Ta strona używa cookie. Informacje o tym w jakich celach pliki cookie są używane znajdziesz w Polityce Prywatności. W przeglądarce internetowej możesz określić warunki przechowywania i dostępu do cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. zamknij

Hycle, oprawcy, rakarze

Wraz z rozwojem miasta zaczęto sobie coraz bardziej uświadamiać potrzebę przestrzegania zasad czystości i higieny codziennego życia. Także z epidemii, które dotykały mieszkańców miasta i okolic w postaci „morowego powietrza” wyciągano wnioski, że tylko dbałość o czystość i usuwanie psujących się i gnijących różnych resztek organicznych ogranicza i przeciwdziała różnym, groźnym i zabójczym epidemiom.

Prawie do końca XIX wieku mieszkańcy miasta, nawet najbogatsi rzemieślnicy, kupcy i urzędnicy mieli gospodarstwa rolne, uprawiali ziemię i hodowali zwierzęta gospodarskie. Sprawy nieczystości załatwiali we własnym zakresie. Przy każdej z obór było gnojowiska na które wyrzucano nie tylko obornik, ale i resztki organiczne. Za swoją potrzebą chodzili za przysłowiową stodołę.

Padłe zwierzęta zakopywano na terenie posesji lub wrzucano do pobliskiej rzeki lub kanału odwadniającego. Jeszcze pod koniec XIX wieku mieszkańców Rzeszowa, a zwłaszcza przechodniów na ulicy Głogowskiej przestrzegano, by nie chodzili blisko kamienic, gdyż mogą zostać oblani zawartością nocnika opróżnianego przez okno wprost na ulicę. Także po parzystej stronie tej ulicy – obecna Grunwaldzka – płynął koło ścian ściek, a do bram wejściowych poszczególnych kamienic wchodziło się po mostkach nad tym brzydko woniejącym kanałem. Na terenie każdej posesji wykopano doły kloaczne, co jakiś czas przez wynajętych pracowników, najczęściej ludzi biednych i bezrobotnych opróżniane. Miasto powiatowe z ambicjami postanowiło sprawy higieny unormować i objąć je nadzorem administracyjnym. Postanowiono w Rzeszowie sprawy czystości oddać w ręce rakarza i hycla – oprawcy miejskiego, czyli profesjonaliście. Wyjaśniam, że rakarz to człowiek który nadzoruje i prowadzi opróżnianie dołów kloacznych, a hycel, czyli oprawca miejski oczyszcza teren miasta ze zwierząt chorych, bezpańskich i padłych.

W 1898 roku rzeszowski magistrat zwrócił się do władz Krakowa, Lwowa, Jarosławia, Przemyśla i innych miast, które ten problem miały już załatwiony z prośbą o informacje dotyczące zasad i sposobów, a także kosztów funkcjonowania u nich takiego specjalisty. Wszystkie odpowiedziały wyczerpująco i dzięki temu w rzeszowskim Archiwum Państwowym mamy cenny zbiór dokumentów tyczących tej sprawy. Oto odpowiedź Magistratu Sanoka:

Do świetnego Magistratu w Rzeszowie.
Odezwa!
Na cenną odezwę z 31 lipca r. b. l.7997 odpowiadam, że rakarz tutejszy oraz oprawca pobiera roczną płacę 240 zł za czynności wyłącznie do oprawcy należące, tj. chwytanie psów, zaś za rakarstwo t.j. za czyszczenie kanałów i dołów kloacznych pobiera on stąd wynagrodzenie tak od gminy jak i od pojedyńczych właścicieli domów wedle każdorazowej umowy, gdyż taryfy opłat władza przemysłowa jeszcze mu nie zatwierdziła.

