Mistrz i uczeń. Jubileusz prof. Stefana Stuligrosza

26 sierpnia 2009 r. znakomity chórmistrz, muzykolog, kompozytor, rektor poznańskiej Akademii Muzycznej w Poznaniu w latach 1967-1981, od 1945 roku dyrygent Chóru Chłopięco-Męskiego „Poznańskie Słowiki”, prof. Stefan Stuligrosz, ukończył 89 lat. 70 lat pracy artystycznej! I ciągle w znakomitej formie! To cudowny dar niebios dla polskiej kultury.

Miałem ogromne szczęście studiować w poznańskiej muzycznej uczelni za czasów jego rektorowania. Życzliwy, otwarty, wrażliwy, pomagał wszystkim, zawsze z ogromną kulturą osobistą. Spotykaliśmy się potem na naszych życiowych traktach wielokrotnie, bo kochany prof. Stuligrosz swoją misję propagowania piękna muzyki, zwłaszcza polskiej, pojmował bardzo szeroko i starał się koncertować wszędzie tam, gdzie tylko był zapraszany.

Bywał też z koncertami i w naszym regionie podkarpackim, jak choćby w bazylice leżajskiej czy kościele OO. Bernardynów w Rzeszowie w latach 90. XX w., gdzie zakładaliśmy właśnie Diecezjalne Studium Organistowskie. Pytał o słuchaczy, kadrę pedagogiczną, bo na sprawy muzyki religijnej zawsze był bardzo wyczulony. Wpisał się do kroniki Studium, mówił o powołaniu muzyka organisty i dyrygenta chóru.

Pamiętam cudowne koncerty „Poznańskich Słowików” w Krośnie, Jaśle, u OO. Saletynów w Rzeszowie, wreszcie w Filharmonii Rzeszowskiej w lutym 1997 r. organizowane na rzecz biednych, chorych i opuszczonych przez nadzwyczaj prężne Towarzystwo im. Św. Brata Alberta w Rzeszowie z niestrudzonym jego animatorem Emilem Jurkiewiczem na czele. Koncert w Filharmonii Rzeszowskiej transmitowało na żywo Polskie Radio i Telewizja Rzeszów.

Moje spotkanie z prof. Stuligroszem, całą muzyczną atmosferą Poznania w latach 70. XX w., wywarło decydujący wpływ na całe moje życie. Swoje losy skierowałem w kierunku muzyczno-pedagogicznym. Od 42 lat zajmuję się upowszechnianiem muzyki jako nauczyciel, dyrygent chórów i orkiestr, publicysta muzyczny. A już najwięcej wiedzy i doświadczenia odebrałem od prof. Stuligrosza w trudnej sztuce prowadzenia chórów.

89. urodziny i jubileusz 70-lecia pracy artystycznej prof. Stuligrosza przeżywam z wielkim wzruszeniem. Wiem, że warto, czego uczył nas prof. Stuligrosz, być wiernym swojemu powołaniu. I że najwięcej radości i satysfakcji przynosi służba innym. I że zawsze wszystko trzeba robić jak najlepiej, na najwyższym poziomie, na jaki nas stać.

To wymaga kompetencji i serca. Znajomości warsztatu i tajników ludzkiej duszy, która nieustannie szuka dobra i piękna w otaczającym świecie, nie zawsze życzliwym i przyjaznym. Artysta musi być kapłanem wiary, nadziei i miłości. Bez tego wszystko na nic…
Tak uczył prof. Stuligrosz.
Sam dawał temu przykład, prezentując dzieła muzyczne na najwyższym, światowym poziomie. Jak pisze Encyklopedia PWM, „Chór Stuligrosza „Poznańskie Słowiki” jest powszechnie uznawany za fenomen artystyczny w skali światowej - dzięki muzykalności, finezji wykonania, wrażliwości, dyscyplinie i wyczuciu stylu.” A repertuar – jakże ogromny! Od monodii średniowiecznych po dzieła współczesne najlepszych kompozytorów, od pieśni a cappella do wielkich form wokalno-instrumentalnych.

A przecież początki były jakże trudne! Aresztowany przez Niemców w czasie wojny założyciel Chóru ks. Wacław Gieburowski przekazał go we wrześniu 1941 r. młodemu 19-letniemu, zdolnemu śpiewakowi Stefanowi Stuligroszowi, który poprowadził zespół przez trudne lata wojny i nie mniej trudne czasy powojenne. Kiedy w trudnych czasach stalinowskich kazano śpiewać Chórowi kantaty o Stalinie, przygarnęła go, w dużej mierze za sprawą ówczesnego dyrektora artystycznego, rzeszowianina z pochodzenia, znakomitego dyrygenta Stanisława Wisłockiego, Filharmonia Poznańska.

Tak sobie myślę, że bez względu na czasy, układy polityczne, trzeba robić swoje, realizować swoje powołanie, służyć swoim talentem i pracą, zachęcać innych, dodawać ludziom otuchy i nadziei, przekonania, że mimo wszystko ten świat jest piękny, zwłaszcza w perspektywie sztuki i nieogarnionej Bożej Miłości.

Druh Stefan – tak nazywają go do dziś jego mali i starsi śpiewacy. Bo najpierw musimy się rozumieć, szanować, słuchać, by tworzyć piękne dzieła muzyczne. Najpierw musimy być rozumiejącą się nawzajem wspólnotą, by dążyć do wyznaczonego celu. Wspólnotą zdyscyplinowaną, świadomą odpowiedzialności, wagi tworzenia rzeczy wielkich.

Mistrz i uczeń. Tej starej zasady, metody wychowawczej, znanej od tysięcy lat, nigdy nie zastąpi nawet najbardziej nowoczesny system wymyślony przez mądrych naukowców. Wychowanie integralne – razem z rodzicami, szkołą, kościołem, organizacją harcerską, najbliższym otoczeniem, jest sposobem na problemy i trudności współczesnego świata, nie tylko w rozwiązywaniu problemów dzieci i młodzieży, ale i nas, dorosłych. Jak daleko odeszliśmy dziś od tych starych prawd?

To tylko garść refleksji, jakie przyszły mi na myśl w tych jubileuszowych dniach. I choć jestem jednym z bardzo szerokiego grona wychowanków prof. Stuligrosza, czuję się dziś w sposób szczególny członkiem wielkiej rodziny jego uczniów i przyjaciół, pełnym wdzięczności i szacunku. Bo wskazał nam drogę, która prowadzi do Boga i ludzkiej wrażliwości poprzez muzyczne piękno. Jesteś zawsze z nami, Drogi Profesorze! Ad multos annos!