Halka. Wspomnienie o Helenie Maroń
Nazywaliśmy ją Halką, chociaż miała na imię Helena. Pewnie dlatego, że grała Halkę w operze S. Moniuszki pod tym samym tytułem, często też śpiewała arie z tej opery.
Całe swoje pracowite życie Helena Maroń poświęciła muzyce. Absolwentka Wydziału Wokalnego Państwowej Szkoły Muzycznej II stopnia w Rzeszowie, wielka pasjonatka śpiewu, przez wiele lat rozwijała swój talent, śpiewając przy różnych okazjach, będąc zarazem instruktorem i wychowawcą wielu pokoleń grup muzycznych i zespołów działających w Wojewódzkim Domu Kultury w Rzeszowie. Była m.in. solistką Zespołu Pieśni i Tańca „Bandoska”. Przez wiele lat organizowała koncerty w ramach Klubu Miłośników Muzyki, w których często występowali uczniowie szkół muzycznych.
Odeszła na zawsze 15 lat temu, 29 września 1996 roku. A wydawało się nam, że tacy jak ona – skromni, o tak życzliwym spojrzeniu na świat nigdy nie umierają…
Jeszcze kilka tygodni przed śmiercią uzgadniałem z nią szczegóły jej publikacji o Studio Operowym przy WDK w Rzeszowie, w którym śpiewała, m.in. rolę tytułową w operze „Sprzedana narzeczona” B. Smetany (premiera 17 czerwca 1962 r.). Publikacja ta ukazała się w „Kamertonie” 1-2 (24-25) 1996, oparta została na pracy dyplomowej napisanej w 1978 roku przez Helenę Maroń w Studium Oświaty i Kultury w Krakowie pod kierunkiem mgr Zofii Weberowej.
Praca ta opowiada o niezwykłych dziejach Studia Operowego w Rzeszowie, które działało przy WDK w latach 1952-66. Ta bezcenna, historyczna już praca przynosi wiele szczegółów sprzed i powojennego życia muzycznego Rzeszowa, z całą plejadą rzeszowskich muzyków, programami koncertów, jest w niej także cały ten specyficzny klimat ówczesnego życia kulturalnego, które borykało się z niemałymi kłopotami, także finansowymi. Ale pasja i zapał artystów przełamywały wszystko!
Studio Operowe przez 14 lat zdołało wystawić 10 premier, w tym 4 opery, 4 operetki i 2 wodewile. Wszelako obowiązujący w latach 50. i 60. realizm socjalistyczny w sztuce zmusił zespół Studia Operowego do wystawiania tzw. produkcyjniaków rodem ze Związku Radzieckiego, co, jak się wydaje, walnie przyczyniło się do upadku tej niezwykłej i niepowtarzalnej inicjatywy kulturalnej. I tak od 1966 roku własnego teatru muzycznego w Rzeszowie jak nie ma tak nie ma!
Gdyby rannym słonkiem wzlecieć mi skowronkiem… Czasami, idąc schodami w WDK na próbę chóru, zda się, słyszę głos Halki, zrozpaczonej po zdradzie panicza Janusza… Ale to tylko echo, wspomnienie dawno minionych lat… Dobrze, że zostają wspomnienia…