Z Magistratu Sanok 6 sierpnia 1898 i podpis burmistrza.
W mieście ogłoszono konkurs na objęcie tej ważnej i intratnej posady. Miejskiego hycla obowiązywała kadencyjność. Rozpisano konkurs do którego w 1898 roku zgłosiło się 16 kandydatów gotowych do podjęcia pracy w Rzeszowie przedstawili oni wymagane dokumenty oraz dowody swych wysokich kwalifikacji i wyznania. Żadne z wyznań nie było preferowane byli więc rzymscy katolicy, greko katolicy, prawosławni i Żydzi. Miasto przy każdym konkursie na miejskiego hycla oklejano takimi, plakatami:

Magistrat król. woln. m. Rzeszowa Rzeszów dn 15.4.1913
Magistrat m. Rzeszowa rozpisuje konkurs na posadę oprawcy miejskiego, który będzie zarazem kierownikiem m. zakładu czyszczenia dołów kloacznych.
Do posady tej przywiązana roczna płaca 1440 koron, wolne mieszkanie i prawo poboru taryfowych opłat rakarskich. Do prośby o powyższą posadę należy dołączyć dowody uzdolnienia, świadectwa zdrowia i moralności.
Podania należycie udokumentowane należy wnosić w terminie do 15 maja br. lub też zgłosić się osobiście w biurze Magistratu.
Burmistrz, podpis nieczytelny.

Swoją pracę wykonywał hycel jako funkcjonariusz miejski na podstawie uchwalonego w 1889 roku „Regulaminu i instrukcji służbowej dla miejskiego oprawcy w król. wol. m. Rzeszowie” czytamy tam miedzy innymi że:
a. Oprawca podlega bezpośrednio weterynarzowi względnie fizykowi miejskiemu i organom administracji gminnej. Winien wyłapywać psy wałęsające się, bez kagańca, bez marki oznaczającej opłatę gminną, jednak o ile możności bez dręczenia. Złapane psy, o ile nie zostały na czas wykupione w czasie oznaczonym.
b. Psy wściekłe, o wściekliznę posądzone lub przez psy wściekłe pokąsane, łapać, tudzież zabierać takie z domów na wezwanie władzy lub na żądanie właścicieli.
c. Wszelkie inne chore lub podejrzane zwierzęta domowe zakwestionowane przez weterynarza miejskiego lub organa Magistratu skądkolwiek w obrębie jego przesiębiorstwa zabierać i uprzątać. Dalej następują opisy i instrukcje jak utylizować padlinę, gdzie ją zakopywać no i oczywiście zasady rakarstwa, jakie obowiązywały w mieście.

Po założeniu w Rzeszowie kanalizacji rakarstwo zostało znacznie ograniczone, choć i do dzisiaj zwłaszcza z peryferyjnych domków jednorodzinnych jeszcze gdzieniegdzie wywożona jest zawartość szamb. Zanim jednak w Rzeszowie wydano w latach sześćdziesiątych zakaz wyłapywania psów hyclom wiodło się bardzo dobrze. Wyłapywali oni wałęsające się zwierzęta, oczyszczali miasto ze zwierząt chorych. Co tydzień sporządzali raport do Ratusza zatwierdzany przez weterynarza miejskiego. Oto jeden z nich za okres od 21 do 28 lutego 1889 roku:
Ilość złapanych psów – 25 , zabitych 16, a 4 pozostałe z przeszłego tygodnia razem – 20, ilość psów oddanych właścicielom po zbadaniu stanu zdrowia – 2, pozostaje w obserwacji 7, nazwiska pp. Właścicieli, którym psy wydano: Wpan Pogonowski, w.pan Fiałkowski, w.dr Barzycki, w.dr Wiewiórski, Sałek pastuch miejski.

Oprócz stałych dochodów jako funkcjonariusz miejski hycel dorabiał dostarczając niezawodne środki lecznicze. Jak wiadomo Monarchia Austro – Węgierska toczyła liczne wojny z kampaniami zimowymi. Żołnierze przebywający w zimnych i mokrych okopach często zapadali na choroby reumatyczne, choroby nerek i inne choroby i dolegliwości. Do dzisiaj już nieoficjalnie i na szczęście już nie często panuje przekonanie że na choroby reumatyczne najlepiej jest na krzyże przykładać skórkę z kota lub chore miejsca smarować psim sadłem. Wykonywał także kapciuchy na tytoń z pęcherzy świńskich, robił „gacki do cepów”, najlepsze i najmocniejsze były z moszny buhaja no i ściągał skóry z zabitych przez siebie zwierząt, zwłaszcza z psów, które znajdowały zastosowanie w wielu dziedzinach życia.
Ale nie tylko dochody miewał miejski hycel. Często przeprowadzane były kontrole przez Oddział Galicyjskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt w Rzeszowie i przez jego bezpośredniego zwierzchnika jakim był weterynarz miejskiego
W jego piśmie z 5.02. 1889 czytamy:

