Walc cesarski

Choć od śmierci legendarnego Jan Straussa Syna minęło już ponad sto lat, jego muzyka, zda się, trwa wiecznie. Walca Cesarskiego, i nie tylko, słychać było na koncertach w Rzeszowskiej Filharmonii podczas tego karnawału po wielekroć, przy gorącym aplauzie rzeszowskiej publiczności. Walc Cesarski - dedykowany cesarzowi Wlhelmowi I, uważany za ostatni walc Jana Straussa Syna, skomponowany w 1899 roku, na 10 lat przed śmiercią mistrza, był jakby ukoronowaniem jego wspaniałej twórczości i oszałamiającej kariery.
Muzyka Straussa dotarła wszędzie. Od kawiarń i sal tanecznych, poprzez muszle koncertowe i filharmonie, estrady, teatry operetkowe, aż po sceny wielkich teatrów operowych. Za pośrednictwem telewizji dotarła do wszystkich – dzięki słynnym koncertom noworocznym Wiedeńskich Filharmoników, transmitowanym z cudownej sali Musikverein w Wiedniu.
Posłuchajmy, co pisze Lucjan Kydryński w monografii pt. „Jan Strauss” wydanej przez PWM w 1985 roku. "W czym tkwi nieprzemijająca siła i nieprzemijający urok muzyki Straussa? Przede wszystkim w cudownej, niepowtarzalnej inwencji melodycznej, w tysiącach tematów pięknych, a jednocześnie łatwych – choć dalekich od prymitywizmu. Powiedział kiedyś Strauss: Muszę pisać melodie wpadające w ucho, bo przecież ci biedacy z galerii nie mają pieniędzy, by kupować sobie wyciągi fortepianowe; muszą zapamiętać je od razu."
Toteż tematy z takich walców, jak Odgłosy wiosny, Opowieści lasku wiedeńskiego, Wiedeńska krew, Nad pięknym modrym Dunajem, czy melodie z takich operetek, jak Zemsta Nietoperza, Noc w Wenecji, Baron Cygański łatwo wpadają w ucho i rozchmurzają najsmutniejsze czoła, napełniając radością i optymizmem serca i dusze.
Szkoda, że walce Straussa słychać w Rzeszowie tylko przy okazji karnawału. Próbował tę muzykę propagować w Rzeszowie i regionie śp. Julian Ratajczak, próbowała założona przy moim udziale Resovia Strauss Orkiestra złożona z filharmoników rzeszowskich. Ale to nie ten czas – dawnych, wielkich arystokratycznych dynastii, elit dbających o wysoką kulturę, wspaniałych bali, rautów, międzynarodowych wystaw, w poszumie nieziemskich kreacji pań i wysmukłych fraków towarzyszących im panów…
Ale wspomnienie tamtej dziewiętnastowiecznej la belle époque trwa do dziś – jako ciągle niespełniona tęsknota do piękna, uroku, elegancji…