrze Wojska Polskiego (dawnej cerkwi prawosławnej) na Placu Saskim w Warszawie. Na szarfach wieńca od Naczelnika Państwa widniał napis ”Mojemu dzielnemu chłopcu – Józef Piłsudski". Przez Kraków przywieziono trumnę do Rzeszowa by spoczęła w rodzinnych stronach. W prasie krajowej ukazują się podniosłe, patriotyczne relacje z uroczystości, artykuły o bohaterze i jego liczne biogramy. Jak to wyglądało w Rzeszowie opisuje w tygodniku „Ziemia Rzeszowska” dziennikarz podpisujący się pseudonimem „Obserwator”.

„- Dzień 16 marca 1919 r., dzień pogrzebu młodego bohatera. Ciało podpułkownika przywieziono do Rzeszowa 14 marca i spoczywało ono w wagonie blisko dwie doby i jakoś nikt się nie nie zabierał do ułożenia jakiegoś programu. Dopiero za staraniem pani redaktorowej Arvajowej, znanej działaczki na polu narodowem i społecznem, która przybrała sobie do pomocy panie Babińską i dyrektorową Jasiewiczową, Domaszewską, Irankównę (narzeczoną Leopolda) i rotmistrzową Wolfową, rozpoczął się ruch koło urządzenia pogrzebu. Ponieważ burmistrz Krogulski, jak zwykle w chwilach wolnych nie wiedział jakie zająć stanowisko panie zwróciły się do radnego Dra Niecia. Już 15 marca po południu odbyło się zwołane ad hoc posiedzenie w Magistracie, w którym uczestniczyły panie i przybyła z Warszawy delegacja od Komendanta Piłsudskiego, a mianowicie pułkownik Fabrycy, oraz kapitanowie Stamirowski i Trzaska – Durski. Na posiedzeniu uchwalono cały program. Więc najpierw przeniesienie zwłok do kościoła gimnazjalnego, hejnały z wieży, chór Lutni, mowy przed kościołem: Dr Nieć imieniem miasta i pułkownik Zawada imieniem garnizonu miejscowego, przed pomnikiem Kościuszki na Rynku: Komendant placu miasta Warszawy major Krzyczyński imieniem POW, na cmentarzu ksiądz Żytkiewicz, jako towarzysz pierwszych bojów poległego, nadto pułkownik Fabrycy imieniem oficerów i żołnierzy batalionu śp. Lisa – Kuli.”

Miasto Rzeszów ufundowało Bohaterowi sarkofag z czerwonego piaskowca autorstwa Tadeusza Janika, a 18 września 1932 roku na placu Farnym pomnik, którego twórcą jest Wiktor Wittig. Pomnik ten był centrum uroczystości i obchodów świąt państwowych i narodowych, a także miejscem w którym zakochani Rzeszowianie umawiali się na randki. 11 kwietnia 1940 roku Niemcy zniszczyli pomnik przeznaczając go na złom. Głowę, którą odkupił od ratuszowego stróża „za flaszkę” Franciszek Kotula przetrwała w Muzeum w Rzeszowie. Rzeszowianie Henryk Głowacki i Tadeusz Witkowski zesłani do obozu Spandau w okolicach Berlina rozpoznali fragmenty pomnika (charakterystyczną szablę) przy segregacji złomu. Po wojnie na fali solidarnościowej odnowy przystąpiono do odbudowy pomnika, który 22 listopada 1992 roku został ponownie odsłonięty. Do Rzeszowa powrócił nie tylko pomnik, ale także pamięć „o Chłopcu z jasnym obliczem”.

Marek Czarnota