Ta strona używa cookie. Informacje o tym w jakich celach pliki cookie są używane znajdziesz w Polityce Prywatności. W przeglądarce internetowej możesz określić warunki przechowywania i dostępu do cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. zamknij

Zamek

55.jpg (14.80 Kb)

Tablice pamiątkowe umieszczone na wieży zamkowej upamiętniają więźniów zamku - ofiary terroru hitlerowskiego, a później komunistycznego.

Już w pierwszych tygodniach okupacji Niemcy uruchomili w zamku duży zakład karny. Trafiali tu głównie ludzie związani z ZWZ - AK i innymi organizacjami konspiracyjnymi (wśród więźniów zamku był m. in. wielokrotny premier Wincenty Witos). Podczas okupacji hitlerowskiej przez więzienie na zamku przeszło ponad 4,5 tysiąca więźniów politycznych. Niektórzy z nich zostali zakatowani podczas przesłuchań, czy też straceni w egzekucjach.

Po wyparciu Niemców z Rzeszowa w sierpniu 1944 r. przez kilka dni urzędował w zamku Komendant Miasta z ramienia AK. Jeszcze w tym samym miesiącu nowe władze „Polski Lubelskiej” ponownie uruchomiły więzienie w zamku. Tym razem  zdecydowaną większość osadzonych stanowili żołnierze AK. Prześladowania i bardzo trudne warunki panujące w więzieniu, spowodowały podjęcie śmiałej próby odbicia więźniów, która się jednak nie powiodła (piszemy o tym obok).

W okresie największych represji, w latach 1944 - 1956, przez więzienie rzeszowskie przewinęło się ogółem ponad 30 000 ludzi, w tym tysiące żołnierzy AK, ludzi związanych ze strukturami Polskiego Państwa Podziemnego i działaczy Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, a także innych organizacji niepodległościowych. Na wielką skalę prowadzone były brutalne przesłuchania, w wyniku których więźniowie umierali oraz egzekucje skazanych. Dokonywano ich poprzez rozstrzelanie w jednej z piwnic zamkowych lub powieszenie na szubienicy, ustawionej na dziedzińcu.

Akcja na zamek

Próby uwalniania uwięzionych żołnierzy Armii Krajowej  podziemnego wojska polskiego - stanowiły jeden z ważnych obowiązków współtowarzyszy z konspiracji. Nawet nieudane dawały psychologiczną siłę tym, którzy trafili za mury więzień i aresztów. Podczas okupacji niemieckiej sławę zyskały akcje uwalniania akowców; w Pińsku, pod Arsenałem w Warszawie, w Jaśle.

Niestety, potrzeba takich zadań nie zakończyła się wraz z okupacją niemiecką. Tylko kilka dni żołnierze AK cieszyli się bitewnymi sukcesami akcji „Burza”. Szybko okazało się, że pobicie Niemiec nie oznacza niepodległości. Sowiecki terror i dyktat z pozycji siły okazywał się nową okupacją.

Na Rzeszowszczyźnie już 6 sierpnia 1944 r., w cztery dni po wyparciu Niemców, płk Kazimierz Putek („Zworny”), komendant Podokręgu AK Rzeszów, rozkazał ponowne zejście do konspiracji. Uznał, że tylko tak można uniknąć aresztowań i represji ze strony NKWD, UB i MO. Tymczasem „aliant naszych aliantów” prowadził bezwzględną politykę, nie stronił od pacyfikacji, więzienia, zsyłek, a nawet egzekucji na żołnierzach AK. Sowieci rozbudowywali aparat terroru. Szybko „otworzyli” przejęte po Niemcach więzienia, organizowali dodatkowe areszty i obozy. Urządzali łapanki na niedawnych sojuszników.

