Muzyka i słowo. Zygmunt Mycielski o Fryderyku Chopinie

Twórczość pisarska Zygmunta Mycielskiego (1907-1987) obejmuje trzy tomy zbiorów artykułów, recenzji, felietonów, esejów wydanych w latach 1959 (PIW), 1961 (PWM) i 1977 (PWM), trzy tomy „Dzienników” wydanych w latach 1998, 1999 i 2001 w Wydawnictwie „Iskry” (czwarty tom w przygotowaniu), bogatą epistolografię, w dużej części wydanej w kolejnych numerach „Kamertonu”, „Ruchu Muzycznego”, „Res Facta” i innych periodykach, m. in. Listy do Józefa Czapskiego, Czesława Miłosza, Jarosława Iwaszkiewicza, Dody Conrada, do rodziny.

Przedstawiam poniżej referat mgr Agnieszki Stanisławczyk z Towarzystwa im. Zygmunta Mycielskiego w Wiśniowej zatytułowany „Fryderyk Chopin w twórczości pisarskiej Zygmunta Mycielskiego”, wygłoszony podczas V Sesji Naukowej „Musica Resoviana”, zorganizowanej staraniem Rzeszowskiego Towarzystwa Muzycznego, Instytutu Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego i Wojewódzkiego Domu Kultury w Rzeszowie; Sesja miała miejsce w przeddzień Międzynarodowego Dnia Muzyki, w dniu 30 września 2010 r. w sali koncertowej Instytutu Muzyki UR w Rzeszowie.

Fascynacja życiem i twórczością Fryderyka Chopina sięga najmłodszych lat życia Zygmunta Mycielskiego, kiedy to w rodzinnym pałacu w Wiśniowej wiele muzykowano i rozprawiano o sztuce, muzyce, malarstwie, poezji, literaturze. Zygmunt Mycielski w „Nowinach Literackich” w 1947 roku tak o tym pisze („Ucieczki z pięciolinii”, PIW 1957, „Horyzonty Szymanowskiego”, s.192). Pamiętam za dziecinnych czasów – gdy z całej muzyki znałem tylko Chopina, sonaty Beethovena oraz kilka Mozartów, Schumannów i Lisztów – przeciętny bagaż leżący na fortepianie w domu.

Cofnijmy się 10 lat wcześniej, do okresu międzywojennego, kiedy to Zygmunt Mycielski w „Muzyce Polskiej” w 1937 roku tak pisze („Ucieczki z pięciolinii”, PIW 1957, „Zasadnicze zagadnienia współczesnej kultury muzycznej w Polsce”, s. 50): Jesteśmy jednym z dopływów płynącego szeroko świata. Co do tej rzeki od nas w muzyce spłynęło? Dotychczas, pomijając wirtuozów, którzy z zawodu swego są obywatelami świata – tylko Chopin i Szymanowski. Fascynacje tymi dwoma twórcami znajdują swoje odzwierciedlenie w bogatej i głębokiej twórczości pisarskiej Zygmunta Mycielskiego, zdaniem niektórych przewyższającej jego dokonania kompozytorskie.

Obydwa przedstawione wyżej cytaty pochodzą z pierwszej książki Zygmunta Mycielskiego pt. „Ucieczki z pięciolinii”. W tym obszernym tomie (592 strony) na s. 216 znajdujemy krótki tekst pt. „Rocznica chopinowska”, wydrukowany za „Odrodzeniem” z 1947 roku. Oto fragmenty. Dziewięćdziesiątą ósmą rocznicę śmierci Chopina uczciła Filharmonia Warszawska w niezwykły sposób: dwóch pianistów odegrało pod dyrekcją dwóch dyrygentów dwa koncerty, e i f-moll. Pierwszy odegrał Jan Ekier pod batutą Mierzejewskiego, drugi Raoul Koczalski z Wilczakiem przy pulpicie.

