Na boks w Rzeszowie zabrakło biletów
- Kilkanaście osób odeszło spod kas z kwitkiem. Zwyczajnie zabrakło biletów – oznajmił dyrektor pierwszej edycji gali Karpackie Złote Rękawice Maciej Dziurgot. Do imprezy doszło w sobotni wieczór w hali rzeszowskiego ROSiR-u. Odbyło się 10 pojedynków z udziałem krajowej czołówki pięściarzy amatorów. – Poziom oceniam jako mocno zróżnicowany. Kilka pojedynków były bardzo emocjonujących, ale były też starcia zwyczajnie słabe – ocenił były brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Rzymie i trzykrotny mistrz Europy Leszek Drogosz. „Czarodziej ringu” był jednym z gości honorowych, legend polskiego boksu. Obok niego na trybunach zasiedli też jeszcze Jerzy Rybicki, Marian Kasprzyk, Zbigniew Pietrzykowski, czy Lucjan Trela.
Impreza została zorganizowana z oprawą znaną z gal boksu zawodowego. Nie zabrakło pięknych kobiet wokół ringu, sztucznego dymu, czy pokazu tańca z ogniem. Jako pierwszy odbył się pojedynek w kategorii muszej (do 51 kg) z udziałem olimpijczyka z Pekinu Łukasza Maszczyka, który pokonał jednogłośnie na punkty Piotra Gudela. – Zaakcentowałem każdą rundę dla siebie. Nie było to łatwe starcie. Piotr wcale nie zamierzał pasować w tej walce i próbował przejmować inicjatywę. Dla mnie był to świetny sprawdzian przed Pucharem Świata, który w grudniu odbędzie się w Azerbejdżanie – opisywał Łukasz Maszczyk.
Tysięczna publiczność oczekiwała szczególnie na starcie w wadze superciężkiej (powyżej 91 kg), w którym między liny wyszli rzeszowianin Michał Jabłoński. 23-letni pięściarz Wisłoka przegrał jednogłośnie na punkty ze starszym o 8 lat Marcinem Rekowski z PKB Poznań. – Zabrakło mi energii. Swoje zrobił też stres, bo na trybunach było wielu znajomych i rodzina. To moje trzecie starcie z Marcinem Rekowskim i niestety trzecia porażka. Muszę popracować nad kombinacjami ciosów. Wierzę, że będzie lepiej – powiedział po walce wieczoru Michał Jabłoński. Pięściarz miejscowego Wisłoka przyjął na głową kilka potężnych ciosów. W trzeciej rundzie był nawet liczony, ale ambicją dotrwał do ostatniego gongu.
- Ten turniej ma przyszłość. Nie mam nic przeciwko, aby co roku w Rzeszowie odbywała się ta gala. Może stać się nawet wizytówką boksu amatorskiego w naszym kraju. Czynimy starania by pięściarze mieli coraz lepsze warunki, by chcieli nad sobą pracować. Uważam, że już będzie coraz lepiej z tą dyscypliną – podsumował Jerzy Rybicki, który równo rok temu został nowym prezesem Polskiego Związku Bokserskiego.







