Trakl

„Poezją zaszyfrowaną” nazwał utwory Georga Trakla ich tłumacz Krzysztof Lipiński. Ten szyfr, to występujące w wierszach słowa-klucze: ciemny, noc, czarny, błękitny, cichy, cień, biały, wieczór, złoty, spokojny, łagodny. W zaledwie 200 znanych wierszach tego poety słowo ciemny występuje aż 315 razy.
Dlatego też żadna inna poezja nie „nadaje się” do przełożenia na język plastyki tak, jak poezja Trakla. Każdy wiersz jest motywem, który może stać się inspiracją dla twórców sztuk wizualnych. Ciemne tchnienie w zielonych gałęziach może być i dla fotografika i dla malarza inspirujące nie mniej niż mazowiecka wierzba dla Edwarda Hartwiga, czy Mont Sainte Victoire dla Cézanne’a.
Błękitne kwiatki otaczają oblicze twórców, którzy podobnie jak Trakl – posługują się szyfrem skonstruowanym z barwnych plam i linii, faktur, światła, przestrzeni, itd. To jest jak Samotnego, złoty krok / Zamierający pod drzewem oliwnym. Po tym „dziele zaszyfrowanym” stają się rozpoznawalni. Można powiedzieć, że każdy artysta bardziej lub mniej świadomie zmierza właśnie w tym kierunku, a kiedy „wynajdzie” swój alfabet, niekiedy trudno jest mu się z nim rozstać. Krytycy nazywają to stylem, gdy im się podoba, lub manierą, gdy „szyfr” uznają za banalny. I wtedy Wzlatuje pijanym skrzydłem noc... Być może, problem ten dotyczy każdej dziedziny twórczości.
W przypadku prac pokazanych na tej wystawie mamy do czynienia z „doraźnym” tworzeniem szyfrów i kodów. Artyści próbują znaleźć plastyczny ekwiwalent metaforyki Trakla posługując się językiem fotografii, malarstwa i rysunku. Tak cicho krwawi uległość – to wyzwanie, którego się podejmują.
Eksperyment ten, choć pojawiający się w dziejach sztuki dość często, nie niesie w tym przypadku niebezpieczeństwa przywiązania się do wypracowanej wizualnej poetyki czy kodu, ponieważ (z założenia) jest to akcja jednorazowa, jak Rosa, co wolno kapie z kwitnącego ciernia. Nie będzie więc pokusy ani też potrzeby eksploatowania tego kodu w kolejnych dziełach. Gdyby jednak któryś z autorów chciał kontynuować swoją twórczość w tej konwencji może ryzykować, że będąc rozpoznawalnym, nie będzie rozumianym. A wtedy zwykle jest tak, że tylko Zmiłowanie promienistych ramion / Ujmuje pękające serce i artysty i widza!
Prezentowane na wystawie prace nie są jednakże ilustracją tych wierszy ani ich przybliżonym nawet przekładem na język obrazu i trudno będzie widzowi odnaleźć w nich jakąkolwiek frazę z tekstów poety. Simonides z Keos powiedział wprawdzie, że malarstwo jest milczącą poezją, a poezja – mówiącym malarstwem, ale twierdzenie to jest znacznym uproszczeniem i należy je traktować bardziej jako zwrot retoryczny. Rację miał raczej Robert Frost, mówiąc: Poezją jest to, co ginie w przekładzie. Dlatego właśnie artyści szukający inspiracji w poezji, ale wypowiadający się w innych dyscyplinach sztuki nie próbują poezji naśladować ani „ścigać się” z poetami.
Taką postawę wobec „odległych” dyscyplin sztuki wykazują także przedstawiciele innych dziedzin twórczości artystycznej.
Modest Musorgski, rosyjski kompozytor muzyki programowej, pisząc miniatury fortepianowe Obrazki z wystawy inspirował się malarstwem. Jednakże utwory te nie są ani opisem obrazów, ani ich ilustracją, i nie dźwięki fortepianu, a jedynie tytuły poszczególnych utworów mogą przywoływać wyobrażenia sugerowanych przez nie zdarzeń.
Z inspirującą mocą poezji jest jeszcze inaczej. Poeta nie pisze wierszy, poeta wiersze sieje. A one kiełkują i wzrastają w umysłach czytelników wzbogacane ich wyobraźnią i pielęgnowane wrażliwością. Świat poezji „staje się” w umyśle czytelnika i na to, jaki on będzie, poeta nic poradzić nie może.
Ale gdy ziarno wiersza pada na poletko fotografika, malarza, muzyka, czy jakiegokolwiek innego artysty – wszystko może się zdarzyć.

Ta wystawa poświęcona jest pamięci Anny Justyny Hubert – artystki, która chodziła po ulicach Rzeszowa z tomikiem poezji Trakla, czytając ją niemal bez wytchnienia. Czarna okładka, drukowane na ciemno-szarym papierze wiersze inspirowały ją i niepokoiły: to była poezja dla niej. W niej odnajdywała siebie i swój świat, mocno pokręcony i najeżony kolcami, przez który z wielkim trudem się przedzierała, nie unikając ran i okaleczeń. Nie wiemy, czy Anna poznała te wiersze dopiero w 1993 roku, kiedy w księgarniach pojawił się ten tomik, czy znała je już wcześniej. Pewni możemy być jednakże tego, że do tej poezji zmierzała od początku swojej drogi artystycznej.
W tym też czasie zaproponowała malarzowi Jerzemu Tomali realizację wspólnej wystawy obrazów inspirowanych poezją Georga Trakla z możliwością rozszerzenia pokazu o inne jeszcze, pokrewne dyscypliny sztuki. Z jakichś powodów do takiej wystawy wtedy nie doszło, choć oboje malowali z myślą o realizacji tego przedsięwzięcia. Jednakże w 1998 roku w Galerii BWA w Rzeszowie Anna Justyna Hubert pokazała premierową, indywidualną wystawę pięćdziesięciu obrazów olejnych, temper, pasteli i gwaszy inspirowanych twórczością Trakla, a wystawa nosiła tytuł: Trakl.
Teraz, cztery lata po przedwczesnej śmierci artystki, Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa podjęła się zrealizowania pomysłu Anny Justyny Hubert prezentując nie tylko powstałe w połowie lat 90. Jej i Jerzego Tomali obrazy, ale także twórczość Ireny Gałuszki i Barbary Victorii Bokoty inspirowaną tą poezją.
Jeżeli widz zechce „zobaczyć” wiersze Trakla w tych pracach, będzie musiał podjąć wysiłek równy pracy wykonanej przez autorów tych dzieł. Będzie musiał wejść na ścieżki niekonwencjonalnych skojarzeń i asocjacji, którymi nigdy nie chodził, będzie musiał sięgnąć do najciemniejszych zakamarków własnej duszy, by z samego dna wydobyć tkwiącego tam od zawsze pojmanego kosa. Będzie musiał de facto stworzyć własne obrazy tej poezji.

 Aż usłyszy Pijany makowym sokiem ciemny śpiew;

Jerzy Pomian

 Śpiew pojmanego kosa
Ciemne tchnienie w zielonych gałęziach
Błękitne kwiatki otaczają oblicze
Samotnego, złoty krok
Zamierający pod drzewem oliwnym
Wzlatuje pijanym skrzydłem noc
Tak cicho krwawi uległość
Rosa, co wolno kapie z kwitnącego ciernia.
Zmiłowanie promienistych ramion
Ujmuje pękające serce.
Pijany makowym sokiem ciemny śpiew;

Georg Trakl