Odjeżdżający od nas pojazdem czasów Chopin pozostaje fascynującym zjawiskiem i rośnie jak wysokie góry, których z bliska nie ogarniamy wzrokiem. Dopiero w oddali dominują nad horyzontem. Każde pokolenie odkrywa nowe wartości, stąd ciekawe zjawisko, że nikomu nie przychodzi do głowy porównywać interpretację Ekiera z Koczalskim. Ekier wydobywa piękno Chopina z samej precyzji oktaw, pasażów, rysunku mierzonego wartością każdej nuty, równowagą ich powiązań i proporcji. Koczalski, pamiętający tradycje ucznia Chopina Mikulego, strawił życie nad rozmyślaniem o poezji Chopina, przystosował i rozwijał swe możliwości techniczne po to, aby swobodnie wyrażać wszelkie załamania frazy, podkreślać zwolnionym oddechem modulację czy ekspresję melodyjną. (…) Uśmiech, tragizm i wielka doskonałość Chopina błąka się ciągle wśród ruin i nowych murów warszawskich. Tu mu dobrze, jego skrzydła są zdumiewająco ogromne.

„Ucieczki z pięciolinii” wspominają o Chopinie na 27 z 592 stron. Na czoło wysuwa się esej pt. „Kilka myśli o Chopinie i polskiej muzyce współczesnej”, napisany dla „Kużnicy” i w niej wydrukowany w 1949 roku, następnie przedrukowany w antologii pt. „Kompozytorzy polscy o Fryderyku Chopinie” (s.169-176), ze skróconym już tytułem „Kilka myśli o Chopinie”, antologii zredagowanej i opatrzonej wstępem przez Mieczysława Tomaszewskiego, wydanej w PWM w 1959 roku. Ten głęboko przemyślany przez autora esej przedrukował „Kamerton” w numerze 53/2009. Cytuję trzy tylko fragmenty. U nas pozycja tego wzruszającego cyzelatora utworów fortepianowych, którym był Chopin, jest bardzo specjalna. Rola jego nie polega bowiem na jakimś pożyczaniu, używaniu czy czerpaniu z tematyki ludowej. U Chopina nie temat mazurka, krakowiaka czy kolęda w scherzu jest ważna, lecz klimat – rzecz trudniejsza do określenia niż czteroaktówka, którą moglibyśmy odszukać czy porównać z piosenką ludową zanotowaną przez Oskara Kolberga. Strój, przetworzenie, źródło natchnienia – jest istotą tego, co Chopin stworzył, co jest jego kreacją i wynalazkiem i co pretenduje do miana polskiego stylu muzycznego. (…) Ciekawa jest proporcja tego, co Chopin odziedziczył, zastał, wziął i pożyczył od drugich, a co sam dodał i włożył w muzykę. To, co znalazł w sobie – zaczerpnął z Polski, z Warszawy i dokładniej - z Mazowsza . Lecz równie ciekawa jest ostrożność, z jaką tworzył, bezkompromisowość i wierność temu, co znał najlepiej i co najlepiej miał opanowane, owa wierność fakturze fortepianowej. (…) Sekretem każdej wielkości jest proporcja temperatury i opanowania, proporcja namiętności i miary, bez której nie ma dzieł trwałych. (…) Klasyk, romantyk – jeden i drugi musi je ważyć. Lecz czy istnieje wielki klasyk bez temperatury lirycznej i wielki romantyk bez klasycznego opanowania formy i bez posłuszeństwa jej dyscyplinarnym nakazom?

Cytuję jeszcze jeden fragment wypowiedzi Zygmunta Mycielskiego z 1949 roku, tym razem na łamach „Dziennika Literackiego”, pomieszczony także we wspomnianym już zbiorze pt. „Ucieczki z pięciolinii”, s. 205, w artykule pt. „Na temat jubileuszowej wystawy chopinowskiej. Poniższe rozważania związane są z otwartą w Krakowie Wystawą Chopinowską”. Oto fragment. Chopin był prosty, o bystrej, ciętej, dowcipnej inteligencji, nie znoszącej komplikacji, wszelkiego „mętniactwa” i zakłamania. W tym sensie umysłowość jego była daleka od wielu cech jego romantycznej epoki. Mesjanizm, towiańszczyzna – to dla Chopina „wariactwo” – jak pisze do swego przyjaciela Stefana Witwickiego w roku 1845. Lecz przy tym Chopin jest liryczny, dramatyczny – tęskni i cierpi, jest poetą, a cała jego twórczość i świadomość jest maską zewnętrzną, kryjącą wielką samotność poety – wielką samotność geniusza.

