Muzyczne przestrzenie rzeszowskich świątyń

Rzeszowski festiwal muzyczny w 2009 roku wszedł w wiek dorosły. To już osiemnaście lat tych niezwykłych spotkań z muzyką sakralną najwyższej próby w znakomitych wykonaniach, odbywających się w nastrojowych, modlitewnych i, jak się okazuje, także muzycznych przestrzeniach rzeszowskich świątyń.

Dojrzałość tego festiwalu zaznacza się w przemyślanej koncepcji organizacyjnej, ideowej, artystycznej i promocyjnej. Mamy więc wielorakość form muzycznych - od solowych i kameralnych do chóralnych i orkiestrowych, z królem instrumentów, organami, w roli głównej, świetnych wykonawców i wysmakowaną publiczność, która coraz liczniej towarzyszy festiwalowym koncertom. Wszystko to dostosowane do marki, jakości, stanu technicznego organów w poszczególnych świątyniach Rzeszowa, ich akustyki, no i życzliwości gospodarzy. Tak tworzy się niepowtarzalna atmosfera tych pełnych nastrojów i wzruszeń spotkań inspirowanych muzycznymi dziełami wielkich mistrzów różnych epok. To jakby na przekór otaczającej nas wokół szmiry i tandety, epatujących choćby z pseudoartystycznych „produkcji” mediów, zwłaszcza różnych telewizyjnych stacji czy pseudokulturalnych imprez masowych, schlebiających najniższym gustom otępiałej publiczności.

Pełni więc rzeszowski festiwal nie tylko rolę artystycznego mecenasa i propagatora Wielkiej Sztuki, ale także uczy i wychowuje wrażliwą publiczność, wśród której widać coraz więcej młodzieży. Wszak Rzeszów jest miastem studenckim po trosze i nie jest obojętne, kogo kształci i wychowuje Uniwersytet czy Politechnika. A więc czy przyszli inżynierowie czy prawnicy będą ludźmi wrażliwymi na sztukę i drugiego człowieka, czy też automatami wykonującymi zaprogramowane czynności i działania, bez tej humanistycznej wizji i perspektywy, która określa sens ludzkiego istnienia i dążenia do spójnej, duchowej i fizycznej, dojrzałości i doskonałości.

Ad maiorem Dei gloriam – Na większą Bożą chwałę – ten incipit J. S. Bacha wyznacza kierunek rozwoju rzeszowskiego festiwalu. Bez tego chrześcijańskiego odniesienia, będącego symbolem wielowiekowego zakorzeniania nauki, filozofii, kultury w katolickiej Europie, nie sposób zrozumieć nam, już przecież, czy zawsze, Europejczykom, współczesnego świata. Kultura, a więc i muzyka, mocą swych najgodniejszych przedstawicieli, te myśli wyraża i inspiruje w wyobraźni wrażliwych słuchaczy.

Wielka więc chwała za rzeszowski festiwal upartemu Markowi Stefańskiemu, od początku dyrektorowi artystycznemu festiwalu, jak i ks. infułatowi Stanisławowi Macowi, gospodarzowi katedry rzeszowskiej, który z determinacją nieustannie zaprasza wiernych na festiwalowe koncerty, powtarzając: Naprawdę warto przyjść na koncert!
Tegoroczny osiemnasty festiwal rzeszowski, to siedem koncertów w siedem niedzielnych wieczorów czerwca, lipca i sierpnia w muzycznych przestrzeniach pięciu świątyń: Katedry rzeszowskiej, kościoła Farnego, Chrystusa Króla, Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Rzeszowie-Zalesiu i po raz pierwszy Św. Józefa na Staromieściu.
A finał w katedrze rzeszowskiej w niedzielę 22 sierpnia był prawdziwie imponujący! Wystąpiło czterech wokalistów, ojców i księży, świetnie muzycznie przygotowanych, z zespołu „Servi Domini Cantores”, czyli „Śpiewający słudzy Pana” z różnych ośrodków w Polsce tworzących ten niecodzienny zespół: ks. Zdzisław Madej – tenor, o. Rafał Kobyliński, o. Tomasz Jarosz i ks. Robert Kaczorowski – barytony, a wszystko z wdzięcznym towarzyszeniem Agnieszki Radwan-Stefańskiej – organy, która z powodzeniem wystąpiła także jako solistka organistka, całość w programie muzyki religijnej od XVII do XX wieku.

Kreślę te kilka słów refleksji z tegorocznego rzeszowskiego festiwalu muzycznego w nadziei, że trwać on będzie dalej i pełnić nadal swoją misję, nie waham się napisać – ewangelizacyjną, estetyczno-wychowawczą, kulturotwórczą, zmierzającą do ukazywania ciągle i na nowo nieśmiertelnego piękna ludzkiego ducha, natchnionego duchem Bożym, uosobionego w głębokich dziełach muzycznych wielkich mistrzów, z wiarą w sens tej niezwykłej modlitwy, która na dźwiękach pieśni, organów i instrumentów, unosi nasze serca i dusze wprost do nieba, do stóp Najwyższego Pana.