Warszawskie impresje
O ile podróż z Rzeszowa do Warszawy nie stanowi dziś większego problemu, o tyle dotarcie do Muzeum Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku koło Warszawy, to już cała wyprawa. Warszawska Kolej Dojazdowa zwana w skrócie WKD wlecze się z Dworca PKP Warszawa Centralna do Stawiska blisko godzinę, a potem jeszcze z Podkowy Leśnej Zachodniej do Stawiska kawał drogi pieszo. Wybrałem się tam na zaproszenie nieocenionej pani dyrektor dr Alicji Matrackiej-Kościelny na spotkanie z okazji 25-lecia Muzeum, a także 15-lecia Stowarzyszenia Ogród Sztuk i Nauk. Jednak głównym punktem programu sobotniego wieczoru 12 grudnia 2009 r. były wspomnienia córki Anny i Jarosława, Marii Iwaszkiewicz o Matce, jako że 23 grudnia mija 30 lat od jej śmierci.
Anna Iwaszkiewicz, żona Jarosława, utalentowana artystka, znawczyni muzyki, malarstwa, bardzo dobra tłumaczka, zwłaszcza z języka francuskiego, przyjaciółka wielu artystów, także oddana opiekunka potrzebujących pomocy w czasie II wojny światowej, wycisnęła znaczące piętno na historii tego niezwykłego domu Iwaszkiewiczów.
Stawisko, to miejsce magiczne. Samo otoczenie domu przypominającego dwór szlachecki, w środku ciemnego lasu, stara architektura, domowe wnętrza sprzed kilkudziesięciu lat, obrazy, sprzęty codziennego użytku - to wszystko pobudza wyobraźnię.
Jest jeszcze nieoceniona pani Zosia, niegdyś służąca państwa Iwaszkiewiczów, dziś opiekunka Muzeum, żywa encyklopedia wiedzy o domowych sprawach mieszkańców i bywalców domu na Stawisku. Jest jeszcze jej ulubiony czarny kot Belmondo, który uwielbia muzykę, ale nie znosi oklasków. Właśnie muzyka była nieodłącznym elementem atmosfery domu na Stawisku. I oczywiście Chopin, o którym piękną książkę napisał pan Jarosław Iwaszkiewicz, książkę pełną osobistych wrażeń autora i jego bliskich przyjaciół.
Nie brakło muzyki Chopina podczas ostatniego wieczoru na Stawisku. Słuchaliśmy przeto nastrojowych walców i pieśni Chopina w świetnych wykonaniach Ewy Pobłockiej – fortepian i Katarzyny Trylnik – sopran, mimo woli zanurzając się w niepowtarzalny klimat i nastrój dawnego domu Iwaszkiewiczów. Podczas spotkania Maria Iwaszkiewicz powiedziała: „Tu jest mój dom”. I rzeczywiście – dom pełen rodzinnych pamiątek, wspomnień i jak dawniej – muzyki. Spotkanie dopełniło otwarcie wystawy „Foto-Graficzny Zielnik Jarosława Iwaszkiewicza” przygotowany i zaprezentowany przez Magdalenę i Marka Engliszów.
Wróciłem tedy do mojego Rzeszowa, gdzie jest mój rodzinny dom, naładowany pięknymi wzruszeniami i nastrojami, które jakby oparły się próbie czasu i w Stawisku trwają nadal. I jeszcze przed wyjazdem, w poniedziałkowy wieczór 14 grudnia, w iście karnawałowym już nastroju, wysłuchałem w warszawskim teatrze ”Roma” uroczego koncertu pt. „Nie zapomnij mnie”, czyli „Grażyna Brodzińska i jej goście” z udziałem orkiestry symfonicznej „Cracow Event Orchestra” pod dyrekcją Rzeszowianina Tomasza Chmiela, autora ciekawych aranżacji przedwojennych przebojów, by w końcu dojść do nieodpartego przekonania, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.






