Mediolańska La Scala

3 sierpnia 1778 roku w Mediolanie nastąpiło uroczyste otwarcie Teatro alla Scala. Na inaugurację wykonano trzy dzieła Antonio Salieriego – jedną operę i dwa balety. Mediolan podlegał wówczas administracyjnie rezydującej w Wiedniu cesarzowej Marii Teresie, zaś rządził w jej imieniu arcyksiążę Ferdynand.

Dwa lata wcześniej w pożarze spłonął jedyny w Mediolanie teatr operowy, co starano się natychmiast naprawić, głównie dzięki pomocy finansowej właścicieli lóż spalonego teatru, którzy złożyli na ten cel milion lirów! Cóż to była za miłość do wielkiej Sztuki!

Na ofiarowanym i wyznaczonym przez cesarzową Marię Teresę terenie wznosił się niegdyś kościół ufundowany w XIV wieku przez Reginę della Scala, małżonkę księcia Barnaby Viscontiego, stąd nazwa teatru, zwanego w skrócie – La Scalą.

Gmach wybudowano w błyskawicznym tempie. Mieściło się w nim około 3 tysięcy widzów, iluminowany był tysiącami świec, posiadał 5 wieńców lóż, z których każda była trochę inna, według upodobań właścicieli. W owych lożach robiono różne rzeczy, z jadłem, napitkami i różnymi intymnymi sprawami, grywano w karty i kości, na scenę zwracając uwagę tylko wtedy, kiedy sławny śpiewak zaczynał popisową arię lub śliczna baletniczka wykonywała pas w obcisłym i skąpym trykocie. Loże z prywatnych rąk wykupiono dopiero w 1921 roku, ujednolicając ich wystrój, pokrywając ściany purpurowym adamaszkiem.

Z czasem przyszedł czas na lampy olejne, wreszcie przyszła elektryczność, która rozjaśniła teatr niczym słońce oświetlające świat w upalny dzień. Kiedy w sierpniu 1943 roku La Scala, wskutek działań wojennych, została zburzona, postanowiono ją odbudować w identycznym kształcie, w jakim była poprzednio.

Cóż, La Scala, jak to zwykle z teatrami, także wielkimi, bywa, miała swoje chude i tłuste lata. Złoty jej okres, to kierownictwo Arturo Toscaniniego od roku 1898, który zakończył się skandalem w 1903 roku, kiedy to Toscanini, znany z tego, że nie cierpiał i nie tolerował bisów, zwłaszcza w trakcie spektaklu, po nie milknących brawach opuścił podium dyrygenta i poszedł sobie do domu, zaś spektakl dokończył inny dyrygent. Toscanini powrócił jeszcze do La Scali w sezonie 1906-1907 i w latach 1920 do 1929 roku, kiedy to kontrolę nad Teatrem objęło faszystowskie Ministerstwo Wychowania. Potem był Vittorio de Sabata, Claudio Abbado i inni, a historia Teatru słynnego na cały świat toczy się dalej - już blisko dwa i pół wieku!

Na słynnej scenie Teatru La Scala występowało kilkudziesięciu polskich śpiewaczek i śpiewaków, także nasi dyrygenci. Warto wspomnieć, iż 30 lat temu, 21 stycznia 1979 roku, na scenie mediolańskiej La Scali wystawiono „Raj utracony” Krzysztofa Pendereckiego.

A w Rzeszowie teatru operowego jak nie ma, tak nie ma! Może warto poszukać właścicieli przyszłych lóż, którzy zechcą je wykupić na poczet przyszłej wielkiej sztuki operowej w muzykalnym przecież mieście i regionie?