Sytuacja ujętych była tragiczna. Według kpt. Łukasza Cieplińskiego („Pług”), inspektora AK z Rzeszowa: „położenie więźniów [...] fatalne. Po prostu umierają z głodu. Wyżywienie za czasów niemieckich, w porównaniu z obecnym, było luksusowe”. Kolejne informacje o rzeszowskim zamku Lubomirskich napawały grozą. Gros więźniów stanowili żołnierze AK z całego podokręgu (województwa). Wywiad AK ustalił, że „Przy badaniu stosuje się bicie nawet kobiet. Dochodzeniami […] kieruje NKWD”.

Wkrótce potwierdziły się wieści o wyrokach śmierci wykonywanych na żołnierzach AK koło Głogowa i Turzy pod Sokołowem Małopolskim. Katami byli funkcjonariusze sowieckiego „Smiersza”. Między 17 do 24 października 1944 r., rozstrzelano 24 akowców, w tym kpr. pchor. Władysława Skubisza („Pingwin”), żołnierza dywersji AK, kawalera Virtuti Militari, wykonawcę zamachu na rzeszowskich gestapowców z 25 maja 1944 r.

Nic dziwnego, że samoobrona okazywała się wprost konieczna. Wyzwaniem stała się potrzeba akcji na więzienie na zamku Lubomirskich w Rzeszowie. Od połowy września 1944 r. siedmiu oficerów Inspektoratu Rzeszowskiego AK pracowało nad planem uwolnienia osadzonych tam żołnierzy AK. Kierujący przygotowaniami kpt. Ciepliński wiedział, że akcja nie będzie prosta. Należało zdążyć przed wywózką więźniów do łagrów. Ponadto podczas uderzenia na zamek zasadą miało być unikanie walki i ofiar.

Tak czy owak, z pomocą więźniom nie wolno było zwlekać. Liczba osadzonych na zamku Lubomirskich szybko rosła i już na początku października 1944 r. przekroczyła stan ze szczytowego okresu terroru niemieckiego, kiedy to okupanci więzili tam 156 Polaków. Wywiad AK donosił o bestialstwach straży więziennej, funkcjonariuszy NKWD i UB.

Plan opanowania zamku zaakceptował płk Putek. Termin wyznaczono na noc z 7 na 8 października. Do akcji wybrano około 100 ludzi. Duży oddział AK był gwarantem rozbicia więzienia i neutralizacji sił sowieckich i „lubelskich”.

Trzon stanowiła grupa uderzeniowa  40 żołnierzy dywersji AK  ppor. Wiktora Błażewskiego („Orlik”). Podlegały mu zespoły kpt. Stanisława Wiśniowskiego („Kłos”), ppor. Tadeusza Lisa („Ukleja”), sierż. Jana Mika („Brzostek”), plut. Władysława Dyni („Dorsz”). Część skoncentrowano przy ulicy Długosza, pozostali zajęli stanowiska od strony ulicy Szopena. Byli dobrze uzbrojeni, w tym w zrzutowe steny i breny. Przygotowali nadto kilkumetrowe drabiny, nożyce do cięcia drutu i inny sprzęt saperski, potrzebny do wejścia na mury ufortyfikowanego zamku.

Ubezpieczenie 28 żołnierzy AK  stanowiło pięć patroli, którymi dowodził por. Franciszek Błażej („Roman”); zastępcą był por. Jan Łopuski („Mariusz”). 15 żołnierzy AK tworzyło grupę ewakuacyjną kpt. Władysława Składzienia („Twardy”). Mieli przeprowadzić odbitych więźniów do bezpiecznych kryjówek. Przy grupie ewakuacyjnej przygotowano patrol medyczny AK ppłk dr. Stanisława Kublina („Krak”). Wszyscy uczestnicy akcji mieli biało-czerwone opaski z literami „WP”; takie same, jak w czasie „Burzy”.

