Ludwik Lutak – trębacz ze Słociny
„Był piękny, słoneczny dzień. Do Słociny przymaszerowała orkiestra wojskowa 17 pułku piechoty z Rzeszowa, by zagrać z okazji jakiegoś święta. Byłem zahipnotyzowany widokiem lśniących trąb i zauroczony ich dźwiękiem. Po zakończeniu uroczystości pomaszerowałem razem z innymi chłopcami za orkiestrą aż do Rzeszowa. Wróciłem wieczorem i dostałem tęgie lanie, ale nie żałowałem. Zrodziła się we mnie miłość do muzyki – ta pierwsza i pozostała do dziś.”
Tak wspomina swoje pierwsze kontakty z muzyką nieżyjący już muzyk ze Słociny koło Rzeszowa, świetny trębacz, niegdyś ceniony pedagog Akademii Muzycznej w Krakowie, autor cennego podręcznika gry na trąbce, także studiów orkiestrowych. Dziś w Krakowie odbywają się ogólnopolskie konkursy grających na instrumentach dętych jego imienia.
25 sierpnia 2010 roku minęło 100 lat od jego urodzin. Wspominam o nim, gdyż był nie tylko znakomitym muzykiem i pedagogiem, znanym i cenionym artystą pochodzącym z rzeszowskiej ziemi, ale także przykładem upartego dążenia, mimo różnych przeciwności losu, do wyznaczonego celu, by zostać muzykiem i sztuce muzycznej poświęcić całe swoje życie.
A czasy, naznaczone dwoma wojnami światowymi, nie były łatwe. Grając przed II wojną światową w orkiestrze wojskowej 17 pułku piechoty w Rzeszowie, Ludwik Lutak poszedł na wojnę i koło Lwowa dostał się do niewoli. Cztery lata przebywał w obozie jenieckim w Niemczech koło Bawarii. Tam napisał dla swojej młodej żony tango „Ja wiem”, z którego cytuję fragment refrenu: „Ja wiem, że czekasz na mnie już od lat, choć trzeciej zimy śnieg znowu spadł, ja wiem, że czekasz na mnie już od lat, choć nas rozdziela świat.”
Po wojnie Ludwik Lutak wrócił do Polski i z pasją oddał się pracy artystycznej i pedagogicznej. Wykształcił rzesze muzyków, zapisując się w ich pamięci jako artysta oddany muzyce bez reszty, przy tym człowiek wielkiej życzliwości, zawsze pogodny, pełen optymizmu, lubiany przez wszystkich.
Jednym z jego studentów jest znany muzyk rzeszowskiej Filharmonii i pedagog rzeszowskiej szkoły muzycznej Józef Nawojski, obecnie pedagog łańcuckiej szkoły muzycznej. Z wielką atencją wspomina swojego profesora. ”Byłem zauroczony jego osobowością. Co roku w dniu imienin Ludwika jadę wraz małżonką do Krakowa na wzniesienie cmentarza na Pogórzu, by złożyć wiązankę kwiatów i zapalić znicze na grobie mojego Profesora.”
I jeszcze wspomnienie córki Profesora, Bogumiły Lutak-Modrinić, obecnie artysty i pedagoga krakowskiej Akademii Muzycznej, ujęte w formie wiersza. Wspomnienie sercem pisane.
„Do swej orkiestry/ zabrał Cię Bóg./ Trochę za wcześnie/ później też mógł./ I honorarium/ niebiańskie dał/ byś tam też partie/ solowe grał./ Głoś trąbki Twojej/ w mym sercu brzmi/ tonacją tamtych/ szczęśliwych dni./ A kiedy na końcu życia/ stanę za Stwórcy rozkazem/ to wiem mój tato kochany/ że znów zagramy razem.”






