Był dobrym człowiekiem. Wspomnienie o Stanisławie Szczepańskim

Pożegnaliśmy Go na cmentarzu Wilkowyja w Rzeszowie w mroźną sobotę 18 grudnia 2010 roku. Na uroczystości pogrzebowe przyszły tłumy. Także delegacja rzeszowskiej „Solidarności” ze sztandarami, której był aktywnym działaczem. Także byli prezydenci Rzeszowa, których był rzecznikiem prasowym.

Był dobrym człowiekiem – mówił ks. bp Jan Niemiec. Aktywnym, twórczym, oddanym Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie. Służył swoimi talentami, jak mógł. Do ostatnich chwil życia. I to nie tylko znakomitym piórem. Podejmował wiele społecznych akcji, by wspomnieć choćby rzeszowską trasę Konfederatów Barskich. Był też autorem rzeszowskiej Drogi Krzyżowej.

Z wykształcenia był geodetą, z zamiłowania dziennikarzem, pasjonatem historii, zwłaszcza Rzeszowa, także regionu podkarpackiego. Pracował w Urzędzie Wojewódzkim w Rzeszowie, na Politechnice Rzeszowskiej, w Urzędzie Miasta Rzeszowa.

Znaliśmy się 20 lat. Kiedy po latach włóczęgi po świecie wróciłem do Rzeszowa w 1990 roku, Staś był świetnym redaktorem naczelnym miesięcznika „Głos Rzeszowa”. Pisma sięgającego swą tradycją końca XIX wieku w Rzeszowie. Ileż w tym piśmie było dobra, piękna, refleksji historycznej, ludzkiej dobroci i życzliwości! Było w nim sporo miejsca na kulturę, także muzykę.

Bo Staś był współtwórcą nowego świata. Po latach komunistycznej niewoli był piewcą duchowego i społecznego odrodzenia. W duchu wzajemnej miłości, szacunku do Boga, narodowych wartości. Jestem pewien, że jego praca nie poszła na marne. Nie wiem tylko, jak będziemy żyć bez niego…

Takiego słowa, jakim nas obdarzał w mowie i piśmie, nie spotyka się często. Dzieląc się z wielkim talentem swoją myślą, refleksją, wrażeniem, uczył i wychowywał. Dla przyszłości. Dla lepszego świata. Może innego od tego, w którym przyszło mu żyć.

Bardzo sobie cenił współpracę z Kurierem Chicago. Wciągnął i mnie do tej współpracy. Ostatni e-mail, jaki do mnie przysłał, to relacja w Kurierze Chicago z uroczystości odsłonięcia pomnika ks. Jerzego Popiełuszki w Rzeszowie. Bardzo się z tego cieszył.

Mam dziwne wrażenie, że Staś jest nadal wśród nas. Że znowu spotkamy się na ul. 3 Maja w Rzeszowie, dawnej Pańskiej, wstąpimy do znajomej cukierenki, by obgadać, co nowego wydarzyło się w Rzeszowie, na Podkarpaciu, w świecie. Ale On już tam, między Aniołami…

Żegnaj, Stasiu i do zobaczenia w lepszym świecie!