Boski śpiew tenora. Beniamino Gigli
Wkrótce po śmierci Enrico Caruso, który zmarł w 1921 roku, na scenie operowej pojawił się równie boski jego następca - Beniamino Gigli, włoski tenor o cudownym, lirycznym głosie, przejmującym do głębi rzesze wiernych słuchaczy! Uwielbiany przez tłumy, zawładnął scenami operowymi we Włoszech, Francji, Niemczech, Ameryce Południowej i Północnej, Anglii, Skandynawii. 20 marca 2011 roku mija 121 lat od jego urodzin.
Artysta urodził się w 1890 roku w Recanati, był szóstym dzieckiem ubogiego szewca. Pracował jako pomocnik aptekarza, ucząc się jednocześnie muzyki w miejscowej szkole muzycznej. Sto lat temu, w 1911 roku, wygrał lokalny konkurs śpiewaczy, a zarazem, jako nagrodę, studia w rzymskiej Akademii Św. Cecylii. Po różnych perypetiach, w 1920 roku Toscanini zaangażował go do La Scali do partii Fausta w Mefistofelesie Boita. Sukces był niesamowity! Otworzyło mu to drogę do światowej kariery.
Artysta miał w swym repertuarze ponad 60 partii operowych, przeważnie z oper włoskich, i liczne pieśni, z których te neapolitańskie cieszyły się największym powodzeniem. Był ich niezrównanym interpretatorem.
Największe sukcesy Gigli odnosił w lirycznych partiach z oper Verdiego i Pucciniego, ale także Donizzetiego, Ponchiellego, Leoncavalla, Mascagniego, Flotowa. Wystąpił też w kilku angielskich i niemieckich filmach muzycznych, by wymienić m.in. „Nie zapomnij mnie”, „Śmiej się pajacu” czy „Śpiewak jego wysokości”.
Głos miał wspaniały, o niezwykłej subtelności brzmienia i umiejętności wydobywania najdelikatniejszych niuansów śpiewanych partii. Jak pisze Lucjan Kydryński w Kalendarium „Opera na cały rok” wydanym w 1989 roku przez PWM „publiczność zachwycona była do tego stopnia, że wybaczyła Gigliemu tęgą sylwetkę, fatalne aktorstwo, prowincjonalną minoderię i całkowity brak wdzięku.”
Gigli pozostał pierwszym tenorem lirycznym w Metropolitan Opera do 1932 roku, kiedy to, na znak protestu przeciwko obniżeniu gaż, zresztą wskutek światowego kryzysu, opuścił tę sławną scenę, by pojawić się na niej jeszcze w latach 1938-1939, zbierając niesamowite owacje od publiczności. W 1955 roku, po koncercie pożegnalnym w Hamburgu, wycofał się ze sceny. Warto wspomnieć, iż swoją autobiografię pt. Confidenze opublikował w 1943 roku w Rzymie, wydanie polskie pt. Pamiętniki w 1973 roku przez PWM.
Słodki, boski Beniamino, jak go nazywano, był niezwykle pracowity. W ciągu pół wieku swej oszałamiającej kariery, nagrał 400 płyt, brał udział w 2249 spektaklach operowych. Zmarł w Rzymie w 1957 roku w wieku 67 lat.
A nam pozostało zdumienie i podziw dla jego niezwykłego talentu, który, niczym tajemniczy kwiat paproci, pojawia się nocą tylko raz i znika wraz z promieniami wschodzącego słońca…






