Potęga plotki, czyli „Cyrulik sewilski” w Dębicy

„O wschodzie słońca przed domem doktora Bartolo hrabia Almaviva spotyka się z muzykami. Zakochany w pupilce doktora, młodej i pięknej Rozynie, śpiewa dla niej serenadę”. Tak rozpoczyna się opera komiczna włoskiego kompozytora Gioachino Rossiniego (1792-1868), autora 39 oper, mistrza stylu bel canto.

Cóż to się potem nie dzieje, a raczej dzieje! Zazdrosny, podejrzliwy, podstarzały doktor Bartolo używa różnych forteli, także plotki, by odstręczyć konkurenta i ożenić się z młodą, uroczą, piękną Rozyną i – oczywiście – przejąć jej posag. Potęga plotki okazuje się jednak niczym wobec szczerej miłości hrabiego i Rozyny. Ich małżeństwo staje się faktem.

Tak w telegraficznym skrócie przedstawia się libretto tej znanej na całym świecie i uwielbianej przez melomanów opery komicznej „Cyrulik sewilski” G. Rossiniego, uznawanej za jedno z najwybitniejszych dzieł w historii muzyki operowej. Jej premiera odbyła się 20 marca 1816 roku w Teatro Argentina w Rzymie.

Przyznam się, iż na kolejną premierę opery, tym razem „Cyrulika sewilskiego” G. Rossiniego, która miała miejsce w niedzielny wieczór 3 maja 2010 roku w Domu Kultury „Mors” w Dębicy, jechałem pełen obaw. Czy artyści poradzą sobie z trudną materią, nie tylko muzyczną, ale i aktorską niełatwej przecież opery?

A jednak wszystko udało się znakomicie! Myślę, że genezy tego sukcesu trzeba szukać najpierw w historii wydarzeń operowych w Dębicy, które od dziesięciu już lat konsekwentnie i z pasją realizuje ich pomysłodawca, kierownik artystyczny i dyrygent Paweł Adamek, znajdujący nieustanne wsparcie w środowiskach artystycznych, władzach samorządowych i wśród sponsorów tych niełatwych i co tu dużo mówić - dość kosztownych zdarzeń muzycznych.
Już w maju 2000 roku w Dębicy wystawiono „Verbum nobile” S. Moniuszki, potem przyszła kolej na „Flis”, „Straszny dwór”, „Halkę” tegoż kompozytora, „Cud mniemany czyli Krakowiaków i Górali” J. Stefaniego, „Hrabinę”, „Jawnutę”, „Nowego Don Kiszota, czyli sto szaleństw” S. Moniuszki, „Nabucco” G. Verdiego i „Carmen” G. Bizeta. I wreszcie w tym roku – jedenasta dębicka premiera – „Cyrulik sewilski” G. Rossiniego.

By wystawić niełatwego „Cyrulika”, organizatorzy zbierali więc doświadczenie przez 10 lat i to na jak najlepszych wzorach. Jak piszą w starannie wydanym, kolorowym programie ostatniej premiery „Miniony czas, to ponad 35 tys. widzów, setki wykonawców, liczne chóry z Dębicy i Mielca, orkiestra symfoniczna Państwowej Szkoły Muzycznej w Dębicy, soliści – studenci akademii muzycznych, balety zespołów „Małopolska”, „Igloopolanie” oraz „Rzeszowiacy” z Mielca.” Do tego trzeba dodać całą armię scenografów, kostiumologów, charakteryzatorów, operatorów dźwięku i światła, obsługę widowni, inspicjentki, zespół techniczny. Całemu przedsięwzięciu patronuje prężne i skuteczne w działaniu Dębickie Towarzystwo Muzyczno-Śpiewacze wraz z ambitnym prezesem Pawłem Adamkiem.
Czas na słów parę o samym spektaklu. Przez blisko trzy godziny trzymał on w napięciu wypełnioną po brzegi widownię Domu Kultury „Mors” w Dębicy. Najpierw o solistach. Któż wcielił się w tytułową rolę cyrulika, golibrody, popularnego i sprytnego Figara, znanego w całej Sewilli? To Jarosław Kitala – baryton, absolwent Akademii Muzycznej w Katowicach, świetny śpiewak i aktor o pięknym, wyrazistym głosie, nienagannej dykcji i tej specyficznej vis comica, która trzyma w napięciu słuchaczy i widzów, ożywiając i wypełniając akcję sceniczną swoją naturalną żywiołowością i temperamentem. A znana to prawda, że opera komiczna czyli buffa, to od strony muzycznej, wokalnej i aktorskiej zadanie o wiele trudniejsze, niż opera poważna czyli seria.

