Stanisław Steczkowski – niezapomniany muzyk i pedagog
Dziesięć lat temu, 7 stycznia 2001 roku, odszedł do wieczności Stanisław Steczkowski, świetny muzyk, dyrygent, pedagog, założyciel chórów, animator kultury, ojciec licznej gromadki nie mniej uzdolnionych dzieci, m. in. Justyny Steczkowskiej, znanej piosenkarki. Razem z oddaną żoną Danutą stworzyli dom niezwykły, pełen wzajemnej miłości, szacunku, no i muzyki, która w tajemny sposób łączyła tę muzyczną rodzinę na dobre i złe. I tak jest do dziś.
Staś urodził się 18 kwietnia 1935 roku w Duląbce koło Jasła. Uczęszczał do gimnazjum w Dębowcu, a następnie do Liceum Ogólnokształcącego w Nowym Żmigrodzie, gdzie w 1954 roku zdał maturę. Wykształcenie muzyczne zdobył w Rzeszowie i na kursach muzycznych, specjalizując się w prowadzeniu chórów. W 1960 roku ukończył studia filozoficzno-teologiczne. Razem z żoną Danutą mieli dziewięcioro dzieci – Agatę, Jacka, Krystynę, Justynę, Pawła, Magdę, Cecylię, Marcina i Marysię. Wszyscy muzykują do dziś.
Życie artysty, muzyka i pedagoga, to na ogół nieustanna włóczęga, by znaleźć godne warunki do realizowania swojej życiowej pasji i powołania, a zarazem odpowiednie warunki do utrzymania rodziny. Wszędzie, gdzie Staś pracował, powstawały chóry. Prowadził je już na studiach – w Majdanie Królewskim (1960), następnie w Sieniawie Jarosławskiej (1962-1964), Częstochowie i Wabimowie k. Częstochowy (1966-1970), a od 1970 w Rzeszowie, gdzie przy Wojewódzkim Domu Kultury prowadził chór chłopięcy, a następnie chłopięco-męski. W latach 1974-78 prowadził także chór chłopięco-męski w Mielcu.
W 1976 roku Staś założył w Stalowej Woli znakomity chór chłopięco-męski „Cantus” istniejący do dziś. Zdobywał z nim światowe laury. W lipcu 1984 roku śpiewali na Placu Św. Piotra w Rzymie dla Jana Pawła II. Ojciec Święty przemówił do nich: „Jesteście naprawdę stalowe chłopaki, tyle godzin na tym placu śpiewacie, wszystkie chóry zamilkły, a wy dalej śpiewacie”. Aplauz był niesamowity…
W dniach 1-3 maja 1997 roku Stalowa Wola świętowała jubileusz 20-lecia chóru „Cantus”, 10-lecia młodzieżowej orkiestry dętej i 40-lecia pracy artystycznej Stanisława Steczkowskiego. Śpiewał chór jubilat, grały orkiestry, śpiewali adepci szkoły chóralnej, którą Staś założył wraz z żoną Danutą, muzykowała rodzina Steczkowskich. Uczestniczyłem w tych uroczystościach wraz z orkiestrą Zespołu Szkół Muzycznych nr 1 z Rzeszowa, którą wówczas prowadziłem. Było to wielkie święto muzyki, którą Staś zaszczepił tylu wiernym wyznawcom. Nie sądziłem, że za niecałe cztery lata Stasia nie będzie już wśród nas…
Kiedy Staś umierał, jego muzykująca rodzina była z kolędami w trasie koncertowej. Nie chciał, by ją przerywali. I tak też było. Śpiewali przez łzy…
Odwiedzałem Stasia i jego rodzinę w Stalowej Woli dość często, bo mieszkali niedaleko mieszkania mojego brata. Byłem urzeczony rodzinną, ciepłą, serdeczną atmosferą, jaka u Steczkowskich panowała. Radość życia, bycia ze sobą, pogoda ducha, poszanowanie dla każdego, umiłowanie muzyki… To wszystko zabiera się ze sobą na całe życie, które, choć czasami trudne, jednak jest piękne…
Fenomen Steczkowskich trwa. Jest dowodem na nieprzemijające wartości muzycznego piękna w życiu człowieka i rodziny, która swym ciepłem potrafi ogarnąć ogromne tłumy przyjaciół, uczniów, studentów, pedagogów, animatorów kultury.
Wiem, Stasiu, że teraz kolędujesz razem z nami…






