Co tu dużo mówić – jesień za pasem. I ta w przyrodzie – i ta w muzyce. Myślę o Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień”, który odbywa się w Warszawie już po raz 51 w dniach od 19 do 27 września 2008 roku. Festiwalowe koncerty prezentować będą głównie muzykę kompozytorów współczesnych z Hiszpanii, Portugalii i krajów Ameryki Łacińskiej.
Ciekawa jest historia tego festiwalu. Powstał na falach odwilży, po latach stalinowskiego terroru. W 1956 roku odbył się po raz pierwszy. Honorowym gościem festiwalu była wtedy Nadia Boulanger. Festiwal początkowo pomyślany jako biennale, od 1958 roku odbywał się już corocznie, z przerwą w 1982 roku z uwagi na stan wojenny.
Pomysłodawcami festiwalu byli: Tadeusz Baird i Kazimierz Serocki, młodzi gniewni ówczesnej polskiej muzycznej awangardy, którzy rzucili pomysł festiwalu na forum Związku Kompozytorów Polskich. Ziarno padło na żyzny grunt i do dziś Związek ten jest głównym organizatorem festiwalu. Chodziło o prezentacje dzieł zachodnich, uchylenie nieco żelaznej kurtyny i prezentacje muzyki kompozytorów polskich i tych ze Wschodu, którzy nie mieli możliwości rozwinięcia skrzydeł. I to się w dużym stopniu udało.
Jak pisze dyrektor festiwalu Tadeusz Wielecki „paradoksalnie czasy rządów komunistycznych były okresem szczególnej świetności „Warszawskiej Jesieni”. Stanowiła ona bowiem wówczas oczywisty wyłom w żelaznej kurtynie, była wyspą wolności twórczej. Tu nie obowiązywał socrealizm: możliwe były najrozmaitsze ekstrawagancje artystyczne. Dawały one poczucie swobody wypowiedzi w ogóle, były odbierane jak rodzaj kontestacji politycznej. Władza tę sytuację tolerowała, chcąc uzyskać przed światem opinię liberalnego mecenasa.”
Przez pół wieku festiwalu przewinęło się przez festiwalową estradę wielu znakomitych twórców i wykonawców, solistów i zespołów. Dorobek ogromny! Jakże cenne są myśli i refleksje tyczące festiwalu czy muzyki w ogóle, zebrane w antologii tekstów z lat 1956-2006 pt. „Warszawska Jesień” w zwierciadle polskiej krytyki muzycznej”, antologii wydanej w Warszawie w 2007 roku w wyborze tekstów Krzystofa Droby pod redakcją Ewy Radziwon-Stefaniuk. Pozwolę sobie zacytować choćby krótki fragment z tej publikacji – Stefana Kisielewskiego z 1962 roku: „Festiwal stał się salonem spotkań najrozmaitszych estetyk, stylów, języków i gustów muzycznej współczesności, terenem nieczęstej jeszcze dziś konfontacji artystycznej i ideowej Wschodu z Zachodem.”
Myślę, że warto i u nas, w Rzeszowie, pomyśleć o bliższych kontaktach z muzyką współczesną. Dyrektor Rzeszowskiej Filharmonii Marta Wierzbieniec w pierwszych dniach swego urzędowania w wywiadzie dla Radia Rzeszów taką myśl i takie działania artykułuje i deklaruje.
Zmienia się człowiek, zmienia się język sztuki. Chodzi o to, by była ona, sztuka, otwartym oknem na świat, przez które, jak pisał Z. Mycielski „widać całą jasność krajobrazu”.






