Preludium deszczowe - pamięci Krystyny Matheis-Domaszowskiej

Pogoda prawdziwie jesienna, za oknem deszcz dzwoni, ołowiane chmury, zda się, sięgają ziemi, a ja, rozważając w nie najlepszym nastroju nieuchronne przemijanie czasu, zastanawiam się, jak nasz wielki Chopin pisał swe Preludium deszczowe… Czy oczami wyobraźni sięgał kresu swych twórczych możliwości, czy zastanawiał się, dokąd ta jego wysublimowana sztuka dźwięków prowadzi?
Niezgłębione tajemnice ludzkiego odczuwania świata – a więc i muzyki… Mycielski pisał, iż w tej sferze „rozum nie dotrze do pokładów wzruszenia”… I to wszystko za sprawą młoteczkowego systemu pobudzania napiętych w pudle fortepianu strun o określonej wysokości…

A jednak są artyści, którzy fortepianowej sztuce poświęcają całe swoje życie, nie zauważając, że czas nieubłaganie płynie coraz szybciej i szybciej, aż do kresu sił… Wspominam niedawno zmarłą Krystynę Matheis-Domaszowską, znakomitą pianistkę, która swoje dorosłe artystyczne życie związała przede wszystkim z Rzeszowem. Z odznaczeniem ukończyła studia w 1953 roku w Państwowej Szkole Muzycznej w Krakowie w klasie znakomitego polskiego pianisty i pedagoga prof. Jan Hoffmana. Miała znakomitą pamięć muzyczną, porównywaną do innego świetnego pianisty Władysława Kędry. A repertuar pianistyczny miała ogromny – od Bacha, Beethovena, Mozarta, poprzez poprzez Brahmsa, Schuberta, Schumanna, Liszta, Szymanowskiego, do Bartoka, Rachmaninowa i Korsakowa. No i oczywiście Chopin, którego grała chętnie i często, m. in. w Żelazowej Woli, Towarzystwie im. Fryderyka Chopina w Warszawie, a także w innych miastach Polski, często z orkiestrami symfonicznymi, w szerokim repertuarze koncertowym.

I jeszcze praca pedagogiczna w Szkole Muzycznej w Rzeszowie, której była pedagogiem fortepianu, kierownikiem sekcji, wreszcie dyrektorem. Wykształciła wiele pokoleń pianistów. Do jej wychowanków należą m. in. Edward Wolanin, Janusz Rothbard, Mariusz Drzewicki.

Red. Woźniak w ”Nowinach Rzeszowskich” z 1960 roku pisze o inauguracji Roku Chopinowskiego w regionie rzeszowskim koncertem Pani Krystyny w Zamku w Łańcucie w dniu 21 lutego 1960 roku. A więc prawie pół wieku temu. Artystka rozpoczęła koncert uroczystym Polonezem A-dur. Obszerny artykuł o artystce nosi tytuł „Przy lampce wina z Krystyną Matheis-Domaszowską”.
Ale już nie wypijemy lampki wina z Panią Krystyną. Odeszła do lepszego świata, gdzie gra swoje cudowne koncerty dla niebiańskiej publiczności.