Rozyna! Cóż za gejzer uroku, powabu, lekkości, koloratury czystej jak woda źródlana w wykonaniu niezwykle utalentowanej krakowskiej sopranistki Anny Krawczyk! Zakochany w Rozynie hrabia Almaviva, to Andrzej Kaim – tenor liryczny, śpiewak z Zawiercia, artysta o aksamitnym, jasnym, miękkim głosie, który brzmiał ciepło i nastrojowo zarówno w partiach solowych, jak i w duetach czy scenach zbiorowych. Zazdrosny Doktor Bartolo, czyli Leopold Stawarz - baryton, absolwent Akademii Muzycznej w Katowicach, to artysta o znakomitych walorach głosowych i aktorskich, który swoją grą nieustannie ożywiał i uwydatniał akcje sceniczne. A nauczyciel śpiewu don Basilio, czyli Jan Michalak – bas, śpiewak i animator kultury z Dębicy, kierownik Domu Kultury „Śmieżka”, dał prawdziwy popis swoich możliwości wokalnych i aktorskich. Głównym solistom nie ustępowali artyści dopełniający dramatyczne wydarzenia sceniczne: służąca Berta czyli Agata Piękosz - mezzosopran, Ambroży czyli Jan Maślanka, animator kultury i przedsiębiorca z Dębicy, Fiorello czyli Zdzisław Wojtynkiewicz z Dębicy i Oficer czyli Tomasz Furman, uczeń Państwowej Szkoły Muzycznej II stopnia w Tarnowie. Role służących doktora Bartolo pełnili Mirosław Parys i Krzysztof Szymaszek.

Trzeba przyznać, iż udało się organizatorom zgromadzić profesjonalnych, znakomitych solistów o wyrównanym, wysokim poziomie wykonawczym, świetnie rozumiejących się na scenie, co nawet w zawodowych teatrach muzycznych nie zawsze się zdarza. Stąd intryga, jaka rozwijała się na scenie przez blisko trzy godziny, z jedną 15-minutową przerwą (dwa akty) nie nużyła, a wręcz pozostawiła pewien niedosyt i nieodparte marzenie, by spektakl ten koniecznie zobaczyć jeszcze raz…

Oprócz solistów kreujących główne role wystąpili na scenie Muzykanci, Straż, Mieszkańcy Sewilli, dopełniający swymi głosami i grą aktorską sceny zbiorowe. Te role z powodzeniem odegrali członkowie Chóru Parafii Matki Bożej Anielskiej i Miłosierdzia Bożego w Dębicy, zresztą już nie po raz pierwszy, podobnie jak młodzieżowa Orkiestra Państwowej Szkoły Muzycznej w Dębicy i jej goście. Jak mówił mi w czasie przerwy dyrektor tej Szkoły Stanisław Świerk, jest pełen uznania dla młodych muzyków, którzy pod kierunkiem Pawła Adamka pracowali przez rok nad materiałem nutowym spektaklu z ogromnym poświęceniem i zapałem. Nie sposób przecenić walorów dydaktycznych i wychowawczych takiego przedsięwzięcia dla kształcącej się młodzieży muzycznej, także i dla miłośników śpiewu chóralnego. Dodatkowego uroku dodawali mali statyści z dębickich szkół i dzieci z Przedszkola Miejskiego Nr 2 Integracyjnego w Dębicy.

Reżyseria Jakuba Bulzaka okazała się nadzwyczaj udana. Cechowało ją wysunięcie na pierwszy plan gry aktorskiej i pewna oszczędność w dialogach, przez co uniknięto zbędnych egzaltacji i przerysowań, w czym zresztą pomagała zwarta warstwa muzyczna, rodem jakby z klasycznych oper Mozarta. Pomysł zamiany śpiewanych recitativów w partie mówione okazał się słuszny i pożyteczny, zważywszy na czytelność tekstu i tempo akcji scenicznej dostosowane do przeciętnego odbiorcy, który na spektaklach operowych bywa na ogół raczej rzadko, zwykle raz lub kilka razy w roku.

Scenografia Wacława i Grażyny Jałowców, artystów malarzy z Dębicy, dopełniała klimatu epoki z początków XIX wieku, z reprezentacyjnym domem z balkonem doktora Bartolo, ławeczkami, stolikami, z romantycznym pejzażem w tle, jako żywo przypominającym łąki, trawy, krzewy, zagajniki rosnące nad Wisłokiem czy Wisłoką… Dyskretne oświetlenie Zdzisława Worka pozytywnie korespondowało z akcją sceniczną. Jeśli jeszcze dodamy starannie przygotowane przez Irenę Lewicką kostiumy z epoki, dyskretną charakteryzację Izabeli Piekarczyk, otrzymamy spektakl wyważony i przemyślany w najdrobniejszych szczegółach, spełniający wymogi artystyczne rossinowskiej opery buffa.

Dębickie spektakle operowe stały się ewenementem kulturowym na skalę europejską. Chwała wszystkim ich twórcom, animatorom, sponsorom, przyjaciołom, miłośnikom nieśmiertelnej sztuki pięknego śpiewu, który nieustannie unosi nas w rajską krainę ułudy, tak nam potrzebną w codziennym naszym życiu.