Mnie tu wiatr zapędził - opowieść o Chopinie

I oto mamy Rok Chopinowski. W 2010 roku mija 200 lat od urodzin tego wielkiego polskiego kompozytora, zwanego romantykiem fortepianu. Do dziś biografowie wiodą spór o dokładną datę Jego urodzin – czy miało to miejsce 22 lutego 1810 roku, jak to zapisano w księdze chrztów w kościele parafialnym w Brochowie koło Sochaczewa, czy też może 1 marca 1810 roku, jak to nieraz sam kompozytor podawał? Jarosław Iwaszkiewicz w swych pismach o Chopinie podaje wielce prawdopodobną anegdotę, według której nie całkiem trzeźwy organista, po powrocie z suto zakrapianych chrzcin w Żelazowej Woli, wraz z księdzem wikarym, wpisali datę dość przypadkową...

Jakkolwiek by tam nie było, urodził się Fryderyk Chopin w zacnej i szacownej rodzinie. Ojciec Mikołaj, pochodzący z Marainville we Francji, był człowiekiem wykształconym, humanistą, pedagogiem. Matka, pełna dobroci i szlachetności kobieta, pochodziła z Kujaw. W kilka miesięcy po narodzinach Fryderyka rodzina Chopinów przeniosła się do Warszawy, gdzie pan Mikołaj został wykładowcą literatury i języka francuskiego w liceum warszawskim. Tak więc uroczy dworek w Żelazowej Woli nad Utratą szybko opustoszał. Od najmłodszych lat mazowiecki wiatr pędził Fryderyka coraz dalej i dalej...

Wzrastał mały Frycek w atmosferze wysokiej kultury i wytwornego życia towarzyskiego. Szybko też odkryto w nim muzyczne talenty. W wieku sześciu lat podejmuje naukę gry na fortepianie. Pierwszy nauczyciel, Wojciech Żywny, wkrótce przekonuje się, że uczeń przerasta mistrza. W wieku 12 lat Fryderyk kończy naukę fortepianu u Wojciecha Żywnego, rozpoczynając naukę kompozycji u Józefa Elsnera. Przedtem jeszcze pisze trzy młodzieńcze polonezy – B-dur, g-moll i As-dur (ten ostatni dedykowany Wojciechowi Żywnemu). W dniu 20 lipca 1829 roku, po trzech latach nauki w Warszawskiej Szkole Głównej Muzyki, Józef Elsner wpisuje Fryderykowi znamienną ocenę: „szczególne zdolności – geniusz muzyczny”.

I oto przychodzi najważniejsza bodaj chwila w życiu 20-letniego Fryderyka – wyjazd za granicę, 2 listopada 1830 roku, po którym to wyjeździe nie wrócił już nigdy do kraju. Na pożegnalnym koncercie dla publiczności warszawskiej młody kompozytor grał fantazję na tematy polskie i świeżo ukończony koncert e-moll. Wkrótce wybucha w Polsce powstanie listopadowe – Fryderyk, pełen przygnębienia i tęsknoty za domem, pisze nastrojowe scherzo h-moll z tematem kolędy „Lulajże Jezuniu”. Po upadku powstania listopadowego powstaje etiuda c-moll rewolucyjna i pełne tragizmu preludia – a-moll i d-moll.

Jesienią 1831 roku Fryderyk przybywa do Paryża, gdzie zyskuje dużą popularność. Nie czuje się jednak szczęśliwy – trawi go tęsknota za krajem i bliskimi osobami. Przecież Konstancja Gładkowska, z którą wiązały go szczere, młodzieńcze uczucia, żegnała go wpisem do sztambucha: „Mogą Cię obcy lepiej nagrodzić, ocenić, lecz kochać mocniej na pewno nie mogą”. W liście do przyjaciela Tytusa Wojciechowskiego z 12 grudnia 1831 roku Fryderyk z nostalgią pisze: „Mnie tu wiatr zapędził...”.

Z miłości Fryderyka do Marii Wodzińskiej, podobnie jak do Konstancji Gładkowskiej, nic nie wyszło. Z Wodzińskimi spotyka się kompozytor jeszcze w Marienbadzie w lipcu 1836 roku, lecz już za rok pakiet listów zostaje przewiązany wstążeczką i opisany ręką Fryderyka: „Moja bieda...”.

Z pisarką George Sand związał się Chopin na 9 lat. Romans zakończył się bolesnym zerwaniem. Znowu pozostała samotność, którą tylko jego szkocka uczennica panna Jane Stirling niezbyt skutecznie starała się rozproszyć. Jednak w latach 1838-1847 powstały najwspanialsze dzieła Chopina – ballady, sonaty, mazurki, polonez fis-moll, As-dur i Polonez Fantazja.
Fryderyk jednak choruje. Gruźlica czyni postępy. 17 października 1849 roku o godz. 2.00 Chopin umiera. Spoczywa po dziś dzień na Cmentarzu Pére-Lachaise w Paryżu, zaś Jego serce znajduje się w koście Św. Krzyża w Warszawie przy Krakowskim Przedmieściu.

Urzekający jest głęboki liryzm romantycznej muzyki Chopina, liryzm, który uniknął egzaltacji i mętnych obszarów dzięki klasycznej wręcz dyscyplinie techniki kompozytorskiej, rodem z Bacha i Mozarta. W eseju o Chopinie znakomity publicysta Zygmunt Mycielski pisze: „Lecz czy istnieje wielki klasyk bez temperatury lirycznej i wielki romantyk bez klasycznego opanowania formy i bez posłuszeństwa jej dyscyplinarnym nakazom?”.

Wróćmy jeszcze na chwilę do Jarosława Iwaszkiewicza, który na końcu swej książki pt. „Chopin” wydanej przez PWM w Krakowie w 1968 roku tak pisze o muzyce Chopina: „Ta muzyka żyje z nami i walczy wraz z nami. I jest tęczowym mostem między Polską i światem. Jest tego świata ozdobą i wartością, świat ten nam tłumaczy i wyjaśnia, jak każda wielka sztuka. A sztuka Chopina to nasza największa sztuka”. To może miał na myśli Cyprian Kamil Norwid, pisząc w nekrologu w „Dzienniku Polskim” w Paryżu: „Rodem warszawianin, sercem Polak, a talentem świata obywatel”.