Ta strona używa cookie. Informacje o tym w jakich celach pliki cookie są używane znajdziesz w Polityce Prywatności. W przeglądarce internetowej możesz określić warunki przechowywania i dostępu do cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. zamknij

Ostatnia płyta Bufeta

fot. Marcin Drozd

28 listopada 2017 roku zmarł Krzysztof Bara, charyzmatyczny frontman rzeszowskiego zespołu Wańka Wstańka. Pozostawił po sobie muzykę, m.in. nieśmiertelny przebój "Leżajski full", ale też ciepłe wspomnienia, którymi dzielą się bliscy mu ludzie.

WAŃKA WSTAŃKA
Urodził się 28 stycznia 1966 roku, muzyczną działalność rozpoczął w latach 80-tych XX w. w zespole 1984, następnie Wańka Wstańka, stając się ważną postacią rzeszowskiej sceny rockowej, która była wtedy jednym z najciekawszych zjawisk w polskiej muzyce niezależnej. Bufet od początku pracował z Piotrem Liszczem "Mizernym", który odpowiadał za większość tekstów i muzyki w obu wspomnianych zespołach. Wańka Wstańka odniosła spektakularny sukces w 1987 roku podczas festiwalu w Jarocinie, kiedy "Leżajski Full" stał się wręcz hymnem festiwalu. Od początku koncepcja zespołu pełna pastiżu i satyry była ukłonem w stronę osobowości Bufeta.

- Myśmy z Wańką Wstańką wymyślili szwindel. Najnormalniej w świecie chcieliśmy zrobić takie polskie Sex Pistols i wyszło nam to w 100%. Pomysł na ten koncert w połączeniu z niesamowitą charyzmą Krzyśka i jego umiejętnością zdobywania publiczności zrobił furorę w Jarocinie. My, wtedy 18-letni chłopcy poczuliśmy się jak Beatlesi, których byliśmy fanami - wspominał Mizerny w audycji Rock Noc w Polskim Radiu Rzeszów.

Pokłosiem tego sukcesu był występ na festiwalu w Opolu, który muzycy Wańki Wstańki potraktowali charakterystyczny dla siebie sposób. W ostatniej rozmowie z D&N Bufet wspominał to tak:
- Do dziś różni muzycy alternatywni śmieją się z tego występu i wiedzą, jak zrobiliśmy w konia to całe popowe środowisko. Wyjść na scenę na festiwalu w Opolu i zaśpiewać „Leżajski full” - to była potężna prowokacja, a to, że ten utwór znają wszyscy w Polsce, od morza do Tatr i śpiewają go z gitarami przy ognisku, tak jak „Whisky” Dżemu, to mi nie przeszkadza. Mieliśmy też kawałki o poważnej wymowie, jak „Generał”. Zespół z przerwami działał aż do śmierci lidera i pozostawił w swoim dorobku 5 albumów i niezliczoną ilość koncertów, jednak Krzysztof Bara zostanie zapamiętany nie tylko ze względu na muzykę.

OSOBOWOŚĆ
- Oczywiście połączyła nas muzyka. Pracowałem wtedy w Domu Kultury zakładów Zelmer. Mieliśmy tam jedną z niewielu anten satelitarnych w mieście. Spotykaliśmy się w czwartki o północy żeby oglądać godzinny program metalowy "Headbangers Ball" nadawany w MTV. Wielokrotnie przychodził do mnie do domu. Godzinami słuchaliśmy muzyki - mówi Jerzy Szlachta, dziennikarz Polskiego Radia Rzeszów i przyjaciel Bufeta, który podobnie jak inni bliscy muzyka, podkreślają jego ujmującą osobowość i szeroką wiedzę.

