„Szumią jodły na gór szczycie” czyli „Halka” w Dębicy

Zawsze marzyłam o takiej „Halce” – mówiła Elżbieta Janowska-Moniuszko, praprawnuczka Stanisława Moniuszki na zakończenie dwunastej już dębickiej premiery operowej - tym razem „Halki” Stanisława Moniuszki, ojca naszej polskiej narodowej sceny operowej. A rzecz działa się 3 maja 2011 roku w Domu Kultury „Mors” w Dębicy i była żywym uczczeniem rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja, a także serdecznym przeżywaniem, mającej miejsce dwa dni wcześniej, beatyfikacji Błogosławionego Jana Pawła II.

Kolejna, druga już dębicka premiera „Halki” (ta pierwsza sprzed ośmiu lat nie zapisała się zbyt mocno w pamięci słuchaczy) urzekła wszystkich. Tchnęła świeżością i autentyzmem. Niestrudzony kierownik muzyczny i dyrygent Paweł Adamek wykorzystał cały ogromny aparat wykonawczy tej dramatycznej opery seria do granic artystycznych możliwości! Ton nadawali soliści kreujący główne role. Alicja Płonka w tytułowej roli Halki zawładnęła publicznością swoim mocnym sopranem i talentem aktorskim, zaś kilka dni później w tej roli na niedzielnym spektaklu 8 maja 2011 roku urzekła wszystkich Olga Rusin, podobnie jak Karolina Pawula, która zmienia się z Sylwią Wojnar w roli Zofii, obie czarujące śpiewnością partii i urokiem osobistym. Leopold Stawarz czyli niewierny panicz Janusz, swym mocnym barytonem przekonująco okłamywał zakochaną w nim Halkę, dając popis swych dramatycznych możliwości głosowych i aktorskich, a liryczny tenor Zdzisław Wojtynkiewicz w roli zakochanego w Halce Jontka swoim ciepłym głosem, niczym Jan Kiepura, rzucił na kolana zwłaszcza damską część publiczności. Już 28 maja 2011 roku w sali koncertowej łańcuckiego MDK w tej roli pokaże się Andrzej Kaim. Ten doborowy zespół solistów znakomicie łączy i dopełnia świetny, jak zawsze, mocny i wyrazisty w roli Stolnika bas Jan Michalak, utalentowany dębiczanin, znany animator kultury, twórca i aktor dębickiego Teatru „Kurtyna”. Przekonujące role na dębickie premierze kreowali: Tomasz Furman w roli Dziemby, Michał Smoła jako Góral i Jan Maślanka w roli Dudarza.

Spektakl operowy, to także chór, balet, orkiestra, scenografia, reżyseria, światło, akustyka, kostiumy, stolarka… Pozostaje dla mnie tajemnicą, jak te wszystkie elementy udało się organizatorom zbudować i ze sobą połączyć. A przecież wszystko stało się za sprawą oddanych animatorów, społeczników, miłośników pięknej sztuki operowej. W pięknych strojach wystąpił chór z parafii Matki Bożej Anielskiej i Miłosierdzia Bożego w Dębicy oraz mieszany i męski Towarzystwa Śpiewaczego „Melodia” z Mielca. Bardzo udany był balet, przygotowany profesjonalnie przez choreografów Romualda Kalinowskiego i Patryka Rutkowskiego, a tańczyli w nim członkowie dębickiego zespołu pieśni i tańca „Igloopolanie” MOK, a także przygotowani przez choreograf Elżbietę Zymróz-Bodziany członkowie grupy tanecznej I Liceum Ogólnokształcącego, „Grosik” Szkoły Podstawowej Nr 3, Przedszkola Miejskiego Nr 2 Integracyjnego oraz Szkoły Tańca „EL-BO” z Ropczyc. Sprawnie grała młodzieżowa orkiestra Państwowej Szkoły Muzycznej w Dębicy i jej goście pod wprawną dyrekcją Pawła Adamka. Zwłaszcza Tańce Góralskie i Mazur były znakomite!

Jest rzeczą zastanawiającą, iż temat nieszczęśliwej miłości Halki i Jontka, po ponad półtora wieku nadal fascynuje, zastanawia, wzrusza… Pominąwszy odruchy serca (temat wiecznie żywy!), zaletą pierwszej opery St. Moniuszki wystawionej w 1848 roku w Wilnie jeszcze w wersji 2-aktowej, a 10 lat później w Warszawie w wersji 4-aktowej, jest libretto i muzyka, nawiązująca do polskich tradycji, którą kompozytor tworzył z wielką starannością, wiedząc, że dotyka w latach niewoli tematyki narodowej, polskiej, z całym tragizmem losów Ojczyzny i losów osobistych Polaków. Wielu artystów, patriotów, tworzyło swoje dzieła na obczyźnie lub w kraju, narażając się często na szykany i prześladowania.

Ten artystyczny i patriotyczny nastrój na ostatniej dębickiej premierze znalazł swoją czytelną artykulację w prezentacji „Halki”. Podkreślała go udana scenografia Wacława Jałowca i jego asystenta Wiktora Jałowca w dwóch postaciach, kostiumy zaprojektowane przez Irenę Lewicką, światło Zdzisława Worka, charakteryzacja postaci scenicznych Izabeli Piekarczyk. Przez pierwsze dwa akty (do przerwy) mieliśmy na scenie uroczy dworek szlachecki z okiennicami, bocianim gniazdem, przydrożną kapliczką, zaś przez kolejne dwa akty – kościółek, drewniany most z widokiem na góry. Wszystko to jest dziełem sprawnych rąk stolarza Jana Kosińskiego i jego ekipy. A nieszczęśliwa góralka Halka z miłości i rozpaczy rzuciła się do wody, kładą kres swym udrękom!

W pełni zgadzam się z reżyserem Jakubem Bulzakiem, który przyjął tradycyjną wersję realizacji spektaklu, bez tych często ostatnio spotykanych nachalnych uwspółcześnień i udziwnień, dezorientujących słuchacza. Na dębickiej premierze znakomicie zagrali artyści, ale także sarmackie kontusze, żupany, pasy słuckie, karabele i polskie stroje ludowe, kierpce, chusty i korale…

Całe to ogromne przedsięwzięcie, wymagające niezwykłych talentów artystycznych i organizacyjnych, to owoc współpracy dębickiego środowiska kultury z wieloma instytucjami i stowarzyszeniami, dla których regionalna kultura jest ta samo ważna, jak budowa dróg, remont ulic czy sprawy gospodarcze. „Naród istnieje z kultury i dla kultury” – mówił papież Polak Jan Paweł II. To właśnie podczas pielgrzymki do Polski w 1991 roku Jan Paweł II, na spotkaniu z twórcami kultury w Teatrze Wielkim w Warszawie, wysłuchał III aktu opery „Halka” w wykonaniu artystów Opery Narodowej.

Szczerze gratuluję organizatorom kolejnej dębickiej premiery. Podziwiam Dębickie Towarzystwo Muzyczno-Śpiewacze, słowa wdzięczności i uznania ślę do głównych sponsorów – Doroty i Stefana Bieszczadów, którzy nie po raz pierwszy wspierają artystyczne przedsięwzięcia, a także do władz Miasta i Powiatu Dębickiego doceniających wagę i znaczenie kultury regionalnej, która przecież składa się na nasze narodowe, polskie, europejskie i światowe dziedzictwo kulturalne.