Liturgia sacra dla Jana Pawła II

13 czerwca 1987 roku miało miejsce spotkanie Papieża Polaka Jana Pawła II z przedstawicielami polskiej kultury i sztuki. Odbyło się ono w kościele Św. Krzyża w Warszawie, w świątyni, gdzie spoczywa serce Chopina, gdzie organistą był Stanisław Moniuszko, a w czasach bardziej nam współczesnych Feliks Rączkowski. Spotkanie zgromadziło ok. 1300 reprezentantów różnych środowisk kultury sztuki z z całej Polski.

Witając Ojca Świętego, Ksiądz Prymas Józef Glemp powiedział m.in.: „Najwymowniejszym znakiem tej świątyni jest figura Chrystusa niosącego krzyż, umieszczona przed wejściem do świątyni. Chrystus dźwigający krzyż podnosi rękę ku górze i wzywa: „Sursum corda” – „W górę serca”! Gdy hitlerowska pożoga powaliła Chrystusa na ziemię, leżący na bruku Chrystus nie wypuścił krzyża z uchwytu, a wzniesioną ręką ciągle wskazywał niebo, jakby wołał: „Sursum corda!” Ojcze Święty, dzisiaj świątynia napełniła się Polakami z „iskrą Bożą”. Niech Duch Święty przez Twoją obecność i Twoje słowo rozżarzy tę iskrę, która będąc w ludziach przebija się przez szarzyznę przyzwyczajeń i unosząc serca w górę – ukazuje to, co piękne, szlachetne, dobre.”

Po liturgii Słowa, w czasie której Filharmonia Narodowa wykonała „Stabat Mater” Karola Szymanowskiego, Ojciec Święty wygłosił przemówienie, w którym powiedział m.in.: „Naród jest tą wielką wspólnotą ludzi, których łączą różne spoiwa, ale nade wszystko właśnie kultura. Naród istnieje z kultury i dla kultury. Jestem synem Narodu, który przetrzymał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielokrotnie sąsiedzi skazywali na śmierć – a on pozostał przy życiu i pozostał sobą.”

Polski świat kultury złożył w darze Ojcu Świętemu książki, m.in. J. J. Szczepańskiego Kadencję, kasetę z filmem Jest, album architektów Kościoły budowane w Polsce, obrazy, a także – płytę i partyturę Liturgii sacra Zygmunta Mycielskiego. Było to na kilka tygodni przed śmiercią kompozytora, który w tym czasie był już złożony ciężką chorobą i nie mógł być przy Papieżu.
W specjalnym liście dołączonym do płyty i partytury, już ze szpitala, kompozytor napisał: „Ojcze Święty, nigdy nie zapomnę czasu, gdy Ksiądz Kard. Wojtyła przychodził od Św. Floriana na Warszawską 1 z Komunią Świętą do mojej chorej matki.
Potem raz jeden odważyłem się zająć czas Kardynałowi Metropolicie i zawsze pamiętam ważką dla mnie, polityczną rozmowę przy otwartym oknie pałacu Arcybiskupiego. Papieżowi nie ośmielam się zabierać czasu, a teraz ciężka choroba nie pozwala mi zejść z łóżka szpitalnego.
Pod koniec życia napisałem AD MAIOREM DEI GLORIAM muzykę na chór i orkiestrę do łacińskich Trzech Psalmów. A ostatnio LITURGIĘ SACRA do łacińskich tekstów mszalnych, Kyrie, skrócone Credo, Sanctus i trzy wersje Agnus Dei, nawiązujące do chorału gregoriańskiego i pełne już tylko pokory, końcowe jest Benedicat vos.
Może płyta z I wykonania na koncercie i – poprawiona nieco w stosunku do tego wykonania – partytura, zainteresuje kogoś w Watykanie tym głosem z Polski, dorzuconym do morza muzyki religijnej.
A może nawet Papież wspomni starego muzyka, który tą drogą prosi o błogosławieństwo. Warszawa, 12 czerwca 1987. Zygmunt Mycielski.”

Jakże serdeczne, pełne pokory i oddania są to słowa. Jak pisał znany krytyk muzyczny Bohdan Pociej, do ostatnich swoich utworów, przenikniętych metafizyką, duchem religijnym – Trzech Psalmów, Liturgii sacra, Fragmentów, doszedł Mycielski drogą długiej, duchowej ewolucji, którą można nazwać drogą do Boga.