- Krzysiek był świetnym anegdociarzem, świetnym mówcą. Potrafił zainteresować każdego. Pamiętam jego długie monologi, podczas których pękaliśmy ze śmiechu – mówił Mizerny

- Często nazywałam Bufeta swoim trzecim rodzicem. Poznałam go mając 16 lat. Spędzaliśmy razem dużo czasu. On mnie ukształtował i wychował. Nauczył mnie bardzo wiele. Miał wpływ na to, jakim jestem człowiekiem. On mnie odkrył, wciągnął do Wańki Wstańki, motywował mnie. Pokazał mi dużo świetnych płyt, pokazywał klasykę literatury i kina. Bufet wpajał mi wysokie ideały. Uważam, że dzięki niemu wyrosłam na dobrego człowieka - wspominała Barbara Mikulska z Wańki Wstańki na antenie Polskiego Radia Rzeszów. Nie tylko ona czerpała wiedzę od Bufeta:

- Był niezmierzoną studnią wiedzy o historii muzyków, zespołów. W rozmowie z nim można było się zasłuchać na długo. Miał świetną umiejętność przywracania człowieka do pionu w chwilach zwątpienia. Ponadto miał też cudowną cechę nielubianą przez większość ludzi - był bezkompromisowo szczery - mówi Dominika Kobiałka, wokalistka rzeszowskiego zespołu Tension Zero.
Szczerość, duża wiedza, serdeczność i dystans do siebie i świata. To wyłania się ze wspomnień przyjaciół i współpracowników Bufeta.

Jerzy Szlachta: Krzysiek o szeroko pojętej muzyce rockowej wiedział wszystko. Doceniał klasykę, ale śledził też nowe trendy. Był mocno osadzony w korzeniach. Jego dwa ulubione zespoły to The Beatles i Rolling Stones. Twierdzę, że dostał dar od Boga, żeby być „rockandrollowcem” i cieszyć ludzi swoją muzyką.

OSTATNI ALBUM
Krzysztof Bara przez ostatnie lata zmagał się z cukrzycą, ale nie zaprzestał muzycznej działalności. Wańka Wstańka była aktywna koncertowo. Zespół pracował też nad nowym albumem, który udało się skończyć, jednak Bufet już nie doczekał premiery.

- Czasami miałem wrażenie, że Krzysiek coś przeczuwał. Często mówił: nagrajmy jeszcze tę płytę, zróbmy to, to może być nasz ostatni album. Był świadomy swojej choroby - wspominał Piotr Liszcz "Mizerny" w audycji Rock Noc w Polskim Radiu Rzeszów. Płyta ma ukazać się wkrótce. Promuje ją utwór „Zapnij płaszcz”, dostępny do odsłuchu w internecie.
- Muzyka Bufeta i Wańki Wstańki będzie żyć w naszym regionie. To jest rola mediów, żeby przypominać o wspaniałym artyście, który chodził po naszych ulicach. Był ciepły, miły, sympatyczny, był po prostu fantastycznym człowiekiem – kończy Jerzy Szlachta.

„Był dobrym człowiekiem” - to stwierdzenie najczęściej przewija się we wspomnieniach o Krzysztofie Barze, który w ostatnim wywiadzie dla D&N tak podsumował swoją 30 letnią działalność artystyczną:

- Najważniejszą rzeczą jaką osiągnąłem w życiu jest to, jakich ludzi poznałem dzięki graniu muzyki. To, że kumpluję i przyjaźnię się z takimi ludźmi jak Kazik, Kodym czy Robert Brylewski, to jest niesamowite. To, że poznałem wspaniałych dziennikarzy, pisarzy, artystów, aktorów i to, że do dziś mogę przebywać wśród ludzi, którzy myślą i czują podobnie jak ja. To jest bardzo ważne w życiu. Ważniejsze niż kariera. Zawsze żyłem tak, jak chciałem. Nie dorobiłem się domu z basenem, jak Janek Borysewicz, ale się z nim kumpluję i jest fajnie (śmiech). Cieszę się, że Ci wszyscy ludzie mają cały czas do mnie szacunek. To jest ważne.

Bufet odszedł, ale szacunek i muzyka pozostały. Cześć jego pamięci.

BARTŁOMIEJ SKUBISZ

Day&Night, luty 2018