Pora przejść do drugiej książki Zygmunta Mycielskiego pt. „Notatki o muzyce i muzykach”, wydanej przez PWM w 1961 roku. Chopin jest tam wspomniany na 31 stronach spośród 224. W Notatce z 17 listopada 1955 roku Mycielski pisze w samych superlatywach o wydanej właśnie książce Jarosława Iwaszkiewicza pt. „Chopin” (ostatnio ukazało się kolejne wydanie tej książki). Na s. 15 czytamy: Iwaszkiewicz prowadzi młodego Chopina w świat straszny i zimny. W wielki świat. Obraca nim od salonu bankierów po salony arystokratyczne, pozostawiając w tle Warszawę, rodzinę, Tytusa, Polskę, o której Chopin ma takt niemówienia w tym nowym świecie, ale poza którą pogrąża się w coraz to boleśniejszą samotność.. Chopin bierze olbrzymie sumy za lekcje, tonie w świecie, w którym jest „jednym z najlepiej wychowanych ludzi”. To już nie gwiazdor, jak Paganini, Liszt czy Wieniawski. To ktoś kogo ten świat niemalże przyjął za swego, a nad kim się rozczula i wzrusza. Ten świat podsyła mu podstarzałą pannę Jane Stirling, której opieka przyprawia go o mdłości. Ale wszystko dzieje się nieubłaganie, jakby w światowej jakiejś biblii, w której prorocy muszą mieć rację, choćby to i najmniejszego sensu nie miało. A racją tą jest dzieło Chopina.

Szczególnie interesujący, zwłaszcza dla środowiska rzeszowskiego, jest „Notatnik” Zygmunta Mycielskiego z 21 czerwca 1956 roku. Oto fragment (s. 56). Harasiewicz nie był – na szczęście – przedwcześnie rozwiniętym „wunderkindem”. Rozwijał się normalnie, choć bardzo szybko. Gdy go słyszałem w 1948 roku, gdy jako 16-letni wychowanek z klasy prof. K. Mirskiego i J. Stojałowskiej występował na konkursie w Rzeszowie [Mycielski był przewodniczącym jury, Harasiewicz otrzymał I nagrodę – przyp. AS] – to było mi jasne, że słyszę urodzonego pianistę i w dodatku pianistę, który jest w dobrych rękach.

W trzeciej książce Zygmunta Mycielskiego pt. „Postludia. Artykuły, felietony, eseje”, wydanej w PWM w 1997 roku, znajdujemy trzy teksty dotyczące Chopina: „Epoka psychologiczna”, o listach i dziennikach Gide’a i wspomnianej już książki J. Iwaszkiewicza o Chopinie (s. 53-56), następnie „Album Chopina”, o wydaniu wspomnień i dokumentów tyczących Chopina przez PWM (s. 205-208) i z 8 XII 1974 „Bernard Gavoty o Chopinie” (s. 130-134), z którego to tekstu cytuję jeden z końcowych fragmentów: Pozostaje więc na placu boju człowiek niesłychanie złożony i opanowany. Chopin polski, kochający Polskę, swoich bliskich, swoją sztukę. Poza tym był zamknięty w formie kryształowej i nieprzezroczystej, kruchej i niedostępnej, straszliwie wrażliwy na własne i cudze „poruszenia, opancerzony pozorami, wychowaniem, formą towarzyską, zacierający nawet ślady wzruszenia, nie znoszący ekshibicjonizmu, krzyków i histerii, a przy tym z nerami na wierzchu, jak pył na skrzydłach motyla.

W moim opracowaniu przedstawiłam tylko niektóre wypowiedzi Zygmunta Mycielskiego o Chopinie, moim zdaniem najbardziej interesujące, świadczące o głębokiej, kompetentnej, unikalnej formie rozmowy autora z czytelnikami o sztuce, muzyce, szczególnie wielkiego Chopina, którego dzieło trwa i trwać będzie wiecznie.

Agnieszka Stanisławczyk