Świetny Magistracie!
Jak nieraz miałem sposobność się przekonać, urządzenia rakarni tutejszej nie jest odpowiednie, mianowicie nie ma tam ani naczyń, ani przyborów w zakadzie tego rodzaju potrzebnych. Także i buda nie jest odpowiednia. Oprawca bowiem, łapiąc psy wałęsające się, między którymi znajdują się psy niewiadomego pochodzenia i dotknięte różnymi chorobami skórnemi innym psom łatwo się udzielającemi, umieszcza wszystkie razem, tak że kąsać się mogą, wskutek czego, gdyby między nimi był pies podejrzany, co szczególnie teraz zdarzyć się może, wścieklizna by się rozszerzyć mogła. Tak samo i rzecz się ma z klatkami. Oprawca posiada wielkie klatki, a właściwie komorę na 2 części podzieloną i kratą zaopatrzoną, w której wszystkie złapane psy umieszcza. Podejrzane więc i zdrowe psy razem muszą być trzymane, a gdy a gdy jest pies wściekły jakto np. było z psem p. kapitana Weigla, musiałem z paki kazać zrobić prowizoryczną klatkę, a rozumie się samo przez się, iż psu wściekłemu łatwo się wydostać z takiej prowizorycznej klatki. Należałoby tedy budę oprawcy przegrodzić na cztery części podzielić, dalej urządzić dwie klatki dla psów wściekłych, 2-4 dla psów podejrzanych, a 6-8 dla psów złapanych, by każdy pies mógł być osobno umieszczany.

W naszym mieście kilka osób było hyclami przed wojną przez długi czas funkcję tę pełnił Jan Pickel, który wystosował takie oto pismo urzędowe:

Prześwietny Magistracie obwodowego miasta Rzeszowa!
W pokorze podpisany, który przez 4 lat i miesięcy 2 przy tutejszym mieście obowiązki oprawcy pełnił, dziękuje z dniem 6 kwietnia za łaskawą tę służbę z tem doniesieniem, że z dniem 6 kwietnia Martim Eichner obowiązek ten pełnić rozpoczął. Zarazem uprasza w pokorze podpisany Prześwietny Magistrat zechce łaskawie temuż dotyczące świadectwo zachowania się przez ten czas wystawić i dorenczyć. Rzeszów dnia 9 kwietnia 1872 r. Jan Pickel oprawca.

Ostatnim hyclem był w Rzeszowie Jan Nastalski, który urodził się w 1896 roku w Jarosławiu, a do Rzeszowa przybył w roku 1920 r ożeniwszy się z rodowitą Rzeszowianką imieniem Katarzyna. Zakład swój prowadził na ulicy Rejtana pod nr 8. Pamiętam jeszcze jak jeździł swoim wózkiem zaprzężonym w jednego konia. Na tym wózku była duża skrzynia z półokrągłym dachem. Z tyłu wozu były drzwiczki zrobione z siatki drucianej za którymi w środku były szczekające i czasem gryzące się psy. Nastalski miał dwa rodzaje arknów przy pomocy których łapał wałęsające się zwierzęta. Jeden na długiej żerdzi, przy pomocy której zakładał psu na szyję pętlę, a drugi przypominający kowbojskie lasso. Jan Nastalski i jego wózek zniknęli z ulic Rzeszowa we wczesnych latach sześćdziesiątych. Wraz z nim ubył także jeden niezawodny straszak na niegrzeczne dzieci. Powiedzenie małemu urwisowi, który widział wózek ze szczekającymi i gryzącymi się psami, że „jak będziesz niegrzeczny, to ten pan cię zabierze” robiło piorunujące wrażenie. Niepedagogiczne to było, ale skuteczne. Podobnie jak z hyclem: funkcja niehumanitarna, ale skuteczna. Psów w Rzeszowie było mniej, a te które były własnością rzeszowskich mieszczan nie wałęsały się samopas i bez kagańców po mieście jak dzisiaj.

Fotografie Jana Nastalskiego i hyclówki udostępnił mi pan Ryszard Lechforowicz, a tekst „Instrukcji Służbowej” pochodzi ze zbioru Archiwum Państwowego w Rzeszowie.

Marek Czarnota