Niestety, zamiar opanowania zamku bez walki nie powiódł się. Kiedy o godzinie 23.30 pierwsi akowcy wspięli się na mury od strony alei Pod Kasztanami, straż więzienna wykryła żołnierzy AK w pobliżu bramy głównej. Zespół plut. Władysława Dyni („Dorsz”) podjął walkę z funkcjonariuszami UB, MO oraz z Sowietami, którzy ruszyli z odsieczą straży więziennej. Do akcji weszły też pozostałe grupy AK. Blisko godzinna strzelanina przyniosła straty po obu stronach. Przed godziną pierwszą w nocy kpt. Ciepliński przerwał atak i wycofał swoich żołnierzy. Część akowców ewakuowała się wzdłuż Wisłoka, część przeszła na południową stronę rzeki. Pod murami zamku zginęli ppor. Tadeusz Lis („Ukleja”) i kpr. Franciszek Lachcik („Sawa”)  obaj pośmiertnie odznaczeni Krzyżami Walecznych. Pięciu żołnierzy AK odniosło rany. Jeden z nich, N.N. „Roja”, został pod milicyjną strażą umieszczony w szpitalu, skąd, 14 października uwolnił go ppor. Błażewski. NKWD i MO straciły pod zamkiem po dwóch zabitych. Ranny został oficer śledczy WUBP i 12 milicjantów.

Według raportu wywiadu AK „strzały na ul. Jagiellońskiej i Zamkowej postawiły na nogi straż więzienną. […] Wszyscy byli pewni, że więzienie zostanie odbite. Strach i panika wielka zapanowała. W trakcie strzelaniny wystarczyłby jeden granat pod główną bramę, gdzie stało 2 żołnierzy. […] Spodziewano się ataku od frontu głównymi drzwiami, lub od północnej bramy, którą należało sforsować. […] Około godz. 3 nad ranem przyszło do więzienia ok. 20 Sowietów. Kierownik wydziału śledczego ppor. Grabowski […] został ciężko ranny przez żołnierza AK strzelającego spod lipy na rogu. […] Pod lipą na rogu został również zastrzelony przez milicję jeden z naszych ludzi”.
Choć akcja na zamek Lubomirskich skończyła się fiaskiem, kpt. Ciepliński uznał ją za ważne zdarzenie „w ostatnim czasie”. Tymczasem nadal rosła liczba więźniów. Według wywiadu AK 16 października 1944 r. już 320 żołnierzy podziemia osadzono w celach zamku. Z dnia na dzień mnożyły się aresztowania, deportacje, egzekucje.

Grzegorz Ostasz

56.jpg (31.86 Kb)

57.jpg (36.15 Kb)

Ppor. Tadeusz Lis “Ukleja” -
zginął podczas akcji

Ppor. Wiktor Błażewski “Orlik” -
dowódca grupy uderzeniowej

60.jpg (49.14 Kb)

58.jpg (37.97 Kb)Urodzony 26 XI 1913 r. w Kwilczu, pow. Międzychód.

Absolwent Korpusu Kadetów nr 3 i Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie. Awansowany do stopnia porucznika i odznaczony orderem Virtuti Militari podczas kampanii wrześniowej 1939 (był dowódcą kompanii ppanc. w 62 pułku piechoty). Jesienią 1939 r. przybył do Rzeszowa, gdzie podjął działalność konspiracyjną. Od wiosny 1940 r. był komendantem Obwodu ZWZ Rzeszów, zaś od kwietnia 1941 od lutego 1945 inspektorem rejonowym ZWZ - AK.

Dowodził oddziałami AK podczas akcji „Burza”, a w październiku 1944 r.
nieudaną próbą uwolnienia więźniów zamku rzeszowskiego.

Od września 1945 r. w Zrzeszeniu „Wolność i Niezawisłość”, jako kierownik Wydziału WiN Kraków, następnie prezes Obszaru Południowego, a od 1947 prezes IV Zarządu Głównego. W tym samym roku aresztowany. 

Skazany na śmierć i stracony 1 III 1951 r.