Wykonanie Liturgii sacra Z. Mycielskiego przez Chór i Orkiestrę Filharmonii Krakowskiej pod dyrekcją Tadeusza Strugały na XXIX Festiwalu Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień” w gmachu Filharmonii Narodowej w Warszawie w dniu 26 września 1986 roku wywołało ogromny aplauz publiczności i wysokie uznanie krytyki muzycznej. Stało się artystycznym wydarzeniem festiwalu. Dyrygent Tadeusz Strugała otrzymał nagrodę krytyków SPAM – „Orfeusza” za interpretację Liturgii.
Sam kompozytor w książce programowej wspomnianej „Warszawskiej Jesieni” napisał: „Liturgia sacra, to tytuł mszy, którą skomponowałem do łacińskiego tekstu z przedsoborowego Mszału Rzymskiego. Skomponowano w ciągu wieków tysiące mszy, byłem więc szczęśliwy znajdując w dawnych słownikach starsze określenia mszy: Liturgia sacra, Res sacra, Res divina, gdzie słowo Liturgia oznacza posługę, służbę, funkcję publiczną – zanim przyjęło się neołacińskie określenie Missa. Tak więc moja Msza nosi tytuł, którego – jak dotąd – nie spotkałem wśród ogromnej ilości mszy włoskich, francuskich, niemieckich, polskich itd. Wybrałem teksty po swojemu: Kyrie rozpoczyna mój utwór, jak to zawsze było. Nie ma Gloria, natomiast Agnus Dei i Ecce Agnus Dei występuje w trzech miejscach, tak jak to było w tekście mszalnym. Przedzielone są one bardzo skróconym Credo, tradycyjnym Sanctus i dodanym przeze mnie, recytatywnym Domine non sum dignus (Panie nie jestem godzien). Liturgię kończę błogosławieństwem Benedicat vos, które też nie występuje w znanych mi mszach.”

Wspomniany przez kompozytora recytatywny fragment Domine, non sum dignus ({Panie, nie jestem godzien), pełen prostoty, głęboki, sugestywny, wywarł ogromne wrażenie na publiczności „Warszawskiej Jesieni”. Jak mówił kompozytor w jednym z wywiadów: „Jest to najskromniejszy w całej partyturze, przerywnik. Dziwne zjawisko: przecież tam już „nie ma żadnej muzyki”.
O Liturgii sacra Z. Mycielskiego w „Ruchu Muzycznym” nr 23 z 9 listopada 1986 r. pisał Stefan Kisielewski: „Powstało dzieło jak wykute w skale, absolutnie jednorodne w swej surowej ascezie: puste, niby oschłe, lecz jedynie odpowiednie interwale, ostre, ascetyczne dysonanse, znakomicie, stylowo, po gregoriańsku brzmiące chóry – żaden tu element nie odskakuje, nie psuje założonej jednolitości.”
W kilka dni po wykonaniu Liturgii w liście do Józefa Czapskiego datowanym 30 września 1986 roku kompozytor pisał: „Tyle mojej religijności, co i pokory. To jakoś i słuchacze, i muzycy i wykonawcy pojęli – jakiś aplauz się zjawił, 50 lat za późno, bo gdybym to zrobił mają np. 30 lat, to by zapewne wyfrunęło w świat.”

I jeszcze fragment wypowiedzi zmarłego niedawno znakomitego muzykologa Bohdana Pocieja w „Ruchu Muzycznym” nr 25 z 7 grudnia 1986 r.: „Muzyka religijna, liturgiczna, mistyczna, muzyka głębokich doświadczeń ducha, to dziedzina szczególnie mi bliska, intrygująca największą z możliwych w sztuce tajemnic. Uważam poszukiwanie Boga za najważniejszą czynność w życiu człowieka – czynność, która powinna warunkować i określać wszelkie czynności inne, całe aktywne życie ludzkie. (…) W owym poszukiwaniu Boga od wieków swój ogromny udział ma, rzecz jasna, sztuka i twórczość artystyczna. Również więc i kompozytor – ten sprzed tysiąca lat, anonimowy twórca melodii chorałowych i ten nam współczesny, często nawiązujący do chorałowej tradycji. Podejmując z własnej, głębokiej potrzeby temat religijny – szuka Boga i więcej – swoją pracą kompozytorską uwarunkowaną na sacrum świadczyć może o Jego istnieniu i obecności. Byłby to może najniezwyklejszy z „dowodów na istnienie Boga.” (…)
Liturgia jest j a s n a, w szerokim znaczeniu tego słowa. Przejrzysta w budowie, oczywista w intencji, zasadniczo prosta w konstrukcji dźwiękowej – bardziej harmoniczna niż polifoniczna, czytelna w podaniu tekstu, i jasna w kolorycie, mimo bardziej ciemnego początku, zgodnego przecież z nowszą tradycją ekspresji błagania: Kyrie – Zmiłuj się.

Ujmuje mnie w tym dziele skromność i pokora twórcy (to również znamiona religijności), jego wewnętrzna głęboka dyscyplina. Czas tej muzyki, jej przepływ, tempo, jej trwanie i ruch, także w swoich zmianach – subtelnych przyspieszeniach, momentach ożywienia, akcentach energii rytmu, pewnych zagęszczeniach brzmienia i ekspresji – wydają mi się idealnie zgodne z czasem i trwaniem liturgii, bezpośrednio wynikające z rytmu obrzędu, nabożeństwa.

Zygmunt Mycielski napisał Mszę bez krztyny patosu, bez cienia egzaltacji, ale też bez częstej w naszych czasach ostentacyjnej, bezosobistej suchości, oschłości. Muzyka jego Liturgii jest w najszlachetniejszym sensie powściągliwa, jej ekspresja – zobiektywizowana, w czym widzę sięganie do średniowiecznych źródeł chrześcijańskiej muzyki religijnej z pominięciem romantycznej gorąco emocjonalnej i subiektywno-lirycznej ekspresji sacrum. Ale każdy interwał, krok melodii i każde współbrzmienie swoją wagą zdają się mówić o osobowości kompozytora, każą domniemywać o bogactwie życia wewnętrznego: rozmyślań, refleksji, zmagań, przełomów.”