Operetka w Rzeszowie

Czarowna, lekka, łatwa i przyjemna muzyka operetkowa, wykonywana przez artystów rzeszowskich, zaczyna coraz częściej gościć na scenach Rzeszowa. Gdzie? Choćby na dużej sali widowiskowej Wojewódzkiego Domu Kultury w Rzeszowie, który z pełnym oddaniem przygarnął ten rodzaj teatru muzycznego z całym dobrodziejstwem inwentarza, udostępniając sale, stroje, oświetlenie, scenografię, obsługę techniczną. Wszak w tej właśnie instytucji w połowie XX wieku działało nadzwyczaj prężnie Studio Operowe.

Ostatnio z wielkim powodzeniem rzeszowski zespół wokalno-aktorski zorganizowany przez Rzeszowskie Towarzystwo Muzyczne, przy nieustającej pomocy Wojewódzkiego Domu Kultury w Rzeszowie, zaprezentował w niedzielny, karnawałowy wieczór 31 stycznia 2010 roku już po raz czwarty, tym razem w Teatrze „Maska” w Rzeszowie, przy pełnej widowni, jedną z najpiękniejszych wiedeńskich operetek, zwanej singspielem, czyli „Domek trzech dziewcząt” F. Schuberta, utwór z kręgu lekkiej muzy, ale przecież z melodiami i rytmami całkiem poważnych, choć wdzięcznych dzieł znanego austriackiego kompozytora epoki romantyzmu F. Schuberta.

Sęk w tym, że sam Schubert wcale nie był ani kompozytorem, ani autorem operetki. Zrobili to za niego inni mistrzowie, zauroczeni i zafascynowani pięknymi, romantycznymi melodiami, jak choćby słynną serenadą „Pieśni moje cicho płyną…”, którą z wielką emfazą i wzruszeniem, wyciskającym łzy zwłaszcza pań, śpiewał podczas spektaklu Maciej Szela w roli Schuberta. Towarzyszyła mu urocza młoda dama, czyli Monika Niemczyk-Fabisz w roli zakochanej w nim panny Hani, jednej z trzech córek nadwornego dostawcy kryształów Jego Cesarskiej Mości Christiana Tschölla. Jej anielski, liryczny, ciepły głos poruszył wszystkich, zwłaszcza panów, którzy ukradkiem ocierali łzy ze wzruszenia…

Wszelki porządek na scenie utrzymywała dozorczyni, w którą wcieliła się znakomita rzeszowska śpiewaczka i pedagog Stanisława Mikołajczyk-Madej, dysponująca pięknie brzmiącym, koloraturowym sopranem, o świetnym talencie dramatycznym, także komicznym. Swą rolę na scenie operetkowa dozorczyni pełniła w sympatycznym towarzystwie swej sąsiadki Weberowej, czyli Marii Mańko, artystki o wyrazistym, nieco ciemniejszym, mezzosopranowym głosie i równie świetnym talencie wokalno-aktorskim. Obie panie, wraz z dostawcą kryształów Jego Cesarskiej Mości Christianem Tschöllem, czyli basem Andrzejem Jasińskim, stworzyły niepowtarzalny najpierw duet, a potem tercet, wzbudzając zachwyt i żywą reakcję publiczności.

A jeśli jeszcze dodamy do tego urocze interpretacje dwóch pozostałych córek nadwornego dostawcy kryształów - Heni i Heli, czyli Pauli Maciołek i Anny Wójcik, pełną wyrazu grę zazdrosnej Grisi, śpiewaczki Opery Cesarskiej, w którą zgrabnie wcieliła się Karolina Gajda, żywe i pełne wyrazu role męskie, czyli poety Schobera, przyjaciela Schuberta w żywiołowym wykonaniu Kamila Niemca i zakochanych w pannach Tschöll poczmistrza i siodlarza, czyli Łukasza Madeja i Dariusza Kosaka, przyjaciół Schuberta, czyli Władysława Waltosia i Bogdana Jedliczki, debiutującego w roli pikolaka Michała Pękosza, urok XIX-wiecznego Wiednia, z artystyczną bohemą, dworskimi intrygami, ale i pięknymi melodiami, przez półtorej godziny trzyma w rozkosznym napięciu rozbawioną publiczność.

Dużo uroku i pełni brzmienia, zwłaszcza w scenach zbiorowych, dodaje Chór „Collegium Musicum”, a całość ubarwia wdzięcznymi tańcami grupa baletowa ZPiT „Bandoska” z Wojewódzkiego Domu Kultury w Rzeszowie w choreografii Janiny Wojturskiej. Przy fortepianie zasiada utalentowany pianista Przemysław Dziak, kierownictwo muzyczne Andrzeja Szypuły, scenografia ukazująca uliczki dawnego Wiednia z prawdziwą, świecącą trójramienną latarnią jest dziełem Haliny Jasińskiej, a całość zgrabnie wyreżyserował Jerzy Czosnyka.